TO MUSISZ WIEDZIEĆ

CO WARTO WIEDZIEĆ O GÓRZE ŚW. ANNY
Sanktuarium św. Anny jest położone na Górze Chełmskiej (400 m n.p.m.), ale wzniesienie ma jednak bardziej znaną nazwę, pochodzącą właśnie od imienia świętej. Pierwszą kaplicę zbudowano między 1480 a 1485 rokiem z inicjatywy braci STRZAŁA - Mikołaja i Krzysztofa. Z zachowanych XVII-wiecznych dokumentów wynika, że w kaplicy znajdowała się cudowna figurka św. Anny Samotrzeć z relikwiami w otworze na główce rzeźby. Według legendy hiszpański książę wracający z wojennej wyprawy na Wschód wiózł ją jako trofeum i "kiedy woły zatrzymały się na szczycie góry i nie chciały pójść dalej, książę odczytał to jako znak Boży. Wybudował w tym miejscu kościół, umieszczając w nim figurę św. Anny". Kiedy sanktuarium zaczęło zyskiwać coraz większą sławę jako miejsce cudów i pojawiły się problemy z odpowiednią opieką duszpasterską, na Górę św. Anny przybyło 22 krakowskich franciszkanów, którym podczas wojny polsko-szwedzkiej (1655) spalono klasztor. Wkrótce na wzgórzu wybudowano drewniany klasztor oraz rozbudowano kościół, w którym pojawiły się nowe boczne ołtarze i dwa dzwony - św. Anny i św. Franciszka. W latach 1700-09 powstała Kalwaria według projektu włoskiego architekta mieszkającego w Opolu - Domenico SIGNO. Fundatorem był hrabia Gaszyn. Zgodnie z panującą modą odwzorowano układ i nazewnictwo z Jerozolimy - na wschód rozciągała się Dolina Jozafata z kościołem Grobu Maryi, powyżej Góra Oliwna z kaplicami Modlitwy w Ogrójcu i Zdrady Judasza, na południowej-zachodniej stronie znajdowała się Golgota. 12 września 1779 roku wyruszyła z Bytomia na Górę św. Anny pierwsza śląska pielgrzymka, która zapoczątkowała ruch pątniczy
W 1810 roku król pruski - Fryderyka Wilhelma III - dokonał sekularyzacji dóbr zakonnych. Los ten podzieliły dobra klasztorne na Górze św. Anny, a zakon franciszkanów przestał istnieć. Poprawa sytuacji nastąpiła w połowie XIX wieku kiedy przybyli tutaj franciszkanie z Westfalii. Szczególne zasługi dla dalszego rozwoju sanktuarium i ruchu pielgrzymkowego położył brat ATANAZY (Josef KLEINWACHTER), który zorganizował uroczyste obchody stulecia odnowienia kalwarii i zainicjował budowę kaplicy przy stacji trzeciego upadku Chrystusa. Doprowadził również, w trosce o pielgrzymujących w słońcu pątników, o zalesienie wzgórza. Wiele współcześnie rosnących drzew pamięta jeszcze czasy brata Atanazego. Początek Kulturkampfu to jednocześnie likwidacja klasztoru. Zakonnicy wrócili w 1887 roku. W 1897 roku powstały istniejące do dzisiaj neobarokowe ołtarze boczne oraz ołtarz główny autorstwa czeskiego artysty Rajmunda KUTZERY. Pod koniec XIX wieku, w wykupionym kamieniołomie za północnym murem klasztoru, urządzono plac modlitewny i grotę na wzór groty w Lourdes. W okresie 1913-16 w 14 małych bocznych grotach zbudowano stacje Męki Pańskiej, częściowo ufundowane prze rodziny poległych w I wojnie światowej. W 1940 roku Niemcy wyrzucili franciszkanów z klasztoru i oddali budynek Niemcom z Rumunii.
W latach 1934-38 wykorzystując ukształtowanie terenu, w nieczynnym kamieniołomie w zachodniej części wsi Niemcy wybudowali amfiteatr (7 tys. miejsc siedzących i 23 tys. stojących). W 1938 roku odsłonięto mauzoleum poświęcone niemieckim uczestnikom III powstania śląskiego. Przypomnijmy, iż w maju 1921 roku w tym rejonie miały miejsce krwawe walki Amfiteatr określano wówczas jako Thingplatz, rzeczownik ten zawiera morfem Thing, będący formą staroniemieckiego wyrazu Ding, oznaczającego w średniowieczu, miejsce podejmowania ważnych decyzji. Tam zbierali się Germanie i ich wojsko. Celem hitlerowskiej propagandy było uzasadnienie aktualnej polityki , powiązanej ze stara, germańską przeszłością. Projektant mauzoleum – Robert TISCHLER – nadał mu wyraźnie militarny charakter. W krypcie znajdowały się sarkofagi, na których umieszczono odlane z brązu litery, tworzące napisy – hasła, komentujące najnowszą historię Niemiec. Pośrodku sarkofagu znajdowała się rzeźba przedstawiająca umierającego wojownika. Ze względu na wymiary wykuwano ją na miejscu, w trakcie budowy mauzoleum. Zarówno całość budowli (kształt średniowiecznej twierdzy), jak i wnętrze ((mroczny korytarz) miało bardzo tajemniczy i nastrojowy charakter, co odpowiadało ideologii narodowosocjalistycznej mauzoleum, a było wymierzone przeciwko chrześcijańskiemu i pątniczemu charakterowi Góry św. Anny. O zadaniach takich miejscach, już w 1934 roku, Alfred ROSENBERG pisał: „Pomniki bohaterów i miejsca pamięci (…) staną się miejscami pielgrzymkowymi nowej religii, w których niemieckie serca zostaną ponownie uformowane w imię nowego mitu.” W 1945 roku Polacy wysadzili główne elementy mauzoleum, a na jego miejscu wybudowano Pomnik Czynu Powstańczego wg projektu Xawerego Dunikowskiego – poświęcony pamięci przeciwników tych, których pomnik zburzono.

Źródła:
1. Wikipedia - wolna encyklopedia
2. art. Rafała RYSZKI (miesięcznik "Jaskółka Śląska")
3. Janusz DOBESZ „Góra św. Anny – symbol uniwersalny”, w: Ewa CHOJECKA „Sztuka Górnego Śląska na przecięciu dróg europejskich i regionalnych”

(md)

NASZA PATRONKA – ŚW. JADWIGA
Św. Jadwiga Śląska (ur. między 1174 a 1178, zm. 15 października 1243) - należy do najpopularniejszych świętych w Polsce (zwłaszcza na Śląsku), ale także w Austrii, Czechach, Niemczech, na Węgrzech oraz we Francji. To nie tylko patronka Śląska, ale również archidiecezji (wrocławska), miast (Trzebnica, Berlin, Wrocław, Dębica), Europy oraz pojednania polsko-niemieckiego, małżeństw i chrześcijańskich rodzin. Najczęściej przedstawiana z butem w ręce, krzyżem, księgą, figurką Matki Boskiej, makietą kościoła w dłoniach i różańcem.
Urodziła się i wychowywała w zamku Andechs w Bawarii. Miała czterech braci i trzy siostry, w tym Agnieszkę (żonę Filipa II Augusta) i Gertrudę (żonę króla węgierskiego Andrzeja II i matkę św. Elżbiety Węgierskiej). Trzecia z jej sióstr była przełożoną klasztoru benedyktynek w Kitzingen koło Würzburga, gdzie Jadwiga została wysłana w młodym wieku i gdzie zdobyła wykształcenie.
SZPITALE DLA TRĘDOWATYCH I KOŚCIOŁY
W wieku lat 12 została wydana za mąż za śląskiego księcia Henryka I Brodatego. W 1233 roku Henryk został księciem wielkopolskim. Jadwiga urodziła siedmioro dzieci. Oboje z Henrykiem I byli ludźmi bardzo religijnymi, prowadzili pobożne życie i dbali o rozwój Kościoła. Jadwiga była fundatorką kościołów i klasztorów, w tym klasztoru sióstr cysterek w Trzebnicy (1209). Prowadziła też działalność dobroczynną, starała się o pomoc chorym i ubogim – zorganizowała działalność wędrownego szpitala dla ubogich, otworzyła szpital dla trędowatych w Środzie Śląskiej i w Trzebnicy. Po 19 latach małżeństwa z Henrykiem Brodatym oboje złożyli śluby czystości. Po śmierci męża w 1238 roku zamieszkała w trzebnickim klasztorze, prowadzonym przez jedną z jej córek. Wkrótce zaangażowała się w ożywienie życia religijnego Śląska, sprowadzając do tamtejszych kościołów duchownych z Niemiec.
To dzięki niej na Śląsk przybyli również niemieccy osadnicy, którzy zasiedlili słabo zaludnione rejony, czym przyczynili się do rozwoju wspierając tym samym rozwój rolnictwa. Księżna bardzo troszczyła się o to, aby urzędnicy w jej dobrach nie uciskali bardzo kmieci poddanych. Obniżyła im czynsze, przewodniczyła sądom, darowała grzywny karne, a w razie klęsk nakazywała mimo protestów zarządców rozdawać ziarno, mięso, sól.
BUTY NA SZNURKU
Według podań Jadwiga była osobą posiadającą cechę wielkiej skromności, a jednocześnie bardzo zaangażowaną w swoje działanie. Według legendy, Jadwiga, aby nie odróżniać się od poddanych chodziła boso. Irytowało to bardzo jej męża, wymógł więc na spowiedniku, aby ten nakazał jej noszenie butów. Duchowny podarował jej parę butów i poprosił, aby zawsze je nosiła. Księżna, będąc posłuszną swojemu spowiednikowi, podarowane buty nosiła ze sobą, ale przywieszone na sznurku.
Jadwiga zmarła 15 października 1243 rokuw opinii świętości i została pochowana w kościele w Trzebnicy. 24 lata później, 26 marca1267 roku została kanonizowana, a cześć jej relikwii przeniesiono do opactwa w Andechs. W 1680 roku , na prośbę Jana III Sobieskiego i jego żony, papież Innocenty XI rozszerzył kult Jadwigi Śląskiej na cały Kościół Katolicki. Po tym wydarzeniu zaczęto czcić świętą na innych ziemiach polskich. W roku 1773 król PrusFryderyk II Wielki ufundował katedrę berlińską pod wezwaniem św. Jadwigi. Obecnie katedra jest siedzibą arcybiskupa Berlina.
Jadwiga przeżyła mnóstwo nieszczęść rodzinnych. Jej ukochany syn, Henryk Pobożny, zginął jako wódz wojska chrześcijańskiego w walce z Mongołami pod Legnicą w 1241 roku. Za morderstwo króla niemieckiego – Filipa - narzeczony jej córki Gertrudy, Otto von Wittelsbach został utopiony w Dunaju. Siostra Jadwigi, Gertruda, królowa węgierska, została skrytobójczo zamordowana. Druga siostra, królowa francuska - Agnieszka, jawnogrzesznica, została ukarana przez papieża. Mąż Jadwigi, książę Henryk, dostał się do niewoli Konrada Mazowieckiego. Dopiero gdy Jadwiga pieszo i boso poszła z Wrocławia do Czerska i rzuciła się do nóg Konradowi, wybłagała uwolnienie męża. Henryk został uwolniony pod warunkiem zrzeczenia się pretensji do Krakowa.
Papież Jan Paweł II, podczas wizyty we Wrocławiu (21.06.1983), powiedział o niej: „Pragnęła i łaknęła sprawiedliwości Jadwiga Śląska... Pochodziła z Niemiec, z bawarskiego rodu hrabiowskiego Diessen-Andechs - stamtąd przybyła na ziemię piastowską i weszła w rodzinę piastowską jako małżonka Henryka, zwanego Brodatym. Znajdujemy się na przejściu od XII do XIII stulecia. Wyraziła się w jej życiu jakby cała pełnia powołania chrześcijańskiego. Odczytała święta Jadwiga Ewangelię do końca i w całej jej życiodajnej prawdzie. Nie ma w niej rozbieżności pomiędzy powołaniem wdowy - fundatorki klasztoru w Trzebnicy a powołaniem żony - matki w piastowskim domu Henryków. Jedno przyszło po drugim, a równocześnie jedno było głęboko zakorzenione w drugim. Jadwiga od początku żyła dla Boga, żyła miłością Boga nade wszystko tak, jak głosi pierwsze przykazanie Ewangelii. Tak żyła w małżeństwie jako żona i matka. A kiedy owdowiała, z łatwością dostrzegła, że ta miłość Boga nade wszystko może stać się teraz miłością wyłączną Boskiego Oblubieńca. I poszła za tym powołaniem.”
Źródło: Wikipedia, strona www.mbkp.swieci.jadwiga.slaska
(md)

ŚLĄSCY NOBLIŚCI
Na „dzień dobry” potrafimy wymienić przynajmniej dwóch-trzech polskich noblistów. Może nawet przypomniałby się nam jakiś laureat z zagranicy … Ale czy wiemy, że Śląsk – jako jeden z nielicznych regionów na świecie (!) może pochwalić się aż dwunastoma noblistami. Oto ich sylwetki, a także osiągnięcia, za które otrzymali te prestiżowe nagrody.

1. Kurt ALDER (1902, Królewska Huta-20.06.1958, Kolonia) – otrzymał Nagrodę Nobla w 1950 roku z zakresu chemii – za odkrycie wielostronnej syntezy w nowoczesnej chemii oragnicznej
2. Friedrich BERGIUS(11.10.1884, Złotniki-30.03.1949, Buenos Aires) – zajmował się badaniami wpływu wysokich ciśnień na przebieg reakcji chemicznych, za co otrzymał w 1931 roku Nagrodę Nobla. Opracował metody otrzymywania benzyny przez upłynnianie węgla.
3. Guenter BLOBEL (21.05.1936, Niegosławice koło Szprotawy) – otrzymał Nagrodę Nobla z medycyny lub fizjologii w 1999 roku za odkrycie „w jaki sposób nowo powstające cząsteczki białek są kierowane na właściwe miejsca w komórkach”.
4. Konrad BLOCH (21.01.1912, Nysa-) – otrzymał Nagrodę Nobla z fizjologii lubmedycyny za wyjaśnienie powstawania cholestrerolu w organizmie oraz rolę enzymów w procesach przemiany tłuszczów.
5. Max BORN (11.12.1882, Wrocław-05.01.1970, Getynga) – jeden z najwybitniejszych fizyków-teoretyków XX wieku, prowadził badania m. in. z zakresu mechaniki kwantowej. Otrzymał Nagrodę Nobla w 1954 roku za statystyczną interpretację mechaniki kwantowej oraz teorię sieci krystalicznej.
6. Hans-Georg DEHMELT(09.09.1922, Zgorzelec) – otrzymał Nagrodę Nobla w 1989 roku z fizyki.
7. Paul EHRLICH (14.03.1854, Strzelin – 20.08.1915, Bad Homburg) – lekarz, chemik, bakteriolog, pionier współczesnej chemioterapii. Otrzymał Nobla w 1908 roku za prace nad odpornością.
8. Gerhart Johann Robert HAUPTMANN (15.11.1862, Szczawno Zdrój-06.06.1946, Jagnątków) – pisarz, dramaturg, czołowy przedstawiciel niemieckiego naturalizmu. Otrzymał Nagrodę Nobla z literatury w 1912 roku.
9. Fritz Jacob HABER (03.12.1868, Wrocław-29.01.1934, Bazylea) – zajmował się badaniami z zakresu chemii fizycznej. Otrzymał Nagrodę Nobla w 1918 roku z chemii za syntezę amoniaku.
10. Maria GOEPPERT-MAYER(28.06.1906, Katowice-20.02.1972, San Diego) – otrzymała Nagrodę Nobla w 1963 roku za powłokowy model jądra atomu.
11. Reinhard SELTEN (05.10.1930, Wrocław) – otrzymał Nagrodę Nobla w 1994 roku za ekonomii.
12. Otto STERN(17.02.1888, Żory-17.08.1969, Berkeley) – pierwszy laureat w dziedzinie fizyki i pierwszy Górnoślązak, który otrzymał Nagrodę Nobla w 1944 roku, ale za rok 1943.

Przygotowała: md

MARIA GOEPPERT-MAYER

KATOWICE.
WYBITNI PRZODKOWIE

Maria GOEPPERT urodziła się 28 czerwca 1906 roku w Katowicach, w istniejącej do dzisiaj kamienicy przy ul. Młyńskiej Pochodziła z rodziny, z której wywodzili się wybitni profesorowie i naukowcy. Jej pradziadek -Henryk Robert GOEPPERT - jako jeden z pierwszych uczonych prowadził badania nad roślinami kopalnymi z różnych epok geologicznych. Udowodnił organiczne pochodzenie węgla kamiennego, co przyniosło mu światową sławę. Był jednym z największych śląskich uczonych XIX wieku.
Dziadek Marii - Henryk zrobił karierę urzędniczą - był radcą w departamencie szkolnictwa wyższego w pruskim Ministerstwie Kultury w Berlinie. Natomiast ojciec Marii - ukończył medycynę i przeniósł się do Katowic. Tu otworzył prywatną praktykę lekarską w zakresie pediatrii. Rozgłos w środowisku medycznym przyniosła mu praca poświęcona nowej fizjologiczno-chemicznej metodzie leczenia zapalenia opon mózgowych wśród dzieci. Wkrótce otrzymał stanowisko profesora nadzwyczajnego w Katedrze Pediatrii uniwersytetu w Getyndze.

GETYNGA

CELUJĄCA MATURA EKSTERNISTYCZNA

Maria GOEPPERT miała zatem zaledwie 3 lata, kiedy opuściła Katowice. To właśnie w Getyndze rozpoczęła naukową karierę. Rodzina szybko zaaklimatyzowała się w mieście, a sprzyjały temu osiągnięcia naukowe ojca. W Marii rodzice lokowali ogromne nadzieje naukowe. Jak wspominała po latach: „-Nigdy nie było dyskusji między moimi rodzicami a mną, to było samo przez się zrozumiałe, że pójdę na uniwersytet”.
Od wczesnych lat szkolnych osiągała nieprzeciętne wyniki naukowe, mimo że w ówczesnych Niemczech dziewczęta miały utrudniony dostęp do szkolnictwa - praktycznie nie istniały publiczne żeńskie szkoły średnie. W marcu 1921 roku rozpoczęła naukę w prywatnej 3-letniej szkole prowadzonej przez sufrażystki, która niestety - w okresie hiperinflacji w latach dwudziestych - zbankrutowała. Maria jednak się nie poddała i przystąpiła do eksternistycznych egzaminów maturalnych, które zdała w 1924 roku w Hannowerze z wynikiem celującym. Z 34 osób zdało go zaledwie 5!
W 1924 roku wstąpiła na wydział przyrodniczy uniwersytetu w Getyndze jako wolny słuchacz, bowiem w Niemczech nadal niechętnie patrzono na studiujące kobiety. Dochodziło do sytuacji, że niektórzy profesorowie odmawiali przyjmowania kobiet na seminaria !

KUŹNIA TALENTÓW
W tym czasie Max BORN uczynił z Getyngi centrum badań nad największą zagadką ludzkości- atomem. Początkowo Maria chciała iść w ślady ojca i zostać lekarzem. Ten jednak przekonał ją, że jest to zawód za ciężki dla kobiety. Ogromny wpływ na jej późniejsze badania i zainteresowania wywarł David HILBERT – lider Instytutu Matematycznego, najwybitniejszy matematyk w owych czasach, a jednocześnie przyjaciel rodziny GOEPPERTÓW, który parę razy zaprosił Marię na wykłady poświęcone najnowszym osiągnięciom fizyki atomowej. Studia matematyczne, które ukończyła przyszła noblistka – dały jej solidne przygotowanie teoretyczne do późniejszego studiowanie fizyki.
Rok 1927 to zapisał się tragicznie w życiu osobistym Marii GOEPPERT – zmarł jej ojciec, z którym była bardzo związana emocjonalnie. Po jego śmierci zaopiekował się nią Max BORN. To dzięki niemu wzięła udział w seminarium z mechaniki kwantowej. Można śmiało powiedzieć, że właśnie ta decyzja wpłynęła na dalszy rozwój jej kariery naukowej.
Maria GOEPPERT zaczęła zatem studia fizyczne w okresie, kiedy Getynga była centrum badań nad mechaniką kwantową. To właśnie do Getyngi przyjeżdżali wybitni naukowcy i przyszli laureaci Nagrody Nobla. Wymieńmy tylko tych bardziej znanych - Robert OPPENHEIMER – współtwórca amerykańskiej bomby atomowej, Enrico FERMI (Nagroda Nobla w 1938 roku) czy Werner Carl HEISENBERG (Nagroda Nobla w 1932 roku).

ZAKOCHANA MARIA
Niemal wszyscy fizycy atomowi ze Stanów Zjednoczonych złożyli wizytę w Getyndze, bowiem w latach dwudziestych i trzydziestych XX ta dziedzina fizyki za oceanem stała na bardzo niskim poziomie. Jednym ze stypendystów ze Stanów Zjednoczonych był Joseph MAYER, który zamieszkał w domu GOEPPERTÓW. Dwójka młodych ludzi, te same zainteresowania. Na efekty nie trzeba było długo czekać – Joseph oświadczył się Marii. Rok 1930 przyniósł doniosłe zmiany w jej życiu osobistym i zawodowym. Wyszła za mąż za MAYERA i zdała egzamin doktorski. W połowie marca 1930 roku wyjechali do Stanów Zjednoczonych.

BALTIMORE

WOLONTARIUSZKA NAUKOWA

Maria opuszczała Niemcy z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony wiedziała, że w ojczystym kraju praktycznie ma zerowe szanse na dalszą karierę naukową, a z drugiej – żałowała, że nie będzie miała okazji współpracować z Maxem BORNEM. W latach 1931-33 przyjeżdżała do Getyngi co roku. Efektem były artykuły i książki, które napisała we współpracy z BORNEM. Ostatni raz zawitała do Niemiec w 1936 roku na pogrzeb matki. Po jej śmierci sprzedała rodzinny dom w Getyndze
Maria liczyła na szybki rozwój kariery w Stanach Zjednoczonych. Tak się jednak nie stało. Przede wszystkim na uniwersytecie w Baltimore nie wykazywano zainteresowania badaniami nad fizyką teoretyczną. Po drugie – na tych samych uczelniach nie można było zatrudniać współmałżonków. Po trzecie - również tutaj panowały nastroje antyfeministyczne.
W ciągu dziesięcioletniego pobytu na uniwersytecie w Baltimore nie doczekała się stałego zatrudnienia - wszystkie prace realizowała jako wolontariuszka. Pomagała Karlowi HERZFELDOWI, któremu polecił młodą Niemkę nie kto inny jak sam Max BORN. Prowadziła korespondencję naukową z uczonymi niemieckimi, za co otrzymywała niewielkie honorarium. Bardzo źle znosiła swoją sytuację, ale na duchu podtrzymywał ją mąż.

DZIAŁALNOŚĆ POLITYCZNA – POMOC REPRESJONOWANYM

W 1933 roku Maria urodziła pierwsze dziecko - córkę – Mariannę. A w 1936 roku – syna Petera Conrada. W tym samym roku otrzymała obywatelstwo amerykańskie. W wolnych chwilach zajęła się uprawą orchidei.
Zaangażowała się również w działalność polityczną, a dokładnie – w pomoc represjonowanym w Niemczech ze względów rasowych kolegom ze środowiska naukowego. Nazistowskie szykany dotknęły m. in. Maxa BORNA i Jamesa FRANCKA. Naukowcy wyjeżdżali do Stanów Zjednoczonych, a wielu z nich – znalazło schronienie w domu MAYERÓW. Wkrótce do ośrodka uniwersyteckiego w Baltimore zaczęli przyjeżdżać zarówno amerykańscy naukowcy, którzy kiedyś prowadzili badania w Getyndze, jak i sami fizycy-uchodźcy z niemieckiego uniwersytetu.
Przed wojną prowadziła zajęcia ze studentami chemii oraz seminarium z mechaniki statystycznej. Napisała z tego zakresu podręcznik, który stał się hitem naukowym. Stanowił bowiem syntezą dwóch nauk: fizyki i chemii. Pojawił się problem z określeniem statusu Marii na uniwersytecie, a ta informacja musiała być podana na stronie tytułowej książki. By jakoś rozwiązać problem otrzymała nieetatowe stanowisko wykładowcy. W wolnych chwilach zajęła się uprawą orchidei. Mimo to wszyscy uważali, że to jej mąż jest autorem podręcznika, a ona wykonała tylko pomocnicze prace redakcyjne. Okres baltimorski nie był zbyt szczęśliwy pod względem naukowym.
W 1938 roku jej mężowi nie przedłużono kontraktu na uniwersytecie, co wiązało się z koniecznością szukania nowego miejsca zatrudnienia. Jednak dużym plusem w tym okresie było to, że małżeństwo dało się poznać jako bardzo zdolna para naukowców.

NOWY JORK
PRACA PRZY ATOMOWYM PROJEKCIE

Początkowy okres ich pobytu w Nowym Jorku też nie był zbyt szczęśliwy – powtórzyła się sytuacja z Baltimore - Maria nie dostała etatu na uczelni. Przez dwa lata nie mogła prowadzić zinstytucjonalizowanych badań. Dopiero w 1941 roku – po raz pierwszy od przybycia do Stanów Zjednoczonych – znalazła zatrudnienie na rok jako wykładowca na interdyscyplinarnym kursie nauk ścisłych w żeńskim collegu w Nowym Jorku. W sąsiedztwie MAYERÓW zamieszkał Enrico FERMI - laureat Nagrody Nobla z 1938 roku, który uciekł z Europy, gdyż obawiał się o los swojej żony żydowskiego pochodzenia. Spotkania rodzin MAYER-FERMI były zdominowane nie tylko przez naukowe dysputy, ale również nie brakowało tematów politycznych. Obie rodziny obawiały się nazizmu, snuły nawet plany co zrobić w przypadku, gdyby również w Stanach Zjednoczonych zapanował nazizm.
25 stycznia 1939 roku, w przeddzień konferencji Fizyki Teoretycznej, Niels BOHR ogłosił sensacyjną wiadomość, że Otto HAHN i Fritz STRASSMAN doprowadzili do rozszczepienia jądra atomowego uranu. Szok zgromadzonych był tym większy, że przez lata największe autorytety fizyczne świata – lord RUTHERFORD i Albert EINSTEIN uważali, iż nie jest to możliwe do zrealizowania. Wielu uczestników obrad w pośpiechu wróciło do rodzimych laboratoriów żeby sprawdzić doświadczenie pary Niemców.
Do naukowców dotarła przerażający fakt , iż oto hitlerowskie Niemcy są na najlepszej drodze do skonstruowania bomby atomowej. Amerykańscy naukowcy zaalarmowali tamtejsze najwyższe władze, które jednak zlekceważyły te ostrzeżenia. Ba! Uznano ich nawet za fantazjujących szalonych naukowców, którzy opowiadają niestworzone historie. Dopiero postępy prac angielskich naukowców w tej dziedzinie zmieniły nastawienie władz amerykańskich. 06 grudnia 1941 roku, a więc na dzień przed japońskim atakiem na Pearl Harbor, prezydent Roosevelt podjął decyzję o znacznym wsparciu finansowym projektu badawczego.
Czołowe stanowisko objęli Enrico FERMI i Robert OPPENHEIMER. Marii GOEPPERT-MAYER – jako jedynej z nielicznych kobiecie – zaproponowano prace przy atomowym projekcie. Dopiero tutaj zaczęto ją traktować jako zdolnego naukowca, a nie jako „żonę naukowca”. Nawet mąż nie wiedział czym tak naprawdę się zajmuje, co wynikało z tajności prowadzonych badań. Powiedziała mu o tym dopiero po Hiroszimie. Nie więc dziwnego, że o mało w to nie uwierzył.
Po zrzuceniu bomb atomowych na Nagasaki i Hiroszimę doszło do podziału środowiska naukowców, pracujących przy jej konstrukcji. Maria GOEPPERT-MAYER znalazła się w tej grupie (Max BORN, James FRANCK), która ostra potępiła takie wykorzystanie energii atomowej i wycofała się z dalszych prac. Była jedną z założycielek stowarzyszenia działającego na rzecz pokojowego wykorzystania bomby atomowej. To również dzięki jej staraniom prezydent Truman powołał Komisję Energii Atomowej.

CHICAGO
POWŁOKOWY MODEL JĄDRA ATOMOWEGO

Maria znowu została bez zatrudnienia, ale wkrótce zaproponowano jej pracę w Instytucie Badań Nuklearnych przy uniwersytecie chicagowskim. W związku z tą propozycją MAYEROWIE przenieśli w się w 1946 roku do Chicago. Wkrótce placówka skupiała najlepszych naukowców, którzy zajmowali się bardzo szerokim spectrum badań - od fizyki nuklearnej i chemii do astrofizyki, kosmologii i geofizyki.
W 1947 roku zwrócił się do niej – Eduard TELLER z problemem teorii pochodzenia pierwiastków. Po wyjeździe TELLERA do Los Alamos, gdzie zajął się pracami nad bombą wodorowa, Maria sama zajęła się pierwiastkami. Pomimo sceptycznego podejścia do tych zagadnień wielu kolegów z jej środowiska dalej z uporem pracowała nad powłokowym modelem jądra atomowego. W grudniu 1949 roku opublikowała artykuł na ten temat, a jej propozycja rozwiązania problemu modelu powłokowego jądra atomowego spotkał się z przychylnym przyjęciem za strony fizyków amerykańskich. Okazało się, że prawie równocześnie ukazała się - prawie identyczna we wnioskach - praca fizyków niemieckich. Podczas wizyty w Europie w 1950 roku spotkała się z jednym z jej twórców –Hansem JENSENEM, co zaowocowało współpracą nad dalszą interpretacją modelu powłokowego jądra atomowego. W 1955 roku opublikowali na ten temat monografię.

SAN DIEGO
LAUREATKA NAGRODY NOBLA

W 1960 roku opuściła uniwersytet chicagowski i wyjechała do San Diego, gdzie zajmowała się dopracowaniem modelu powłokowego jądra atomowego.
16 października 1963 roku Komitet Nobla ogłosił, że jest laureatką z fizyki. Otrzymała nagrodę wspólnie z Hansem JENSENEM za ”odkrycie struktury powłokowej atomów”. Dostali do podziału połowę pieniężnej części nagrody, drugą część otrzymał Eugen WIGNER, przyjaciel Marii GOEPPERT-MAYER jeszcze z czasów Getyngi.
W październiku 1967 roku noblistka odwiedziła Polskę. Jako gość honorowy uczestniczyła w obchodach setnej rocznicy urodzin Marii Skłodowskiej-Curie. Zmarła po ataku serca w 1972 roku, jest pochowana w San Diego.

Przygotowała: md na podstawie książki: Piotra GREINERA „Nobliści z Górnego Śląska”, „Cebulowa Madonna – Maria GOEPPERT-MAYER , Wrocław 1999. Śródtytuły pochodzą od md.

ŚW. JAN NEPOMUCEN

Kult św. Jana Nepomucena świadczy o związkach Śląska z Czechami, bo jak napisał austriacki historyk sztuki przy okazji międzynarodowej wystawy plastycznej, poświęconej praskiemu męczennikowi "Tam, gdzie stoją posągi Jana Nepomucena, tam jest Europa Środkowa".
Święty Jan Nepomucen jest niewątpliwie rekordzistą pod względem liczby poświęconych mu kapliczek w Europie Środkowej, a zwłaszcza w Czechach i na Śląsku. Przydrożne figury z wizerunkiem świętego, tzw. "nepomuki", rozsiane są przede wszystkim przy polnych drogach i mostach, w miejscach przepraw. Stąd często jest nazywany "Janem od wody". Czeski kapłan jest również opiekunem życia rodzinnego, chroni przed obmową i zniesławieniem. Św. Jan Nepomucen to nie tylko patron spowiedzi, ale również i monarchii. Prażanin jest zaliczany w poczet patronów Czech. Jako opiekun jednej z części monarchii habsburskiej stał się ważny dla całego państwa. To właśnie tłumaczy większą popularność Jana Nepomucena na Śląsku niż w innych regionach Polski. Każda jego figura na Górnym Śląsku świadczy o tym, że nasza tożsamość – jako regionu pogranicza – kształtowała się przez stulecia, a pozostałości czeskie czy niemieckie nie powinny nas drażnić, a wręcz przeciwnie – być argumentem świadczącym o naszym bogatym dorobku kulturowym i historycznym.

CUDOWNIE UZDROWIONY

Święty Jan Nepomucen urodził się przed połową XIV wieku w małej miejscowości Pomuk, w okolicach Pragi. W następnych latach dobudowano do niej przedmieście, które nazwano Nepomukiem. Stąd właśnie wziął się przydomek świętego. Rodzice Jana byli już w starszym wieku, gdy przyszedł na świat. Niektóre legendy podają, iż jego matka została cudem wyleczona z niepłodności. A inne - że jako małe dziecko był chory, ale dzięki pielgrzymce matki do sanktuarium maryjnego cudownie wyzdrowiał. Wówczas to rodzice poświęcili życie syna Bogu jako wyraz wdzięczności za uratowanie od śmierci.
W 1381 roku wyjechał na studia do Pragi, a następnie do Padwy, gdzie uzyskał doktorat z prawa. Po powrocie do Pragi szybko zaczął piąć się po szczeblach kariery urzędniczej i kościelnej. Otrzymał funkcję archidiakona i kanonika. Został powołany przez arcybiskupa Jana Jenzensteina na wikariusza generalnego, czyli administrował archidiecezją pod nieobecność zwierzchnika.

KONFLIKT Z WŁADCĄ

W tym czasie panował w Czechach Wacław IV Luksemburski - człowiek znany z hulaszczego trybu życia i porywczego charakteru, niechętny Rzymowi. Król bez skrupułów grabił kościelne dobra i starał się wpływać na obsadę stanowisk kościelnych. To właśnie w nim Jan Hus znajdzie w przyszłości protektora. Nic więc dziwnego, że arcybiskup Jan Jenzestein - gorliwy duszpasterz - drażnił króla. Konflikt zaostrzył się w momencie śmierci opata benedyktyńskiego w Kladruby. Wacław IV postanowił osadzić w klasztorze swojego kandydata. Zakonnicy jednak, którzy wcześniej dowiedzieli się o zamiarach władcy, sami wybrali zwierzchnika. Jan Nepomucen - jako wikariusz - w imieniu arcybiskupa zatwierdził nowego opata. Wściekły król postanowił aresztować metropolitę wraz z całą kapitułą, ale ten schronił się w swoim zamku w Rudnicach. Wtedy król wymyślił podstęp - pod pozorem zakończenia konfliktu zaprosił arcybiskupa na zamek w Pradze. Gdy Jan Jenzestein pojawił się wraz ze swoją kapitułą, król kazał wszystkich aresztować. Metropolicie udało się zbiec, natomiast Jan Nepomucen został uwięziony. Poddano go torturom - zmiażdżono palce u rąk i nóg oraz twarzową część czaszki. Współcześnie dokonana obdukcja (1973) wykazała, iż jego śmierć nastąpiła na skutek wylewu krwi do czaszki.
W nocy z 20 na 21 marca 1393 roku wrzucono go do Wełtawy. W tym momencie zaczęło się "życie po życiu" Jana Nepomucena. 40 lat później pojawiła się legenda, że będąc spowiednikiem żony Wacława IV - Zofii odmówił królowi wyjawienia tajemnicy spowiedzi. Monarcha podejrzewał żonę o niewierność i kłamstwa. Chciał zmusić Jana Nepomucena do mówienia torturami. Ciało kapłana wrzucono do Wełtawy. Odnaleziono je dopiero 17 kwietnia. Jan Nepomucen został beatyfikowany w 1721 roku, a kanonizowany - w 1729 roku. Jego kult, w czasach reformacji i kontrreformacji, stanowił przeciwwagę dla kultu Jana Husa - protestanta, spalonego na stosie.

FIGURA NA MOŚCIE KAROLA

Pierwsza figura, która upamiętniała czeskiego męczennika, została umieszczona na moście Karola w Pradze, a więc w miejscu, z którego strącono go w nurty rzeki. Wokół głowy świętego umieszczono pięć gwiazd tworzących aureolę, która - według legendy - miała ukazać się w momencie zrzucenia z mostu. I właśnie ten pomnik ustalił kanon dla przedstawiania czeskiego kapłana. Wszystkie kolejne wizerunki Jana Nepomucena opierały się na praskiej figurze. Inne atrybuty, na podstawie których można rozpoznać świętego, to biret kanonika, biała komża, krucyfiks trzymany w lewej ręce, gałązka palmowa - symbol męczeństwa, książka - przedstawia świętego jako osobę uczoną i teologa. Często też trzyma palec na ustach, co oznacza, że dotrzymał tajemnicy spowiedzi.
Św. Jan Nepomucen bardzo często jest przedstawiany ze św. Florianem, gdyż obaj chronili przed żywiołami. Pierwszy - przed wodą, drugi - przed ogniem. Przykładem tego jest kościół św. Augustyna w Świętochłowicach-Lipinach, gdzie przy wejściu znajdują się rzeźby obu świętych.

ZAŁAMANIE SIĘ KULTU W CZECHACH

W Czechach, po I wojnie światowej załamał się kult św. Jana Nepomucena, który był kojarzony z Habsburgami, a zatem z obcym panowaniem. Zniszczono wtedy wiele bezcennych figur i kapliczek świętego.
Gdzie znajdują się najciekawsze figury św. Jana Nepomucena? Na pewno dzieło dzieła Johanna Melchiora Osterreicha w Raciborzu, na cmentarzu w Zabrzu, kapliczka w Chorzowie-Starym. Bardzo ciekawymi obiektami architektonicznym poświęconym Janowi
Nepomucenowi jest kościół w Zelenej Horze (Czechy) i w Monachium. Budowę czeskiej świątyni rozpoczęto w roku ekshumacji świętego. Plan kościoła jest w kształcie języka i pięciu gwiazd. W zasadzie każda, nawet najmniejsza, miejscowość czy wioska w zachodniej części Górnego Śląska (tzw. Opolszczyzna) ma swojego Nepomucena. Wymieńmy tylko Opole, Głogówek, Kamień Śląski czy Otmuchów.

Mirella DĄBEK

Łacińska inskrypcja na jednym z postumentów św. Jana Nepomucena na Dolnym Śląsku:
"Co często nieżyczliwość, nienawiść i zazdrość wymyśli nagannego, a oprócz tego trucizna złych języków wyrządzi złośliwą szkodę naszej godności - odwróć przez swe wstawiennictwo. Spraw, aby ich złośliwe poczynania nie miały Twojego błogosławieństwa. Kto złośliwości zmyśla, przez nieprzyzwoite plotkarstwo poniża godność bliźniego. Spraw przez swoje wstawiennictwo i uwolnij nas od grzechu oraz występku, ponieważ życie w grzechu jest największym wstydem przed Bogiem."(tłum. Ewa Grochowska-Sachs).

Modlitwa do św. Jana Nepomucena:
Boże, sławimy Cię za łaskę, jaką dałeś św. Janowi, który oddał życie w obronie tajemnicy spowiedzi. Spraw, abyśmy dzięki jego modlitwom z korzyścią dla naszej duszy przystępowali do sakramentu pokuty. Amen

WYGNANIE KATOWICKICH BISKUPÓW
Przejęcie władzy w Polsce przez komunistów w 1945 roku rozpoczęło proces wprowadzania nowego programu nauczania w szkołach, co miało w rezultacie doprowadzić do wychowania nowego człowieka – socjalistycznego. Szczególną rolę – w walce o ateistyczny program nauczania - odegrał Związek Nauczycielstwa Polskiego, wspierany przez Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą. Nowe władze - artykuł 120 konstytucji marcowej , który przewidywał obligatoryjne nauczanie religii w szkole - zinterpretowały w świetle artykułów 111 i 112, mówiących o wolności sumienia i wyznania. Odtąd nauka religii w szkołach podstawowych i średnich przestała być obowiązkowa. To rodzice mieli decydować o posyłaniu dzieci na lekcje religii. W 1947 roku, tzw. Mała Konstytucja w ogóle pominęła kwestie zapewnienia dzieciom i młodzieży wychowania chrześcijańskiego.
Jesienią 1948 roku nasiliła się kampania, propagująca ateistyczny model wychowania i kształcenia w szkole. Jednym z najpoważniejszych powodów konfliktu Kościoła z władzą było usuwanie krzyża z sal szkolnych. Już w Liście Pasterskim z 17 stycznia 1949 roku bp Stanisław ADAMSKI zwrócił się do rodziców: „Wy, Rodzice, Dziadkowie i Rodzeństwo, nie tylko macie prawo, ale i obowiązek wyrażania stanowczej woli, aby nauka religii była udzielana nadal w szkole, w myśl obowiązujących przepisów, i aby nikt nie ważył się znieważyć drogich sercom katolickim symboli religijnych. Macie prawo przeciwstawiania się w godny sposób wszelkim usiłowaniom, zmierzającym do pozbawienia dzieci Waszych nauki religii albo znieważania wobec bezbronnych dzieci tego, co jest zewnętrznym i widomym znakiem Waszej i Waszych dzieci Chrystusowej wiary. Dlatego to wolno Wam upomnieć się u władz szkolnych i państwowych o przywrócenie prawidłowego nauczania religii tam, gdzie ją usunięto, oraz o zachowanie wszystkiego, co z odwiecznej tradycji z nauką i wychowaniem religijnym jest złączone. Przedłóżcie Wasze żądania decydującym władzom! Poskarżcie się na tych, którzy nadużywając swej władzy i swego wpływu, narzucają dzieciom Waszym to, przed czym Wy je bronicie!”
6 listopada 1952 roku dekretem Komisji Specjalnej do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym z diecezji katowickiej zostali wygnani trzej biskupi: Stanisław Adamski, biskup ordynariusz, oraz dwaj sufragani, Juliusz Bieniek i Herbert Bednorz. Powodem tej decyzji było orędzie duchownych do diecezjan z prośbą o podpisywanie petycji do rządu w sprawie przywrócenia lekcji religii w 130 szkołach na terenie diecezji. Odezwę wystosowano 27 października1952 roku, a jej treść brzmiała następująco: „(...) zniesienie więc nauki religii tu, na Śląsku wbrew woli rodziców, samowolnie wprowadzone przez niektóre niższe instancje szkolne, jest niezgodne z obowiązującymi przepisami państwowymi. Rodzice katoliccy mają więc prawo zwrócić się do wyższych władz państwowych i domagać się przywrócenia stanu prawnego, tj. nauki religii do szkoły”.
Do orędzia, odczytanego we wszystkich kościołach diecezji w niedzielę 2 listopada, dodano treść petycji do Krajowej Rady Narodowej: „My Rodzice i prawni przedstawiciele naszych dzieci domagamy się na podstawie art. 70 Konstytucji oraz na podstawie Porozumienia Rządu z Episkopatem, jak i na podstawie dekretu o wolności sumienia i wyznania:
1) by przywrócono naukę religii w tych szkołach, w których została zniesiona,
2) by nie robiono żadnych trudności nauczycielom i nauczycielkom, chcącym udzielać tej nauki,
3) by nie zabraniano duchowieństwu nauczania w szkole i dopuszczono ich do szkoły, jak dawniej.
Jest to nasza niezłomna wola. Nie ustaniemy się domagać tych praw”.
W nocy z 2 na 3 listopada bp Bieniek zawiózł do Warszawy prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu ok. 72 tys. podpisów pod petycjami. Władza uznała akcję zbierania podpisów za antypaństwową i groziła Episkopatowi zerwaniem porozumienia z 1950 roku w razie popierania biskupów katowickich.
4 listopada funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa przesłuchali biskupa Adamskiego, a trzy dni później listopada 1952 roku okarżono go o to, że jesienią 1952 roku na terenie województwa katowickiego uprawiał działalność godzącą w interesy społeczne państwa polskiego. Dekret w tej sprawie wydała 6 listopada 1952 roku Komisja Specjalna do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym. Na jego mocy biskup został skazany na 5 lat banicji. Biskup Adamski skwitował to w następujący sposób: „Znam to, już to słyszałem". Gdy, zdziwieni funkcjonariusze pytali, skąd zna treść dekretu, odpowiedział, że podobny dokument został mu odczytany przez oficera gestapo w lutym 1941 roku. Podobny los spotkał: ks. biskupa Juliusza BIEŃKA i ks. biskupa Herberta Bednorza.
Ks. bp Juliusz Bieniek zamieszkał w Domu Księży Emerytów w Kielcach. Przebywał tam do czasu, kiedy naraził się władzom akcją przeciw zorganizowanym obchodom dziesięciolecia Pax’u. Po opuszczeniu miasta, zamieszkał w Kępnie w Domu Sióstr Boromeuszek. Ks. bp Herbert Bednorz zamieszkał w Domu Sióstr Marianek w Poznaniu na Winiarach. Ks. bp Stanisław Adamski po krótkim pobycie w Wyższym Śląskim Seminarium Duchownym w Krakowie udał się do Warszawy, a potem do zamieszkał w Domu Sióstr Urszulanek w Lipnicy pod Szamotułami. Wygnanie trwało cztery lata, biskupom nie wolno było wracać do diecezji katowickiej.
12 marca 1956 roku zmarł Bolesław Bierut, główny reżyser stalinizmu w Polsce. We wrześniu 1956 roku biskupi na krótko wrócili do Katowic. 15 września Departament III Prokuratury Generalnej w Warszawie odpowiedział na podanie bpa. Adamskiego i zgodnie z ustawą o amnestii z dnia 27 kwietnia 1956 roku nakazał usunąć kartę karną z rejestru skazanych. Biskupi uznali to za zgodę władz na powrót do Katowic. Tak jednak nie było. W nocy z 27 na 28 września funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa wkroczyli do Kurii biskupiej i wywieźli duchownych na miejsce dotychczasowego pobytu.
Kiedy I sekretarzem KC PZPR został Władysław GOMUŁKA nastąpiła lekka liberalizacja życia społecznego - zwolniono z aresztu prymasa Wyszyńskiego (28.X.1956), do szkół powróciła nadobowiązkowo nauka religii. Jesienią 1956 roku na Śląsk powrócili biskupi katowiccy.
Przygotowała md na podstawie: R. Adamiak, Represje wobec katechizacji w diecezji katowickiej w latach 1945-1961, WTL, Katowice 2007 M. Palka, Represje wobec katechizacji w diecezji katowickiej w latach 1961-1989, WTL, Katowice 2007 A. Grajewski, Wygnanie, Katowice 1995 A. Grajewski, Wygnanie. Diecezja katowicka w czasach stalinowskich, Katowice 2002 strona internetowa Archidiecezji Katowickiej

REPRESJE WOBEC DUCHOWIEŃSTWA ŚLĄSKIEGO
W LATACH 1939-56
Systemy totalitarne nie umożliwiały społeczeństwu swobody w żadnej dziedzinie życia. Dotyczyło to również życia duchowego i religijnego. Obydwa systemy – zarówno nazizm, jak i komunizm, uznawały Kościół rzymskokatolicki za wroga, ponieważ poprzez Ewangelię przeciwstawiał się zniewoleniu, a więc istocie systemu. Gdy porównuje się oba totalitaryzmy, a przede wszystkim ich działania w stosunku do Kościoła katolickiego, można znaleźć bardzo wiele punktów wspólnych, a metody represji były bardzo podobne.
Kornelia BANAŚ przypomniała również jak wyglądała pierwsza wystawa w Muzeum Historii Katowic – była ona bardzo bogata, wzbogacona bowiem o prywatne eksponaty – rodzina ks. Jana MACHY przekazała oryginał listu zawierającego ostatnie kazanie duchownego, które przygotował przed Świętami Bożego Narodzenia oraz zakrwawioną chusteczkę. Obecnie wystawa składa się z laserowych kopii oryginałów.
Przez Górny Śląsk, a dokładnie przez jego część, która w 1922 roku przypadła Polsce – dwukrotnie przechodził front. Najpierw w 1939 roku wkroczyły tu oddziały Wehrmachtu. I wtedy też odnotowano pierwsze przypadki śmierci duchownych. To samo spotkało duchownych w 1945 roku, kiedy przez Śląsk przetoczyła się Armia Czerwona. Niemcy represjonowali duchownych ze względów narodowościowych i politycznych, natomiast dla Sowietów zabicie kapłana było zabiciem wroga. Po wybuchu wojny księża stali się jednym z głównych obiektów ataku ze strony nazistów. Dlaczego? Za angażowanie się w politykę podczas plebiscytu i powstań po stronie polskiej.
Już w lutym 1940 roku ze szkół usunięto księży katechetów. W czerwcu 1940 roku biskup Stanisław ADAMSKI zrezygnował z odprawiania mszy w języku polskim. W 1941 roku miało miejsce wysiedlenie biskupów z diecezji i ta sama sytuacja miała miejsce w 1952 roku. Tak jak podczas okupacji zarzucano biskupowi Stanisławowi ADAMSKIEMU wrogie działania w stosunku do III Rzeszy, to w latach pięćdziesiątych – do Państwa Polskiego. Duchowny próbował odpowiedzieć na wszystkie zarzuty. Napisał nawet artykuł do „Trybuny Robotniczej”, którego jednak nigdy nie opublikowano.
Trzeba jednak zauważyć, że zarówno podczas rządów faszystowskich, jak i komunistycznych księża angażowali się w działalność konspiracyjną. Ks. Jan MACHA został wyświęcony w czerwcu 1939 roku, kiedy widmo wojny stawało się coraz bardziej realne. W Rudzie Śląskiej założył Polską Organizację Zbrojną, w skład której wchodzili księża, studenci, harcerze oraz klerycy. Prowadziła ona działalność wywiadowczą oraz charytatywną – udzielano pomocy rodzinom aresztowanych. Ks. Macha został prawdopodobnie zdekonspirowany przez kobietę z tego środowiska. Przypomnijmy, iż prześladowania dotknęły m.in. ks. Emila SZRAMKA, o. Ludwika MZYKA, o. Stanisława KUBISTĘ i ks. Józefa CZEMPIELA. Łącznie ok. 170 kapłanów.
Wkroczenie Armii Czerwonej było kontynuacją prześladowań. Ks. Paweł KONTNY – wikariusz w Lędzinach - stanął w obronie młodych dziewcząt. Żołnierze radzieccy brutalnie go pobili, a potem zastrzelili. Ciało zamordowanego księdza Sowieci rzucili na gnojowisko.
Aresztowania dotknęły wszystkich, których podejrzewano o sprzyjanie Niemcom i wrogość w stosunku do nowej władzy. Ks. Józefowi KNOSALE zarzucono postawę proniemiecką, bo w czasie wojny otrzymał III grupę volkslisty. Duchowny był bardzo wykształconym człowiekiem, równie perfekcyjnie władał językiem polskim, jak i niemieckim. Pisał kronikę w tych dwóch językach. Był założycielem muzeum w Tarnowskich Górach. Wysiedlono go 18 stycznia 1946 roku do Niemiec. Ks. KNOSAŁA zapuścił brodę i postanowił ją zgolić po powrocie na Śląsk. Nigdy jednak nie wrócił. Zmarł w 1951 roku w Altenau.
W ramach odniemczania często nakazywano duchownym zmianę nazwisk i imion. Taki nakaz skierowano do biskupa Herberta BEDNORZA. Władzom komunistycznym nie podobało się imię duchownego.

Wykładu wysłuchała: Mirella DĄBEK

GÓRNOŚLĄZACY W POLSKIEJ I NIEMIECKIEJ REPREZENTACJI – opis wystawy przygotowanej przez Dom Współpracy Polsko – Niemieckiej w Gliwicach
Edward SZYMKOWIAK (1932-90) - bramkarz

53 mecze w reprezentacji Polski. Kluby: TuS Bogucice, KS 22 Mała Dąbrówka, Ruch Chorzów, GWKS Bielsko-Biała, Legia Warszawa, Polonia Bytom. Przez wielu uważany za najlepszego polskiego bramkarza wszech czasów. Pięciokrotny mistrz Polski z: Ruchem Chorzów (2 razy), Legią Warszawa (2 razy), Polonią Bytom, dwukrotny olimpijczyk. Syn policjanta, którego zabili czerwonoarmiści. Nic dziwnego, że po słynnym zwycięskim meczu z ZSRR w 1957 roku na Stadionie Śląskim, on w szatni płakał najdłużej. Obdarzony nieprawdopodobnym refleksem, niemieccy dziennikarze przezwali go "wańką-wstańką". Bramkarz z Dąbrówki Małej dał się poznać z doskonałej strony już jako junior, więc szybko trafił do najlepszej polskiej drużyny, do chorzowskiego Ruchu. Grał doskonale, był mistrzem Polski- upomniało się o niego wojsko. Do przysięgi służył w zwykłej jednostce, ale niedługo potem trafił do stołecznej Legii. To jemu warszawski klub zawdzięcza wiele cennych zwycięstw, również mistrzowskie tytuły w ligowej rywalizacji. W ligowym meczu z Górnikiem Zabrze obronił trzy rzuty karne, strzelane mu w komplecie przez reprezentantów kraju. Takiego wyczynu nikt jeszcze w Polsce nie dokonał. Reprezentacyjna kariera Szymkowiaka nie układała się w końcowych latach najlepiej - trenerzy, zwłaszcza Ryszard Koncewicz, zaczęli stawiać na młodych. I to nawet wtedy, gdy piłkarz zdobywał miano najlepszego zawodnika w naszym kraju. Gdy dziennikarze pytali go, co sądzi o tej sytuacji - bezradnie rozkładał ręce. Sugerował, że w Warszawie zawsze lepiej cenili swoich niż Ślązaków. Gdy zakończył karierę został szkoleniowcem. Umiejętności posiadał ogromne, mógł wiele przekazać swoim następcom. Ale był jeden problem - serce miał gołębie, jakoś zawsze szkoda było mu zrugać młodszego kolegę. Poświęcił się przede wszystkim pracy z młodzieżą osiągając przy tym zawsze niezłe rezultaty. Mieszkał w dość starym domku w Bytomiu, wiódł spokojne życie. I nagle tragedia. W jakimś meczu oldbojów stanął w bramce bez odpowiedniego dla bramkarza stroju. Dostał silne uderzenie piłką w krocze. Początkowo zlekceważył bóle, potem okazało się, że na medyczną pomoc jest już za późno. Zmarł na raka. Lekarze nie mieli wątpliwości, że to efekt wspomnianego urazu. Jego imieniem nazwano stadion Polonii w Bytomiu. Miał jeden przesąd - wierzył, że może grać tylko w dziurawych i niewypranych skarpetkach.

Włodzimierz LUBAŃSKI (1947)

Kibice zachwycali się zawsze jego pięknymi, dynamicznymi akcjami i strzałami, kobiety rozpływały się nad jego urodą, a wszyscy zgodnym chórem chwalili go za inteligencję i elokwencję. Wiedział jak rozmawiać z dziennikarzami, wprowadził piłkarzy "na salony". Był stawiany za wzór sportowych cnót. Zdjęcie, na którym dżentelmeńsko przeskakuje bramkarza reprezentacji Danii, obiegło cały świat. Ale mało kto wie, że najlepszy polski napastnik zaczynał od gry w ... bramce. Miał talent, bez trudu łapał piłki strzelane przez znacznie starszych kolegów. I pewnie zostałby bramkarzem, gdyby nie ojciec, sekretarz partii w kopalni Sośnica i prezes przyzakładowego klubu. Władysław Lubański bał się o syna, że jakiś atakujący piłkarz kopnie go w głowę. No i Włodek został błyskotliwym napastnikiem. Jeszcze nie zdążył błysnąć wśród juniorów, gdy stał się reprezentantem Polski. W debiucie z Norwegią strzelił bramkę. Miał 16 lat ! Gdy pojawiły się komunikaty o wadzie serca kibice w całej Polsce zamarli. Na szczęście Lubański wrócił - i grał coraz lepiej. Był siedem razy mistrzem Polski z Górnikiem Zabrze, czterokrotnie najlepszym strzelcem ligi (155 bramek w ekstraklasie). Kiedy Włodek był najlepszy? Za swój życiowy występ uznawał zawsze spotkanie z Dynamem w Kijowie w 1967 roku. Chociaż w pamięci kibiców pozostaną zapewne późniejsze jego mecze - z Romą w 1970 roku czy dwa lata później na igrzyskach w Monachium. Kiedy prawie po dwuletniej przerwie spowodowanej kontuzją (podczas wygranego 2-0 meczu z Anglią na Stadionie Śląskim w 1973 roku) wrócił na boisko - był już legendą. Nawet kibice drużyn przeciwnych oklaskiwali każde jego zagranie, a rywale myśleli tylko o tym, jak zagrać , by Włodka przypadkiem nie sfaulować. Było to połączenie uwielbienia ze współczuciem. Sam piłkarz miał tego w końcu dość. Wyjechał i sprawdził się w małym klubie, w belgijskim Lokeren, który za jego czasów stał się drużyną europejskiej czołówki. W kadrze rozegrał mnóstwo fantastycznych spotkań. Pięciokrotnie strzelił w międzypaństwowym meczu trzy lub więcej bramek. Majstersztykiem był występ w eliminacjach mistrzostw świata przeciw Luksemburgowi na stadionie Wisły Kraków w 1969 roku. Polska wygrała 8-1, a Lubański strzelił aż 5 bramek (9-głową, 20, 36, 82- z karnego i 86) wyrównując rekord Ernesta Pohla z 1960 roku.

Miroslav KLOSE (1978)

57 meczów i 26 goli (stan na dzień 15.06.2006) w reprezentacji Niemiec. Kluby: SG Blaubach-Diedelkopf, FC Homburg, 1 FC Kaiserslautern, Werder Brema. Napastnik Werderu Brema. Uczył się grać w piłkę na podwórku w opolskiej dzielnicy-Chabrów. Jego ojciec - Józef, przez wiele lat występował w Odrze Opole i we francuskim AJ Auxerre, a matka - była reprezentantką Polski w piłce ręcznej (82 mecze). W 1987 roku rodzina Klose wyjachała na stałe do RFN. Kiedy w 2001 roku zainteresował się nim ówczesny selekcjoner reprezentacji Polski - Jerzy Engel, Klose zadeklarował, że chce grać tylko w kadrze Niemiec. Miroslav to uczestnik mistrzostw w Japonii i Korei Płd. w 2002, zdobył z drużyną wicemistrzostwo świata. Ma obywatelstwo polskie i niemieckie, ale czuje się Niemcem. Utrzymuje kontakty z rodziną w Polsce.

Dariusz WOSZ (1969)

7 meczów w reprezentacji NRD, 17 meczów w reprezentacji Niemiec i 1 gol. Kluby: BSG Empor Halle, SC Chemie Halle,VfL Bochum, Hertha Berlin, VfL Bochum. Choć od lat mieszka w Niemczech od biedy można się z nim dogadać po polsku. Pochodzący z Piekar Śląskich, urodzony w Katowicach Wosz zrobił początkowo interesującą karierę jako dziecko. Wyjechał z rodzicami do NRD. Karierę rozpoczynał w Halle, w tamtejszej szkole sportowej walczył z orzeczeniami lekarzy, którzy kwalifikowali go do ... uprawiania łyżwiarstwa szybkiego. Jako jedyny w tym gronie 7 razy wystąpił w reprezentacji NRD. Wcześniej nawet zgłaszał chęć gry w reprezentacji Polski, ale na przeszkodzie stanęły jednak jego występy w młodzieżowej reprezentacji wschodnich Niemiec. Za pierwsze pieniądze, które zarobił w Halle, kupił swojej matce kwiaciarnię. Wkrótce przeniósł się do Bochum. Oszałamiającą karierę w Bundeslidze zaczął robić w 1997 roku. Jego znakiem rozpoznawczym były perfekcyjne podania, ale konkurs przeprowadzony wówczas przez stację SAT 1 wykazał, że niemieccy kibice niewiele o nim wiedzą. Na pytanie, w reprezentacji jakiego kraju Wosz rozegrał dotychczas 7 spotkań, aż 70% wskazało Polskę, kilkanaście procent ... Rumunię. Tylko znikoma część odpowiedziała właściwie, że w reprezentacji NRD. Richard Golz, były bramkarz HSV, mówił o Woszu, że forsa to dla niego nie wszystko. W 1997 roku odrzucił lukratywną ofertę Walencii, która oferowała mu zarobki czterokrotnie wyższe, wcześniej nie dogadał się także z Parmą. Niemcom nie tylko ze sposobu gry, ale i skromności przypominał swojego idola - Thomasa Haesslera. "Dwóch małych wielkich " - napisał o nich "Frankfurter Allgemeine Zeitung" . Wosz mierzący 168 cm wzrostu jest o 2 cm wyższy od Heasslera. W 1998 roku przeszedł do zespołu Herthy Berlin. Podpisał kontrakt na 4 lata za 6 mln marek. W barwach Herthy strzelił gola Milanowi w Lidze Msitrzów. W reprezentacji Niemiec zagrał 17 meczów i strzelił jednego gola. Pojechał na EURO 2000, choć był tam tylko rezerwowym. W 2001 roku wrócił do drugoligowego Bochum, które zapłaciło za swojego byłego pomocnika 2,5 mln marek.

Lucas PODOLSKI (1985)

Jeden z najzdolniejszych napastników świata młodego pokolenia. Urodził się w gliwickiej dzielnicy Sośnica. Jego ojciec Waldemar był piłkarzem Szombierek Bytom, ROW Rybnik, Górnika Knurów. Jego mama grała w piłkę ręczną w Sośnicy. Lucas jako dwuletnie dziecko wyjechał do Niemiec. Tam rodzice zmienili mu imię na Lucas. Teraz chłopak ma 21 lat i robi furorę na boiskach Bundesligi. Podolski był do niedawna zawodnikiem FC Koeln. Na początku czerwca 2006 roku podpisał kontrakt z Bayernem Monachium. Kiedy Podolskim zainteresował się trener Paweł Janas, niemieccy dziennikarze natychmiast wszczęli raban "Polska chce ukraść Niemcom wschodzącą gwiazdę", napisał dziennik "Bild". "-Dzwonił do mnie trener reprezentacji Polski Paweł Janas i zapraszał do gry dla Polski. Dostałem od niego nawet trzy koszulki reprezentacji z numerem 10 i moim nazwiskiem. Chciałbym zagrać w biało-czerwonych barwach. Zawsze kibicowałem reprezentacji Polski, gdy grała na mundialu czy w eliminacjach" - mówił "Gazecie Wyborczej" Podolski. Ostatecznie wybrał jednak Mannschaft, a trener Rudi Voeller zabrał go na Mistrzostwa Europy w 2004 roku. W Polsce zjawia się przynajmniej raz w roku, bardzo związany jest z mieszkającą w Gliwicach babcią. Jego dziewczyna jest Polką, pochodzi z Legnicy. Podolski interesuje się rozgrywkami polskiej ligi, kibicuje Górnikowi Zabrze, bo to "drużyna z miasta niedaleko moich Gliwic". Mimo młodego wieku Podolski ma już okazały reprezentacyjny dorobek: 27 meczów, 12 goli (stan na 15.06.2006). Zdążył już zaliczyć pierwszy hat-trick - w meczu z RPA w 2005 roku.

Ernest WILLIMOWSKI (1916-1997)

22 mecze w reprezentacji Polski i 21 goli, 8 meczów w reprezentacji Niemiec i 13 goli.Kluby: 1 FC Katowice, Ruch Wielkie Hajduki,1 FC Kattowitz, PSV Chemnitz, TSV 1860 Monachium, FC Chemnitz, Hameln 07, TSV Detmold, KSV Kassel, Olenburg, Singen 04, VfR Kaiserslautern, FV Kehl. Czerwiec 1942 roku. Prezydent FIFA - Jules Rimet - wręcza na stadionie w Berlinie statuetkę Złotej Nike Ernestowi Willimowskiemu. Polacy pokonują w finale Argentynę i zostają mistrzem świata, a "Ezi" z 13 bramkami zostaje królem strzelców. Działacze Ruchu dostają lukratywne oferty z Realu, Juventusu, Arsenalu ... Niemożliwe? Kto wie, czy ta wizja nie byłaby rzeczywistością, gdyby nie wojna. W końcówce lat 30 polski futbol błyskawicznie gonił światową czołówkę, na krótko przed wybuchem biało-czerwoni wygrali 4-2 z wicemistrzami świata - Węgrami, a 3 gole zdobył właśnie Ernest Willimowski - już wtedy gwiazda najwyższej klasy. Nie było w historii polskiego futbolu zawodnika, który miałby taki wpływ na wyniki swojego zespołu. "Ezi" w pojedynkę potrafił wygrać mecz. Był zawsze najlepszy - niezależnie od wieku i drużyny, w której grał. Śląscy dziennikarze zachwycali się nim, kiedy nie osiągnął jeszcze pełnoletności. "Wielki i solidnie zbudowany chłopiec o blond włosach z rudym połyskiem. Operuje piłką w stylu najbardziej czystym, z taką łatwością, iż należy do wielkich futbolistów" - pisały gazety. Urodził się jako Ernst Otto Pradella w Katowicach, w śląskiej rodzinie. Został usynowiony przez swojego ojczyma Ernesta Willimowskiego dopiero jako 13-latek. W domu mówił raczej po niemiecku, ale w szkole i na podwórku - po polsku, a raczej śląską gwarą. Miał smykałkę do sportu - świetnie grał w hokeja, szczypiorniaka, w ping-ponga. W swojej karierze strzelił 1185 bramek, dwukrotnie - w 1939 roku i 1942 roku - dziesięć razy trafiał w jednym spotkaniu. Był pierwszym piłkarzem, który w finałach mistrzostw świata zdobył cztery gole w jednym meczu ! Kazimierz Górski, jako młody chłopak podróżował całą noc w wagonie III klasy ze Lwowa do Chorzowa - żeby zobaczyć na boisku swojego idola. Wśród kibiców wzbudzał ogromne namiętności. W listopadzie 1937 roku gruchnęła na Śląsku wieść, że Willimowskiego, który robił furorę podczas tournee reprezentacji polskiej ligi we Francji, chcą skaperować działacze Racingu Paryż. W dniu powrotu drużyny z Francji tysiące kibiców przyszło na dworzec w Katowicach. Kiedy Willimowski wysiadł z pociągu, rzesze sympatyków futbolu zebrane na peronie, odetchnęły z ulgą. Po wybuchu wojny odnalazł się w saksońskim Chemnitz. Ponieważ nie chciał służyć w Wehrmachcie został policjantem. Policyjny etat załatwił mu podobno wuj z Saksonii. "Ezi" został napastnikiem Polizei SV 1920 Chemnitz. "Ezi" spisywał się w tym czasie znakomicie. "Tak ceniono jego umiejętności, że nawet nikt nie wspominał o wstąpieniu do partii faszystowskiej" - podkreśla wydana w latach 90 niemiecka biografia piłkarza " Die Lebensgeschichte des Fussball-Altnationalspielers Ernst Willimowski" (w Polsce "Ezi" się jeszcze książki nie doczekał). Jednak w kadrze Herbergera "Ernst Willimowski" debiutował dopiero w połowie 1941 roku. Hitlerowcy długo nie mogli zapomnieć, że przed wojną nie okazywał proniemieckich sympatii, że odszedł do polskiego klubu. A Willimowski nigdy nie zajmował się polityką, tylko grał w piłkę. Zadebiutował w czerwcu w meczu z Rumunią w Bukareszcie. Herberger wystawił go oczywiście na pozycji lewego łącznika. Niemcy byli zachwyceni. Pierwszego gola zdobył już w 3 min. gry. Potem dołożył jeszcze jedną bramkę, a Nationalmannschaft zwyciężył 4-1. Choć Willimowski mieszkał na Śląsku przez pierwsze 24 lata życia, tutejsi kibice nigdy nie zobaczyli go w koszulce reprezentacji Polski (w meczu z Jugosławią, który odbył się w Katowicach w 1935 roku nie zagrał z powodu operacji łękotki). "Ezi" pokazał się na Śląsku w oficjalnym meczu międzypaństwowym tylko raz, ale już jako reprezentant Niemiec. Było to 16 sierpnia 1942 roku. Niemcy pokonały w Bytomiu reprezentację Rumunii aż 7-0. Ciekawe, że to jedyny międzypaństwowy mecz piłkarski na szczeblu pierwszych reprezentacji jaki kiedykolwiek odbył się w tym mieście. Biało-czerwoni nie zagrali tutaj nigdy. W powojennej Polsce nazwisko Willimowskiego okryło się niesławą. Nazwano go po wojnie renegatem i zdrajcą - chodziło wówczas o występy w reprezentacji Niemiec w czasach, gdy Polska była okupowana. Jednak w plebiscycie "Gazety Wyborczej" na najwybitniejszego Ślązaka XX wieku zajął 62 miejsce. Zmarł w 1997 roku.

Gerard CIEŚLIK (1927)

45 meczów w reprezentacji, 27 goli. Kluby: Ruch Chorzów, SVg Bismarckhuette, Ruch Chorzów. Mieszkańcom innych części Polski słowo Śląsk kojarzy się z węglem, solidnością i Gerardem Cieślikiem. I nie ma w tym przesady. Pan Gerard to symbol piłkarskiego Śląska: kojarzą go kibice starzy, młodzi i ci całkiem w wieku pacholęcym chociaż Cieślika w akcji nigdy nie widzieli. Sławny jest do dziś, ale w latach 50 był idolem niekwestionowanym i wręcz bezkonkurencyjnym w całej Polsce. Historia jego rodziny jest dla ludzi pochodzących z tego regionu. Ojciec Antoni był powstańcem śląskim, rodem z Łabęd, który po plebiscycie osiadł po polskiej stronie granicy dzielącej Śląsk. W 1939 roku zginął gdzieś pod Wolbromiem, jechał w otwartych wagonach zbombardowanych przez hitlerowski samolot. Gerard w czasie okupacji jako nastolatek znalazł zatrudnienie w piekarni. Grał w SVg Bismarckhuette, potem trafił do Wehrmachtu i na krótko trafił do alianckiej niewoli, z której wrócił razem z Teodorem Wieczorkiem, przedwojennym asem AKS Chorzów. Do ukochanego Ruchu trafił jeszcze przed wojną dzięki prostemu fortelowi. Dorośli strzelali na treningach, a bajtle podawały piłki, które wylatywały na aut. Cieślik podawał te piłki tak, żeby do niego wracały - odbite od słupków czy poprzeczki. Ktoś z działaczy to zauważył i zaproponował test - strzelanie jedenastek dorosłemu bramkarzowi. No i Gerard test zdał. Został piłkarzem. Potem kibice widzieli setki znakomitych meczów Cieślika. Czarował w lidze i podczas zagranicznych wojaży. W reprezentacji w 46 meczach strzelił 27 bramek. Te dwa najsłynniejsze wpuścił oczywiście Lew Jaszyn na Stadionie Śląskim w 1957 roku. Stadion Cieślik opuszczał na ramionach kibiców. Kochała go wtedy cała Polska. Nigdy nie chciał opuścić Chorzowa chociaż dostał wiele intratnych propozycji. Bardzo chciała go Legia, która jako klub wojskowy skradła w tym czasie wielu wybijających się piłkarzy z całej Polski. Śląskie talenty szczególnie pasowały generałom ze stolicy; gdy CWKS po raz pierwszy zdobył mistrzostwo Polski w podstawowej jedenastce było aż 9 zawodników z naszego regionu ... Cieślik do Warszawy nie pojechał, bo w jego obronie stanął ówczesny poseł na Sejm, przodownik pracy - Wiktor Markiefka, gorliwy kibic Ruchu. Kiedy ponad 30 lat później ówczesny prezes Ruchu - Krystian Rogala - pojawił się w klubie, klubowy symbol pracował na pół etatu jako pomocnik magazyniera. Pewnego dnia na niedzielnym obiedzie u rodziców ojciec zapytał Rogalę czy Cieślik jeszcze żyje. "-Tak, pracuje w klubie jako magazynier" - i dostał straszną reprymendę. "-Co ja się wtedy nasłuchałem od mamy i taty. Że taki ze mnie "dupny" prezes, że pozwalam największej świętości Ruchu pracować w magazynie ". Cieślik (posiadacz

Richard MALIK (1909-1945)

pomocnik, 2 mecze w reprezentacji Niemiec. Klub: Spiel- und Sportverein 09 Beuthen. Pierwszym Górnoślązakiem, którego znajdujemy w oficjalnych spotkaniach reprezentacji Niemiec jest doskonały Richard Malik z Bytomia, z zawodu motorniczy kopalnianej lokomotywy. Karierę związał z jednym klubem Spiel- und Sportverein Beuthen. W 1914 roku zespół ten siegnął po raz pierwszy po mistrzostwo Górnego Śląska, powtórzył to osiągnięcie tuż po wojnie(1920-21, 1923), ale jego najlepszy okres przypada na pierwsza połowę lat 30. Dość powiedzieć, że w latach 1930-31, 1933-34, 1937 bytomianie rywalizowali w finałowej fazie mistrzostw Niemiec. Postacią numer jeden w Beuthen 09 już na początku lat 30 stawał się Richard Malik, wcześniej gracz utytułowanej drużyny klubowej juniorów. Wieloletni kaptan rozpoczynał karierę jako napastnik, lewy łącznik, ale dość szybko odnalazł swe miejsce na środku drugiej linii. Był dyrygentem zespołu, to jemu bytomianie zawdzięczali, tzw. wiedeński, niepowtarzalny styl oparty na wspaniałej technice, misternych podaniach, finezyjnej kombinacji. Nikt na Śląsku tak nie grał, przeważał tu futbol atletyczny, siłowy, szybkość ceniono wyżej niż technikę. Od Malika zależała dyspozycja drużyny, to on wprowadzał do niej utalentowaną młodzież. W czasie wojny jako żołnierz Wehrmachtu trafił na front wschodni, gdzie zginął w styczniu 1945 roku. Jego reprezentacyjna kariera. Zagrał w dwóch trudnych, wyjazdowych meczach. Niestety przegranych chociaż nie z winy bytomianina. Z pewnością przez kilka lat należał do najlepszych niemieckich pomocników, ale trener Otto Nerz miał jednak większe zaufanie do Ludwika Goldbrunnera z monachijskiego Bayernu. Warto dodać, że przez kilka sezonów pewne miejsce w drużynie 09 Beuthen miał - Paul Malik - starszy o 5 lat brat Richarda. "Paulek" występował jako obrońca lub pomocnik. Był sportowcem wszechstronnym, zdobywał tytuły mistrza Śląska na długich dystansach. Ciekawostką jest fakt, że kuzynem obydwu był Leonard Malik. Wywodził się z gałęzi rodziny, która po plebiscycie pozostała po polskiej stronie Śląska. Wychowanek katowickiej Pogoni. Jako piłkarz Polonii Warszawa zagrał w reprezentacji Polski. W 1938 roku więziony w Berezie Kartuskiej (pochodził z rodziny o zdecydowanie socjalistycznych przekonaniach), po wojnie jako Niemca (!) zamknięto go w obozie koncentracyjnym w Mysłowicach, gdzie zmarł prawdopodobnie z wycieńczenia.

Richard HER(R)MANN (1923-1962), pomocnik

8 meczów w reprezentacji RFN, mistrz świata 1954. Kluby: Dąb Katowice, 1 FC Kattowitz, Kickers Offenbach, FSV Frankfurt. Urodzony w Katowicach. Lewoskrzydłowy i lewy pomocnik, szybki i dobry technicznie piłkarz. Debiut reprezentacyjny - w 1950 roku przeciwko Szwajcarii, pożegnanie - przegrana 3-8 z Węgrami na wspomnianych mistrzostwach świata, ale na wagę złotego medalu. Nazwisko przyszłego mistrza świata można znaleźć m. in. w dokumencie sprawozdawczo-wyborczym katowickiego Dębu z 1938 roku, w którym wymienia się członków poszczególnych sekcji i zespołów. W czasie wojny pwoołany do Wehrmachtu, potem był front, sporadyczne gry w innych barwach. Wreszcie aliancka niewola. Hermann wyszedł z niej w 1946 roku, został zawodnikiem Frankfurter SV. W klubie tym grał po latach Jacek Grembocki. Wspominał, że katowiczanin ma tam do dzisiaj swoją pamiątkową gablotkę - jako najlepszy piłkarz w dziejach FSV. Jego karierę przerwała kontuzja jakiej doznał w 1957 roku w meczu z Dinamem Zagrzeb. Próbował jeszcze wrócić do futbolu, ale bezskutecznie. Pod koniec lat 50 "Kicker" pisał, że już nie gra, ale za to prowadzi we Frankfurcie "tabakgeschaeft". Po wojnie był w Polsce tylko raz. Ale nie prywatnie, bo się bał, że go zamkną, tylko z drużyną. Przylecieli samolotem, przesiedli się do autokaru i pojechali na stadion. Po meczu - od razu z powrotem. Jego brat Antoni czekał na niego, a on bez trudu go poznał. Zdołali jednak wymienić tylko kilka zdań. Zmarł we Frankfurcie, nie mając jeszcze czterdziestu lat, po długiej chorobie, której nie potrafili zdiagnozować lekarze. jego bratanek - Edward Herman był mistrzem Polski w barwach chorzowskiego Ruchu.

Ernest POHL (1933-1995), pomocnik

46 meczów w reprezentacji Polski, 39 goli. Kluby: Slavia Ruda Śląska, GWKS Łódź, Legia Warszawa, Górnik Zabrze, Polonia Greenpoint Nowy Jork, Wisła Garfield. Symbol zabrzańskiego Górnika. Z powodu wielkiego urodzaju napastników postanowiliśmy go przesunąć do II linii. Do dziś nikt nie strzelił więcej goli w ekstraklasie od niego. Obok Gerarda Cieślika był jedynym naszym piłkarzem, który pokonał najlepszego wówczas bramkarza świata - Lwa Jaszyna (w 1961 roku w Warszawie 1-0 z ZSRR). Był wtedy jednym z najlepszych napastników Europy. W gazetach pisali, że chcą go nawet Real Madryt i AS Roma. Wtedy jednak żaden piłkarz z Polski nie mógł legalnie grać na Zachodzie. Uciekać za granicę Pohl nie chciał. Jako dziecko zobaczył podczas meczu Niemiec z Rumunią w Bytomiu w 1942 roku fantastyczny pokaz gry swojego imiennika - Ernesta Willimowskiego, przed wojną reprezentanta Polski. Wtedy postanowił zostać futbolistą. Całymi dniami grał w piłkę na placach Kolonii Karola w Rudzie Śląskiej. Wiosną 1953 roku wpadł w oko działaczom I-ligowego CWKS, dzisiaj Legia Warszawa. Niedługo potem otrzymał jako żołnierz służbowe przeniesienie do Warszawy. Pierwszy mecz rozegrał w siódmej drużynie, ale od razu awansował do drugiej, a wkrótce do podstawowej jedenastki (w kilku pierwszych spotkaniach jego partnerem w ataku był kończący karierę Kazimierz Górski). Już w pierwszym sezonie występów w I lidze został królem strzelców. Pohl nie chciał wiązać się na stałe z warszawskim klubem. Okres tzw. służby zasadniczej już dawno się skończył, nie odpowiadały mu też status i zarobki zawodowego wojskowego. Przeszedł do Górnika Zabrze. Grając w Zabrzu był nadal doskonałym strzelcem. W 1962 roku, w wygranym 9-0 meczu z Cracovią zdobył aż 6 goli. Ogółem Pohl strzelił w lidze aż 186 goli. W Zabrzu Pohl dojrzał jako piłkarz. Coraz lepiej potrafił pokierować grą drużyny. U jego boku uczyli się futbolu tak znani zawodnicy, jak: Wilczek, Szołtysik czy Lubański. Tego ostatniego darzył zresztą szczególną sympatią. Podawał mu piłkę nawet wtedy, gdy sam mógł zdobyć bramkę. Skończył karierę w 1967 roku. Wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Grał tam w polonijnych klubach - w Chicago i w Nowym Jorku, a równocześnie malował zbiorniki z paliwem. Nie dorobił się większych pieniędzy, mógł sobie po przyjeździe do Polski kupić fiata. Po powrocie krótko zajmował się szkoleniem juniorów Górnika Zabrze, ale w połowie lat 70 poróżnił się z kierownictwem klubu i stracił pracę. Przez rok pracował jako górnik dołowy. Potem zachorował i poszedł na rentę inwalidzką. W 1992 roku, namówiony przez żonę, wyemigrował do Niemiec. Zmarł na raka trzustki w 1995 roku. Jego wnuk gra w reprezentacji Niemiec do lat 15.

Richard KUBUS (1914-1987), obrońca

1 mecz w reprezentacji Niemiec. Kluby: RSV Gleiwitz, Vorwaerts Rasensport Glewitz, Luftwaffen-Sportverein Berlin. Drugi reprezentant Niemiec z Gliwic (pierwszym był o 2 lata młodszy Reinhard Schaletzki, zwany "niemieckim Willimowskim"). Prawy obrońca choć grywał tez w drugiej linii. "Reichstrainer" Josef Herberger zainteresował się nim w 1939 roku, po wspaniałych, zwycięskich dla reprezentacji Śląska rozgrywkach Reichsbundpokal. Kubus i inni gliwiczanie, lewy obrońca Wilhelm Koppa i bramkarz Otto Mettke, tworzyli "żelazne" trio defensywne. Już wiosną 1939 roku powołany został na nieoficjalny mecz reprezentacją Protektoratu Czech i Moraw. W tym samym roku doczekał się oficjalnego debiutu przeciwko Słowacji. Grał twardo, zadziornie, uruchamiał atak dalekimi, mierzonymi podaniami. Kubus pochodził z kolejarskiej rodziny, zamieszkałej w okolicy gliwickiej zajezdni tramwajowej. Karierę zaczynał w kolejarskim RSV, skąd trafił do Vorwaerts Rasensport. Po wrześniu 1939 roku przeszedł krótkie przeszkolenie wojskowe. Grał w Berlinie w tamtejszym Luftwaffen-Sportverein Berlin (m. in. razem z kapitanem tego zespołu, przedwojennym reprezentatntem Polski - Erwinem Nytzem). Potem był front, aliancka niewola. Kubus nie powrócił w rodzinne strony, chociaż nie zerwał rodzinnych kontaktów. Warto dodać, że jego brat - Manfred - przeżył go o kilkanaście lat - zmarł kilka lat temu w Gliwicach.

Hubert KOSTKA (1940), rezerwa

Jeden z wielu śląskich bramkarzy aspirujący do miana najlepszego w historii polskiej piłki. Na pewno najlepiej wykształcony. Postawił nie tylko na sport - ma dwa dyplomy, jest absolwentem gliwickiej Politechniki i katowickiej AWF. Wyróżniał się fenomenalnym refleksem, choć jako nastolatek grał w rodzinnych Markowicach (dzielnica Raciborza) wszędzie z wyjątkiem ...bramki. Dopiero gdy zdał maturę w Raciborzu uznał, że jego miejsce jest między słupkami. W Górniku grał 14 lat, w tym czasie zdobył 8 tytułów mistrza Polski. Do legendy przeszła jego rywalizacja z Janem Gomolą (ur. w 1941 roku), zarówno w klubie, jak i w reprezentacji. To był okres kiedy Górnik miał dwóch najlepszych bramkarzy w Polsce! Gra na olimpiadzie była ukoronowaniem jego kariery. Przed eliminacjami do mistrzostw świata w Niemczech miał powiedzieć: "-Panowie, nie gniewajcie się, ale walkę o mistrzostwa rozpoczniecie już beze mnie. Jestem już za stary". Po schowaniu rękawic do szuflady był fantastycznym trenerem, znanym z ostrego traktowania piłkarzy. Zdobywał mistrzostwo Polski z Szombierkami Bytom i Górnikiem Zabrze, przez wiele lat pracował w Szwajcarii. W pewnym okresie był poważnym kandydatem na stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski. Przegrał jednak schedę - po Wojciechu Łazarku z Andrzejem Strejlauem (1989)

Friedrich LABAND (1925-82), obrońca

4 mecze w reprezentacji RFN. Kluby: Reichsbahn SV Hindenburg, Hindenburg 09, SC Preussen Zaborze, ZSG Anker Wismar, Hamburger SV, Werder Brema, Gruen-Weiss 07 Hamburg. Jeden z dwóch w tym gronie mistrzów świata - wywalczył ten tytuł w 1954 roku. Opanowany, pewnie interweniujący środkowy obrońca, choć radził sobie na innych pozycjach. Pochodził z Zabrza, urodził się blisko centrum miasta w rodzinie kolejarskiej. Niemieckie źródła podają, że był wychowankiem silnego wtedy Reichsbahn SV. Nie mieli własnego boiska, oficjalne mecze rozgrywali na jednym z dzisiejszych bocznych boisk Górnika. Obiecującego juniora przechwycił wspomniany miejscowy potentat, ale klub ten działał wtedy już nie jako 09 Deichsel, ale jako 09 Hindenburg (rodzina Deichsel daleka była od faszystowskich skłonności, stąd ta wolta). Najważniejszym występem Labanda w naszym regionie było niewątpliwie spotkanie juniorów Śląska z rówieśnikami z Brandenburgii. Rozegrano go - przy wielotysięcznej widowni - jako tzw. przedmecz poprzedzający reprezentacyjny pojedynek Niemiec z Rumunią w Bytomiu w 1942 roku. Śląscy juniorzy wygrali 1-0. Niemcy przegrywali wojnę na wszystkich frontach, a do Wehrmachtu powoływano coraz młodsze roczniki, padały kolejne kluby. Dlatego nawet Laband zagrał nawet parę spotkań w Preussen Zaborze. Potem było wojsko, niewola. Po wojnie Laband został zawodnikiem w klubie Anker w hanzeatyckim Wismarze (dawne NRD, wówczas Ost-Zone). Był gwiazdą pierwszych rozgrywek Oberligi, ale potem uciekł za granicę ... do hamburga. Podczas mistrzostw świata w 1954 roku Laband początkowo był w podstawowym składzie, ale tylko do meczu ćwierćfinałowego z Jugosławią. odniesiona kontuzja wyeliminowała go z dalszych gier. Dramat, za to osłodzony złotym medalem. Jakoś w tym czasie piłkarz trafił na okładkę "Kickera". W Zabrzu gazetę te podawano sobie z rąk do rąk. Po mistrzostwch próbował swoich sił w Werderze Brema. Jeszcze wtedy "Kicker" klasyfikował go wśród najlepszych niemieckich piłkarzy. Karierę kończył w prowincjonalnym Gruen-Weiss 07 Hamburg, potem trenował - szkolił m.in. swojego brata Joachima w klubie SV Buxtehude. Zmarł w Hamburgu.

Stanisław OŚLIZŁO (1937), obrońca

W latch 60 symbolem polskiej piłki był Górnik Zabrze. Ten środkowy obrońca, wieloletni kapitan Górnika i reprezentacji, zalicza się do najlepszych piłkarzy w historii polskiego futbolu. W zabrzańskich barwach aż ośmiokrotnie zdobywał mistrzostwo kraju i aż sześciokrotnie Puchar polski. Wystąpił z nim tez w 1970 roku w finale Pucharu Europy Zdobywców Pucharów. W kadrze był niezastąpiony przez całe lata 60 (1961-71). Pochodził z podwodzisławskiego Jodłownika. Był bardzo wszechstronny - w szkole trenował siatkówkę i lekkoatletykę. Karierę futbolisty zaczął w Górniku Radlin. Do dzisiaj pamięta szatnię, na środku której stał żelazny piec, na którym parzyła się herbata dla piłkarzy. Zaczynał karierę na prawej obronie, ale szybko okazało się, że jest wręcz stworzony do gry na środku obrony. Wyróżniał się elegancką grą, skromnością. Nic zatem dziwnego, że był lubiany przez kolegów z drużyny i kibiców. Po zakończeniu kariery stał się jednak w Górniku Zabrze "persona non grata" po tym, gdy na targach reklamował sprzęt górniczy jednej z niemieckich firm w garniturze reprezentanta Polski. Oburzona prasa stwierdziła, że "wysługuje się zachodniemu kapitalizmowi". Na targi przyleciał oburzony dyrektor kopalni, w której Oślizło był na etacie i cofnął mu bezpłatny urlop. Piłkarz za karę został wysłany do pracy na dole, nagle przerwano druk jego pamiętników w "Trybunie Robotniczej". W latach 90 kandydował do Sejmu. Wtedy również przywrócony do łask w Górniku - był juz w tym klubie menadżerem, trenerem pierwszej drużyny, kierownikiem sekcji piłki nożnej, rzecznikiem prasowym.

Harald KONOPKA (1952)

Podczas mundialu w Argentynie w 1978 roku Ślązacy grali nie tylko w reprezentacji Polski. Rzadko zdarza się żeby debiutować w kadrze podczas mistrzostw świata, a takiego wyczynu dokonał właśnie Harald Konopka, pomocnik 1 FC Koeln. Helmut Schoen wpuścił go w drugiej połowie meczu z Włochami i był to jedyny występ Ślązaka w Argentynie. Chociaż nie był asem tej ekipy, należał przecież wtedy do czołówki niemieckiego futbolu. Urodził się w podgliwickich Szobiszowicach, tam gdzie rodzina Andrzeja Buncola. Jego ojciec - Gerhard Konopka - grał jako lewoskrzydłowy w Orle Żerniki, potem w gliwickich: Gwardii, Spójni, Sparcie, GKS, wreszcie po fuzji - w Piaście. Potem Konopkowie wyjechali do Niemiec