ZNIEWOLYNIE PO WYZWOLYNIU

lt. 19 2010

ZNIEWOLENIE PO WYZWOLENIU
 
            04 lutego przedstawiciele Ślunskiej Ferajny wzięli udział w wykładzie "Obóz pracy w Mysłowicach w latach 1945-46", przygotowanym przez pracownika naukowego Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach - dr Wacława DUBIAŃSKIEGO. Organizatorem spotkania było Muzeum Miasta Mysłowice. Ponadto, na podstawie archiwalnych materiałów mysłowickiego muzeum i IPN, przygotowano wystawę dokumentującą funkcjonowanie obozu. Są to przede wszystkim listy rodzin więźniów z prośbą o zwolnienie, skierowane do ministerstw i sądów.
            Dr Dubiański, autor publikacji o takim samym tytule jak czwartkowy wykład, przybliżył zebranym historię mysłowickiego obozu pracy oraz sytuację na Górnym Śląsku, po wkroczeniu Armii Czerwonej, w styczniu 1945 roku.
            Wykład wzbudził spore zainteresowanie, ale również i spore emocje. Okazało się bowiem, że wielu słuchaczy pamięta jeszcze funkcjonowanie obozu czy zna drastyczne historie opowiadane przez bliskich. Nie obyło się bez traumatycznych wspomnień. Jeden ze słuchaczy opowiadał, iż jego znajomy - jako 7-letnie dziecko - zawsze ze strachem podglądał jak strażnicy wrzucali do masowych grobów zmarłych więźniów. Jednym z osadzonych w obozie był jego ojciec.
            Najwięcej kontrowersji i oburzenia wzbudziła kwestia pochówku więźniów. Okazuje się bowiem, że masowe groby znajdują się na mysłowickich cmentarzach: ewangelickim i katolickim. Jednak na próżno szukać jakiejś tablicy upamiętniającej pomordowanych Górnoślązaków... Na cmentarzu ewangelickim miejsce pochówku porasta trawnik, a na drugim - znajduje sie śmietnik.
 
(md)
 
 
Historia obozu w Mysłowicach
 
- obóz pracy w Mysłowicach ma genezę sięgającą II wojny światowej. Pierwszych więźniów zaczęto tu osadzać w lutym 1941 roku. Byli to więźniowie kryminalni i polityczni. Po krótkim pobycie osadzonych kierowano w większości do hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Policyjne Więzienie Zastępcze funkcjonowało do 26 stycznia 195 roku.
- jeszcze w czasach II wojny światowej teren obozu nazywano "Rosengarten", czyli Ogród Róż. Jedna z wersji mówi, że nazwa pochodzi od istniejącego tam przed wojną rozatorium, z kolei druga - iż nazwa pochodzi od tzw. kołowrotu, czyli wału nabitego gwoździami, do którego przywiązywano więźniów.
- od lutego 1945 roku do obozu trafiali ludzie zatrzymywani przez władze komunistyczne, należący w czasie II wojny światowej do organizacji niemieckich, a także ci, którzy służyli w armii niemieckiej, podpisali volkslistę, posiadali obywatelstwo niemieckie. Nagonka na "wrogów ludu" rozpoczęła się na wielką skalę, a brak orientacji w stosunkach panujących na Górnym Śląsku wśrów przybyłych tam funkcjonariuszy nowej władzy, wywodzących się najczęściej spoza Śląska, doprowadził do prześladowań, w większości niewinnnej ludności miejscowej. Błędne przeniesienie stereotypu volksdeutscha z centralnych ziem Polski na Górny Śląsk doprowadziło do wypaczenia znaczenia słowa "zdrajca"
- w mysłowickim obozie pracy znalazała się m.in. Irmgarda SWINARSKA z 16-letnim synem Konradem, późniejszym światowej sławy reżyserem. Mimo ze jej ojciec był byłym powstańcem wielkopolskim, a mąż - przedwojennym oficerem wojska polskiego, Irmgarda Swinarska została uznana za Niemkę, bo podpisała volkslistę.
- nagminne wśród funkcjonariuszy straży było zatajanie śmierci osadzonych przed rodzinami i odbieranie przez nich paczek dla dawno już zmarłych więźniów
- w okresie od 01 kwietnia do 01 grudnia 1945 roku przez obóz przewinęło się 13 760 więźniów
- zdarzało się, że strażnicy wywoływali więźniów nocą na korytarz i bili bez powodu
- apele odbywały się nawet od dwóch do czterech razy dziennie, także nocą i trwały wiele godzin
- więźniowie spali na trzypiętrowych pryczach. Były naczelnik Tadeusz Skowyra twierdził, że w początkowym okresie istnienia obozu dostępne koce i sienniki były jeszcze "odziedziczone" po Niemcach. Potem więźniowie spali na gołych deskach bez przykrycia
- jedną z głównych przyczyn zgonów był panujący głód. W obozie panował dur brzuszny, tyfus i czerwonka. Problemem byo także znalezienie naczynia, z którego można by zjeść przydzielaną zupę (zupa z brukwi z kawałkami zepsutych buraków lub cienka zupa z ziemniakami w łupinach lub z obierkami z ziemniaków lub zupa z liśćmi kapusty)
- po masowej wywózce górnośląskich górników do ZSRR, przemysł węglowy odczuwał dotkliwy brak rąk do pracy, dlatego też skierowano do kopalń więźniów. W maju 1945 roku starano się o przydział do pracy w kopalniach, tylko z obozu mysłowickiego, blisko 2 tys. więźniów. Szybki rozwój epidemii tyfusu od lata 1945 roku powodował, że wysyłani do pracy w kopalniach więźniowie wykazywali już początki choroby, często byli zawracani z podobozów do obozu macierzystego. W związku ze zwiększoną zachorowalnością, od 3 października 1945 roku nie sprowadzano do kopalń nowych więźniów z mysłowickiego obozu.
- u wszystkich relacjonujących swój pobyt w obozie, pojawia się zgodnie twierdzenie o wysokiej śmiertelności. Każdy z zeznających potwierdzał, że codziennie z obozu wyjeżdżał wóz pełen zwłok
- miejscem pochówku zmarłych w obozie więźniów był cmentarz ewngelicki (około 1 tys. osób) oraz cmentarz katolickiej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa.
(około 1 236 osób). O tym, że pochówki mogły się odbywać także w innych miejscach, poza tymi dwoma cmentarzami, świadczy m. in. brak osób występujących w księgach zgonu USC w Mysłowicach na listach sporządzonych na podstawie ksiąg cmentarnych obu parafii. Może to oznaczać, że część ofiar była chowana bez dostarczenia dokumentów lub istniało jeszcze inne miejsce pochówku. Ustalonych (na podstawie aktów zgonu będacych w posiadaniu mysłowickiego USC) 2281 zmarłych należy potraktować jak minimalną liczbę ofiar.
- obóz działał do września 1946 roku
 
(Źródło: Wacław DUBIAŃSKI "Obóz pracy w Mysłowicach w latach 1945-46"
 
Ludzie, ludziom zgotowali taki los ....
 
- Helena S. przypomina sobie dużą ranę u matki więzionej w obozie. Rana miała powstać po tym, jak jedna ze strażniczek zerwała jej kolczyk
Henryk S. z Knurowa wspomina: "Przy bramie wszystkich przybyłych spisywano, a następnie polecono nam wchodzić do obozu przez szpaler złożony z kilku strażników. Strażnicy ci trzymali w rękach kije, pałki, gumy i pasy. Narzędziami tymu uderzali wchodzących, gdzie popadło"
- Georg PIELKA tak wspomina swój pierwszy dzień w obozie: "Zostałiśmy zagonieni do komory kaźni długości 20 m i szerokości 6 m. Podłoga była z gliny. Nie było żadnych możliwości ułożenia się do spania i było straszliwie zimno. Przykucnęliśmy na glinianej podłodze, przylegając jeden do drugiego, to było strasznie...... A oto inne wspomnienie więźnia: "Strażnicy bili nas bezlitośnie prętami stalowymi, pałkami i narzędziami do bicia. Nie brakowało zmarłych i ciężko poranionych, ze złamanymi rękami i potłuczonymi czaszkami, byliśmy traktowani jak dzikie zwierzęta. Otrzymałęm uderzenia kablem, tak że padłem bez przytomności. Mysłowice nie byłyobozem pracy, był to raczej prawdziwy obóz zagłady .... "
- Teodor B. przypomina sobie, że więźniowie byli tresowani przez strażników: byli bici, zmuszani do leżenia nago na betonie, podczas kiedy strażnicy chodzili po nich, ponadto musieli wykonywać także pompki
- opis warunków pracy, przedstawiony przez jednego z więźniów - Georga Pelkę, daje wyobrażenie sytuacji w jakiej znalazły się tysiące przymusowo zatrudnionych. Pielka pracował przy wypełnianiu wyrobiska piaskiem. Pracę wykonywał w ciagłym kontakcie z wodą, często stał w niej po kolana. W przemoczonym ubraniu trzeba było spać, bo nie było odzieży zamiennej. Długa praca w wodzie sprawiła, że Pielka wkrótce został poddany amputacji obu nóg
- Franiszek KERNBACH twierdzi, że codziennie o godzinie ósmej zaczynano kopanie grobów, aby o piątej po południu załadować i przewieźć do nich ciałą zmarłych. Paweł G, który przez trzy miesiące pracował jako woźnica wspominał, iż ponieważ w niedzielę nie wywożono zwłok, to w poniedziałek było szczególnie dużo roboty. Jednorazowo miał wywozić do dziesięciu trupów. O wywożeniu zwłok mówi jeden ze strażników: "Ciała, chyba z dziesięć były załadowane na tzw. rolwagę, czyli platformę. Ciągnęło ją i pchało ośmiu więźniów, a pilnowaliśmy ich we tzrech. Na platformie był tez jakiś środek dezynfekujący, chyba wapno...Przed cmentarzem moi koledzy uciekli, gdyż bali się zarazić tyfusem"
 
(Źródło: Wacław DUBIAŃSKI "Obóz pracy w Mysłowicach w latach 1945-46"