X MARSZ PAMIĘCI O OFIARACH ZGODY

st. 26 2018

X MARSZ PAMIĘCI O OFIARACH ZGODY

 

26 stycznia tuż po uroczystościach na mysłowickiej Promenadzie członkowie i sympatycy Ślōnskij Ferajny wzięli udział w X Marszu Pamięci o Ofiarach Zgody, których organizatorem był Ruch Autonomii Śląska. 

Tradycyjnie grupa ruszyła z katowickiego Placu Wolności i przeszła ulicami Katowic, Chorzowa i Świętochłowic. Liczyła – w momencie startu – ok. 100-150 osób. Wzięli w niej udział członkowie śląskich organizacji regionalistycznych, mieszkańcy miast, wreszcie ci, których najbliżsi było ofiarami świętochlowickiej kaźni. 

Kilka minut przed rozpoczęciem marszu z inicjatywy Ślōnskij Ferajny i Europosła Marka PLURY rozdano żółto-niebieskie opaski na rękę z czarną wstęgą. Przed dotarciem pod bramę świętochłowickiego obozu, uczestnicy marszu złożyli kwiaty w dwóch miejscach – tuż przy przystanku na ul. Gliwickiej w Katowicach, gdzie znajduje się tablica upamiętniająca ofiary Tragedii Górnośląskiej oraz na skwerku przy świętochłowickiej hali targowej będącej w 1945 roku również pierwszym przystankiem więźniów w drodze na miejsce kaźni.

Pod bramą świętochłowickiego obozu głos zabrali: europoseł Marek PLURA, posłanka na Sejm RP – Monika ROSA („Nowoczesna”), członek Zarządu Województwa Śląskiego – dr inż. arch. Henryk MERCIK, drugi zastępca prezydenta Świętochłowic – Stanisław KORMAN i drugi zastępca prezydenta Rudy Śląskiej – Michał PIEROŃCZYK.

Modlitwę w intencji ofiar obozu odmówili ks. proboszcz Marcin BRZÓSKA z parafii ewangelicko – augsburskiej Jana Chrzciciela w Świętochłowicach, który powiedział: „- Po raz dziesiąty stajemy dzisiaj w tym miejscu, na świętochłowickiej Zgodzie, aby uczcić pamięć ofiar Tragedii Górnośląskiej. Tragedii, która wydarzyła się tutaj wówczas gdy zdawać się mogło, że idzie wolność, a przyszła kolejna opresja. Stajemy tu dzisiaj po to by pamiętać, wspomnieć, aby nie zaginęła pamięć o tych, którzy spoczęli w zbiorowych mogiłach. Przychodzimy by wspomnieć tych, którzy odeszli, a przez lata swojego życia nieśli w swoich sercach głęboko ukrytą pamięć o tej tragedii. Chcieli zapomnieć, ale się nie dało. (…)  Jesteśmy w takim momencie historii, że musimy się modlić o pokój, pojednanie, wzajemną miłość i zrozumienie, o to, by każdy człowiek, każdy naród jak prosi o to w psalmie psalmista potrafił stanąć twarzą w twarz ze swoją historią, także tą trudna. Aby już nigdy takie miejsce i takie wydarzenie nie miały miejsca. Przychodzimy prosić o przyszłość i pojednanie, by prosić o Górny Śląsk, o Polskę, Europę i o świat i zawołać >Panie, nigdy więcej wojny, nienawiści, nacjonalizmu, szowinizmu i każdego jednego –izmu. Każdej jednej ideologii, idei, która pociąga za sobą nienawiść do drugiego człowieka, bo przecież niech wiedzą narody, że są tylko ludźmi. Niech widzą że jesteśmy tylko, a może aż ludźmi.”

Ksiądz katolicki modlił się: „- Stoimy na ziemi przesiąkniętej nienawiścią, pogardą, przemocą i podłością. >Panie, czy nic Cię nie obchodzi, że mokniemy< – pytali Twoi uczniowie podczas burzy na jeziorze. Tyle razy słyszałeś to pytanie i rozdzierający krzyk serc zbolałych na tym małym skrawku Zgody. Tylko ludzie mogli ludziom zgotować taki los. Najpierw jedni gnębili drugich, potem ci drudzy gnębili tych pierwszych, a wielu było takich, którzy byli gnębieni przez jednych i przez drugich. To byli ci, na ojcowiźnie których obcy urządzili sobie piekło. Byłeś bezdomny, Panie, bo ludzie wyrzucili Cię ze swojego serca, które jest Twoją świątynią. Wydziedziczyli Cię z Twojej własnej ziemi, poddając je we władzę pychy, pogardy, przemocy. Wyrzucili Cię ze swojego życia, ale potem winą obarczali Ciebie, za to co sami zrobili i za to, że Ty nic nie robisz. Kto był wtedy katem, a kto ofiarą? Kto ponosi winę za to wszystko co się wydarzyło?  Ci, którzy wyrzucili Ciebie z Twojej ziemi, ale ich zło obróciło się przeciwko nim samym. Największym złem było cierpienie Twoich dzieci, które osierociłeś. Aż wreszcie rozkazałeś wichrowi – uciszcie się. Najpierw niszczący wicher nazizmu. Potem rozkołatane fale rozlewającego się komunizmu musiały się uspokoić. A teraz jest cisza, a my pytamy się Pani – kim Ty jesteś, że żywioły uciszasz? Kim jest człowiek, że tyle zła może wyrządzić, a Ty mimo wszystko o nim pamiętasz. (…).

Członek Zarządu Województwa Śląskiego – dr inż. arch. Henryk MERCIK – powiedział: „ - Trudno mówić w takich miejscach jak Zgoda. Zgoda, gdzie funkcjonował obóz koncentracyjny, jeden z wielu. To, że funkcjonował również po zakończeniu wojny tłumaczono słowem „sprawiedliwość”, ale okrucieństwo, przemoc, które tu miały miejsce to nie w imię sprawiedliwości, lecz nienawiści. Nienawiść tym różni się od sprawiedliwości,  że jest ślepa. Stąd też trafiali tu ludzie, których jedyną winą było to, że mówili innym językiem, byli innej narodowości, byli innego wyznania. To tutaj Ślązacy zapłacili ogromną cenę. Nie tylko tu, ale również w innych obozach, czy ci, którzy zostali deportowani do niewolniczej pracy na Wschodzie. To cena zamiany jednego totalitaryzmu w drugi. W imię jednolitego – bo tak się wydawało, że tak będzie – pod względem narodowym państwa. A inność stała się ich przekleństwem. Musimy o tym wszystkim pamiętać, szczególnie dzisiaj kiedy po 73 latach wciąż pojawiają się pokusy dla różnych celów- politycznych, niechęć do ludzi, którzy się różnią językiem, tożsamością. Próbuje się je wykorzystywać do doraźnych celów politycznych. Tymczasem to, co różnorodne powinno stanowić ubogacenie. To miejsce powinno nam cały czas o tym przypominać. Zgoda, która została przywrócona do zbiorowej pamięci górnośląskiej dzięki ciężkiej pracy nie partii politycznych, ale pozarządowych organizacji. Ta Zgoda powinna również powinny stać się elementem wiedzy, którą otrzymują młodzi ludzie w szkole, i nie na zasadzie fakultatywnej, dodatkowej, żeby zrozumieć Górny Śląsk, ale też żeby uniknąć tego, co się stało w przyszłości. Powinniśmy zadbać by tę wiedzę miał każdy.”

            Przewodniczący Ruchu Autonomii Śląska – dr Jerzy GORZELIK – w swoim przemówieniu nawiązał do historii, ale również do współczesnej sytuacji w Polsce.                                 „- Spotykamy się tutaj w podobnych okolicznościach już po raz dziesiąty. Co nas tu przywiodło? Dlaczego po raz kolejny podjęliśmy trud tego ponad dwugodzinnego marszu ulicami górnośląskich miast by stanąć w miejscu śmierci kilku tysięcy niewinnych ludzi. Większość z nas odpowie pewnie, że winni to jesteśmy ofiarom. Tym, którzy nie przeżyli obozowego piekła, ale także tym, którzy przeszli przez czyściec trwającego przymusowego milczenia. To oczywiście ważne. Ale przychodzimy tu przede wszystkim dla siebie. Kim bowiem jesteśmy jako Górnoślązacy? Przychodząc tu pielęgnujemy pamięć, a pielęgnując pamięć tworzymy wspólnotę. Nie tylko w gronie bezpośrednich uczestników tego spotkania, ale także z tymi, którzy na Górnym Śląsku, ale i w diasporze myśląc o Tragedii Górnośląskiej uznają – >Tak, to moja, to nasza historia<. To jak pamiętamy pokazuje jaką wspólnotą jesteśmy. Pokazuje jakie wyznajemy wartości. Dlatego tak ważne jest byśmy mogli naszą pamięć wyrażać w sposób nieskrępowany. Od niedawna możemy korzystać z tej swobody. Tym bardziej wiemy jak trzeba ją cenić i tym bardziej wrażliwi jesteśmy na wszelkie próby jej ograniczenia. Dlatego nie sposób przejść do porządku dziennego nad grudniowym wyrokiem warszawskiego sądu, który nakazał portalowi jednego z tygodników opinii sprostowanie w związku z nazwaniem powojennych obozów koncentracyjnych mianem polskich. Powielane były dobrze znane argumenty. O niesuwerennym charakterze państwa, o braku demokratycznej legitymacji. Jednak wczoraj Sejm RP przyjmując nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej w jej tekście wielokrotnie nazwał zbrodnie UPA mianem ukraińskich. Choć w momencie ich popełnienia nie istniało żadne państwo ukraińskie, a o jakiejkolwiek demokratycznej legitymizacji działań UPA nie mogło być wówczas mowy. W ten oto sposób z pogwałceniem konsekwencji, zasad logiki i intelektualnej uczciwości ustanawia się dyktaturę pamięci. Nie zamierzamy jej ulegać. Kiedy mówimy o polskich, komunistycznych obozach koncentracyjnych nie formułujemy żadnego aktu oskarżenia wobec naszych współobywateli. Nie istnieją bowiem narody ofiar i narody katów. Katem lub ofiarą jest zawsze konkretny człowiek. Ktoś kto padł ofiarą prześladowania może sam dopuszczać się zbrodni. To właśnie za bramami polskich komunistycznych obozów koncentracyjnych dawne ofiary nierzadko stawały się katami. Zbrodni nie popełniają narody, ale zbrodnie często popełniane bywają w imieniu narodów i narodowych ideologii. Dlatego na Państwa spoczywa odpowiedzialność by zbrodnie te nazywać po imieniu i rozliczać zbrodniarzy. RP, której nie starczyło determinacji by skazać choć jednego oprawcę, choć jednego uczestnika prześladowań Górnoślązaków, by zadość uczynić ofiarom dzisiaj usiłuje zamanifestować swoją siłę zakazując nam opowiadania naszej historii w sposób, który odpowiada naszym przekonaniom i naszej wrażliwości. Nie tędy droga. Pewien, dzisiaj niezbyt popularny intelektualista powiedział kiedyś: „Historia lubi się powtarzać. Raz jako tragedia, drugi raz jako farsa.” Farsą, słusznie bulwersującą, budzącą niesmak są leśne spotkania kilku osób przy urodzinowym torcie ze znakiem swastyki ułożonym z wafelków. Ale do tragedii prowadzi wywyższanie jednego narodu kosztem innych, przyznawanie mu monopolu na właściwe rozumienie historii i obejmowanie tej opowieści dogmatem nieomylności. Powinniśmy o tym pamiętać – nienawiść, ksenofobia i narodowa buta nie tracą swej niszczycielskiej siły bez względu na to, jaka nad nimi powiewa flaga. I nawet wtedy, gdy dla niepoznaki nazwiemy je patriotyzmem. Musimy o tym pamiętać budując także naszą wspólnotę. Nie wolno nam odgradzać się murem przekonania o wyjątkowości śląskich cierpień. Pamiętajmy o Łemkach i Ukraińcach, Warmiakach i Mazurach, Słowińcach i Kaszubach, Białorusinach i wszystkich innych grupach, których w latach powojennych spotkał podobny los. W listopadzie ub. roku Ruch Autonomii Śląska zwrócił się do najwyższych władz państwowych z apelem o ustanowienie memoriału ofiar represji i czystek etnicznych. Do dziś nie doczekaliśmy się odpowiedzi. Taki memoriał powinien jednak powstać bez względu na to czy państwową pomocą czy bez wysiłkiem wszystkich grup mniejszościowych na terenie RP. Bo to także nasze państwo. A więc pamiętajmy o tym i starajmy się połączyć nasze wspólnoty pamięci opierając je na fundamencie szacunku i godności dla człowieka. Na fundamencie tej wartości, o której zapomnieli twórcy obu obozów funkcjonujących w tym właśnie miejsce. I której nie rozumieją wszelkiej maści dyktatorzy pamięci.”


Mirella DABEK