WYKŁAD DR GRZEGORZA BĘBNIKA „WRZESIEŃ 1939 ROKU NA GÓRNYM ŚLĄSKU”

wrz. 3 2016

 

WYKŁAD DR GRZEGORZA BĘBNIKA „WRZESIEŃ 1939 ROKU NA GÓRNYM ŚLĄSKU”

 

01 września w Siemianowickim Domu Kultury „Zameczek” odbył się wykład dr Grzegorza BĘBNIKA – pracownika naukowego Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach – „Wrzesień 1939 roku na Górnym Śląsku.” Organizatorem spotkania było siemianowickie Koło Ruchu Autonomii Śląska.

 

Decyzją Rady Ambasadorów Górny Śląsk został podzielony w 1922 roku. Granica między Polską a Niemcami przebiegała w niektórych miejscach bardzo dziwacznie. Niektóre jej odcinki poprowadzono dopiero w 1923 roku. W wyniku podziału Górnego Śląska m.in. 3/4 przemysłu przypadło Polsce. Jednym z takich miejsc, w których ewidentnie widać dziwaczność poprowadzonej granicy była kopalnia „Makoszowy”. I tak – po polskiej stronie znalazło się przykopalniane osiedle, droga dojazdowa, dworzec oraz złoża piasku na posadzkę, natomiast po stronie niemieckiej – znalazła się kopalnia, której brama była jednocześnie przejściem granicznym. W Kuźnicy Rudzkiej granicę tak poprowadzono by nowoczesny szpital pozostał po stronie polskiej. Linia kolejowa w okolicach Chorzowa stała się bocznicą, a po stronie niemieckiej była już kompletnie bezużyteczna. Rok 1924 przyniósł pierwsze wnioski na temat Górnego Śląska – strona polska stwierdziła, że nie jest w stanie skonsumować potencjału przemysłowego otrzymanego regionu. Pojawiło się bezrobocie, zamykano kopalnie. Zjawiska te nasiliły się w 1930 roku wraz z nadejściem do Europy wielkiego kryzysu gospodarczego. Ale nie ominęły również strony niemieckiej. Już jednak w 1934 roku nastąpiło w Niemczech ożywienie gospodarcze – zmniejszyło się bezrobocie, a przemysł, który odbił się od dna potrzebował siły roboczej. W Polsce ożywienie gospodarczo zanotowano dwa lata później – w 1936 roku. Ślązacy z polskiej części szukali pracy w Niemczech. Warunkiem jej otrzymanie było wstąpienie do niemieckiej organizacji na terenie województwa śląskiego oraz posłanie dzieci do szkoły mniejszościowej. Kiedy w 1933 roku Hitler doszedł do władzy w Polsce pojawiły się nadzieje na ułożenie stosunków z Niemcami. Nadzieje te wiązano przede wszystkim z tym, że Hitler był Austriakiem, a nie – Prusakiem. Liczono, że nie będzie kontynuować pruskiej polityki nienawiści. Drugą bardzo ważną przesłanką było wyznanie Hitlera – był katolikiem, a nie protestantem. W 1934 roku podpisano deklarację o niestosowaniu przemocy w stosunkach wzajemnych. Był nawet taki okres, że Francja i Wielka Brytania postrzegały Polskę jako największego sojusznika Hitlera. W kwietniu 1939 roku Hitler wypowiedział tę deklarację. Po obu stronach granicy doprowadziło to do wzrostu wrogości do mniejszości. Jeśli chodzi o mniejszość polską w Niemczech miała ona lata świetności za sobą. Natomiast liczebność mniejszości niemieckiej na polskim Górnym Śląsku stale rosła, bo zasilali ją ci, którzy np. pracowali w Niemczech. W 1930 roku odbyły się wybory samorządowe. Na 48 mandatów 34% przypadło przedstawicielom mniejszości niemieckiej. Wybory te nazywano nawet „drugim plebiscytem.” Na wniosek wojewody Michała GRAŻYŃSKIEGO Prezydent Polski – Ignacy MOŚCICKI rozwiązał Śląski Sejm. Michał GRAŻYŃSKI był znany ze swojej antyniemieckości, ale dopóki obowiązywała deklaracja o niestosowaniu przemocy w stosunkach wzajemnych był hamowany przez władze w Warszawie. Wraz z wypowiedzeniem paktu przez Hitlera wojewoda śląski poczuł się zwolniony z jakichkolwiek hamulców. Na terenie województwa śląskiego rozpoczęły się ataki na lokale niemieckie i ludzi deklarujących niemieckość. Po stronie niemieckiej było podobnie. Już w lutym 1939 roku Hitler stwierdził, że jakiekolwiek sprzeczności terytorialne z Polską muszą zostać rozstrzygnięte na drodze konfliktu zbrojnego. Górny Śląsk był najsilniej zindustrializowanym regionem w Polsce, a żeby prowadzić wojnę potrzebny jest przemysł. Centralny Okręg Przemysłowy dopiero się rozwijał. Przemysłowe jądro regionu śląskiego zostało obudowane systemem umocnień. Strona polska zakładała również, że w przypadku konieczności wycofania się ze Śląska wojsko będzie robić to wachlarzowato – w kierunku południowo-wschodnim. W marcu 1939 roku Hitler zajął resztę Czech – powstał Protektorat Czech i Moraw. Słowacja była już wtedy sprzymierzeńcem Hitlera. W ten sposób potencjalnym frontem stała się również południowa granica Polski. Wojewoda Michał GRAŻYŃSKI wiedział, że ze Śląska trzeba będzie szybko się wycofać. Niemieckie plany operacyjne zakładały silny atak na północy i południu Górnego Śląska żeby ochronić przemysł. Prawdopodobnie 01 września ok. godz. 3.00 nad ranem padło hasło „Falke” dla organizacji Ernsta EBBINGHAUSA. Ernst EBBINGHAUS stał na czele Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu, był doskonałym ratownikiem górniczym. Zadaniem jego oddziałów było przejście przez granicę z Polską przed wojskiem niemieckim i obsadzenie zakładów przemysłowych w celu ich ochrony przed zniszczeniem przez Polaków. Zdaniem dr Grzegorza BĘBNIKA oddziały Ebbinghausa zostały wysłane na zatracenie żeby tylko namieszać po stronie polskiej przed wkroczeniem Wehrmachtu. Już 02 września okazało się, że utrzymanie województwa śląskiego jest nierealne. Należy pamiętać, że nastąpił jeszcze atak ze strony słowackiej. Popołudniu i wieczorem 02 września oraz rano 03 września z województwa śląskiego powoli wycofywała się polska armia, administracja i policja. W tym okresie wojna tylko w niewielkim stopniu dotknęła Górny Śląsk, ponieważ w wyniku odwrotu armii „Kraków” nie doszło do strat w infrastrukturze i strat ludnościowych. Średni szczebel administracji nie wiedział o planach swoich zwierzchników. Zachowanie wyższych władz było zaskoczeniem dla ludności tym bardziej, że przed wybuchem wojny propaganda na Górnym Śląsku uderzała w najwyższe tony. Bezrobotni z województwa śląskiego postanowili uzbierać na bombowiec „Bezrobotny Froncek”. Licytowano się, które województwo wchodzące w skład Rzeczpospolitej jako pierwsze zakupi dla wojska ścigacz. 14 sierpnia 1939 roku do Katowic przyjechał światowej sławy śpiewak  - Jan KIEPURA, który wystąpił przed budynkiem Urzędu Wojewódzkiego. Wszystkie zyski z imprezy przekazał na Fundusz Ochrony Narodowej. To wszystko w przeciętnym mieszkańcu Polski, Górnego Śląska budowało obraz potężnej Polski. A tu się okazało, że w drugim dniu wojny wycofało się z województwa śląskiego polskie wojsko, policja i administracja. Urzędnicy wywozili w stronę Galicji, z której najczęściej przybyli, cały swój majątek. I to nie było jakieś zjawisko marginalne, propagandowe. Relacje na ten temat pochodzą zarówno od mieszkańców regionu, jak i od samych wyjeżdżających. Taka sytuacja doprowadziła do podważenia autorytetu polskich władz. Opór na Górnym Śląsku stawiała Powstańcza Samoobrona, która miała jedynie wspierać obronę regionu, a nie zastępować wojsko. Należy również pamiętać, że polska szkoła wychowywała Ślązaków w duchu patriotycznym. Zdaniem Wojciecha KORFANTEGO 30% społeczeństwa śląskiego, czyli ok. 400 tys. to ludność o niestabilnym poczuciu przynależności państwowej. Otto ULITZ – przewodniczący mniejszości niemieckiej w województwie śląskim twierdził, że jest jej tylko ok. 10%. Robił to celowo, bo zmniejszenie liczby w tej kategorii to jednocześnie zwiększenie liczby mniejszości niemieckiej. Do Katowic dotarła 239 armia, była to Landswehra, czyli pospolite ruszenie rekrutowane z Opola i okolic, czyli Górnoślązacy z drugiej strony granicy. Armia gen. Ferdinanda NEULLINGA wkroczyła do Katowic 04 września ok. godz. 9.00-10.00. Wcześniej dotarły tu oddziały Ernsta EBBINGHAUSA i to one przeprowadziły akcje pacyfikacyjne, m. in. aresztowały polskich działaczy, których odprowadzono do konsulatu niemieckiego mieszczącego się na ul. Sokolskiej. 04 września przybyli również policjanci z Zabrza i z Bytomia w celu zaprowadzenia porządków i zwalczania oporu. Jak wyglądała kwestia Wieży Spadochronowej w Katowicach? Należy pamiętać, że oryginał został rozebrany w 1942 roku. Wieża miała 55 m i bardzo pracowała na wietrze. Padło z niej 4-5 strzałów. Z kosza odpadł jakiś fragment – w relacjach niemieckich opisano to jako ciało lub część sprzętu. Na pewno zaatakowano oddziały niemieckie z Parku Kościuszki. Atakujący zostali wzięci do niewoli i odprowadzeni. Ktoś się również bronił w ówczesnym gmachu Komendy Wojewódzkiej Policji Śląskiej przy ul. Kilińskiego. Powstańcy siedzieli na wieży kościoła ewangelickiego przy ul. Warszawskiej przez całą noc z 03 na 04 września. Rankiem zobaczyli armię niemiecką, dlatego oddali strzały. Ślady ostrzału niemieckiego widoczne były jeszcze parę lat temu – przed wykonaniem remontu elewacji świątyni. Na ul. Mariackiej, w ówczesnym hotelu „Europejskim” (obecnie „Śląski”) zamieszkało dowództwo 239 armii. Ponieważ miasto zostało zajęte, a nie zdobyte niemieccy generałowie nie stosowali szczególnych warunków bezpieczeństwa i zaświecili światło w pokojach. W tej chwili padły strzały z budynku pod drugiej stronie ulicy. Wymiana strzałów przez ulicę trwała kilka minut. Strzały padały jeszcze z Domu Powstańca (ul. Matejki) i z wieży ciśnień na katowickim dworcu. Jeśli padały strzały z dachów to nie wojsko miało zająć się zniszczeniem tych punktów oporu, lecz policja, która była przeszkolona w przywracaniu ładu w miastach.

Wnioski dr Grzegorza BĘBNIKA dotyczące września 1939 roku na Górnym Śląsku

1.regularne oddziały wojska polskiego wycofały się w nocy z 02 na 03 września. Na miejscu pozostały jedynie grupki samoobrony, powstańców i harcerzy, a zatem grupy, które w momencie formowania się nie były przeznaczone do walki

2. dr Grzegorz BĘBNIK nie zgadza się ze sformułowaniem „obrona Katowic”, ponieważ obrona jest tam, gdzie jest wojsko i dowództwo

3. intensywność walk była na pewno mniejsza niż to przedstawiano prze 1989 rokiem. Był to bowiem opór epizodyczny

4. wieża spadochronowa – dr Grzegorz BĘBNIK spotkał się w Internecie z informacjami, iż jej obrona trwała 2 dni. Natomiast jego zdaniem mogło to być maksymalnie pół godziny. Ktoś faktycznie strzelał, ale na pewno nie był to doświadczony żołnierz

 

Wykładu wysłuchała: Mirella DĄBEK