WSTRZĄSAJĄCE „DZIENNIKI KSIĘDZA FRANZA PAWLARA”

lt. 19 2017

WSTRZĄSAJĄCE „DZIENNIKI KSIĘDZA                         FRANZA PAWLARA”

 

„Dziennik ks. Pawlara to przykład pomijanych dotychczas, skrywanych z różnych względów świadectw przeszłości z najnowszej historii Górnego Śląska. Zapis osierocony i niechciany. Dokument czasu, który psuje prosty i oczywisty obraz tego,  kto podczas wojny był ofiarą, a kto oprawcą. Gdzie było dobro, gdzie było zło. Czasami, jak w tym przypadku, to interesujący opis zdarzeń, które miały miejsce w naszym najbliższym sąsiedztwie.  Fakty, które w osobistej narracji świadka tamtych zdarzeń nabierają innej skali i wymowy.”                                (ze wstępu Leszka JODLIŃSKIEGO do „Dziennika ks. Franza Pawlara”)

 

18 lutego w Domu Śląskim, siedzibie Związku Górnośląskiego, odbyło się spotkanie z Leszkiem JODLIŃSKIM, który przetłumaczył „Dziennik księdza Franza Pawlara. Górny Śląsk w 1945 roku. Opis pewnego czasu”. Pamiętnik ówczesnego proboszcza Pławniowic jest wstrząsającym zapisem wydarzeń od stycznia do kwietnia 1945 roku. Dzieło o ogromnej wartości historycznej, bo jak powiedział Leszek JODLIŃSKI ks. Franz Pawlar to postać barwna i niezwykle ciekawym, a jego relacja na wagę złota.

„Dziennik ks. Franza Pawlara” został uznany historyczną książką I półrocza 2016 roku według internautów w konkursie Hitsmag.org oraz Granice.pl. Na pytanie co jest w niej wyjątkowego najlepiej odpowiada recenzja prof. Ewy CHOJECKIEJ: „Historię można oglądać z wyżyn wielkich uogólnień, ogarniać rozległe horyzonty. Ale jest inaczej, kiedy bierzemy do ręki opowieść księdza Franza Pawlara. Tak, jak gdybyśmy dotykali tkanki samego życia, wędrowali razem z autorem po Pławniowicach tamtego strasznego czasu. Jego pamiętnik niesie jakże proste przesłanie: oto w wirach wielkiej wojny ludzka bieda zagarnia wszystkich bez różnicy narodu., statusu czy konfesji. I na koniec nie ma zwycięzców ani zwyciężonych. Są tylko ci, co przeżyli lub nie, ludzie dobrze lub źle czyniący, po obydwu stronach. I jest nadzieja. Czy to nie prawdziwsze niż propagandowe schematy czarno-białych stereotypów?”

            Leszek JODLIŃSKI odwiedził wszystkie miejsca związane z księdzem Franzem Pawlarem. W zasadzie każdego dnia jadąc do pracy w Muzeum Śląskim w Opawie mijał miejscowości związane z jego życiem i posługą kapłańską. W Niemczech ten dziennik był znany. Natomiast na Śląsku krążył w formie skoroszytu, w drugim obiegu. I właśnie w takiej formie Leszek JODLIŃSKI otrzymał go kilka lat temu od zaprzyjaźnionego księgarza, który poprosił: „- Niech Pan coś z tym zrobi.” A kiedy pojechał na spotkanie z mieszkańcami Pławniowic usłyszał „- Proszę publikować. Chcemy żeby historia Górnego Śląska miała wiele swoich obszarów i aspektów jeśli nawet zachowanie niektórych naszych mieszkańców było złe i godne potępienia.” Taka aprobata w tym przypadku nie była bez znaczenia. Duchowny - do bólu uczciwy i rzetelny – przedstawił mieszkańców miejscowości takimi jakimi byli, bez patosu i przejaskrawienia. Opisał fakty, których był świadkiem, a które rzeczywiście w większości przypadków nie przynoszą chluby ówczesnym pławniowiczanom. Ks. Franz Pawlar nawet zakładał, że ktoś, kto po latach będzie czytał jego wspomnienia może w to nie uwierzyć. We wstępie do swojego diariusza napisał: „Choć mam świadomość, że sporządzenie tych notatek nie jest rzeczą bezpieczną, to jednak przeniosę na papier opis wszystkich ważnych zdarzeń, by wiernie oddać prawdę o rozpoczynających się trudnych czasach. Być może w przyszłości zapiski te będą dla kogoś cenną pomocą przy prowadzeniu badań nad losem zaginionych osób i niewyjaśnionych spraw. Może uchronią niektórych przed niesprawiedliwymi zarzutami i ocenami. W ten sposób mój trud i starania nie będą zupełnie daremne. Gdybym tych ciężkich czasów nie przeżył, proszę wówczas, by z chwilą nastania dni spokoju notatki te przekazać przedstawicielowi hrabiowskiej rodziny von Ballestrem. Będzie to moje ostatnie pozdrowienie, jakie do nich kieruję.”  Zapiski rozpoczynają się 17 stycznia 1945 roku, a kończą - 27 kwietnia. „ – Dla mnie to też pewna data symboliczna. Mam urodziny 27 kwietnia, dlatego uznałem to za jakiś znak” – powiedział Leszek JODLIŃSKI.

Zdaniem Leszka JODLIŃSKIEGO takich Pławniowic na Górnym Śląsku było dużo. Jest to pewien symbol, metafora tamtych czasów. Ks. Franz Pawlar pisał dziennik każdego dnia od 17 stycznia do 27 kwietnia 1945 roku. To nie jest relacja, która powstała po roku, dwóch czy po kilku latach. Być może ten diariusz był ratunkiem w tym obłędzie i szaleństwie. Duchowny często zadawał sobie pytanie: „Co zrobiłem źle, że ludzie tak się zachowują?” Jako kapłan wielokrotnie odczuwał porażkę. Znał już jeden totalitaryzm – nazistowski. Wiedział co przyniesie drugi.

Jeszcze w więzieniu zaczął się uczyć rosyjskiego, bo przeczuwał, że kiedyś ta znajomość mu się przyda. Sowieci byli zaskoczeni kiedy ks. Franz Pawlar zaczął z nimi rozmawiać w ojczystym języku. „Maxymilian Kinne nie rozumiejąc, że o niego pytano, nadal stał i co więcej z pewną determinacją, choć spokojem patrzył na Rosjan. Nie tracąc czasu odpowiedziałem szybko za niego. Tym bardziej Rosjanin stał się niecierpliwy i spytał – A dlaczego on sam nie odpowiada? – Nie mówi po rosyjsku – mówię. – A jak to się stało, że Ty rozumiesz? – drążył – Nauczyłem się rosyjskiego wiedząc, że pewnego dnia będę go potrzebował.” (Czwartek, 25 stycznia 1945 roku, str. 41).

Dziennik, oprócz ogromnej wartości historycznej, ma jeszcze ogromną wartość literacka. Jest to opowieść tu i teraz, emocje i opis z dnia na dzień. Ks. Franz Pawlar nie miał żadnych powodów żeby kłamać. Chciał dać świadectwo prawdzie. „- Osobiście nie interesują mnie co powiedzą historycy, interesuje mnie to co mówią świadkowie zdarzeń – powiedział Leszek JODLIŃSKI - To co się działo w przemysłowej części Górnego Śląsku było zwiastunem przyszłych wydarzeń w Pławniowicach. Mamy sporo relacji z dużych miast, natomiast z takich małych miejscowości, jak Pławniowice - niewiele. I właśnie dzięki ks. Franzowi Pawlarowi dowiedzieliśmy się również jak tam wyglądała sytuacja.”  

Świat jest okrutny. Ksiądz Pawlar próbuje nam powiedzieć, że zło bywa okrutnie zaraźliwe, a sama wojna jest straszną rzeczą. „Na nieodległej drodze wiodącej od Pyskowic do Ujazdu ciągną nieprzebrane rosyjskie kolumny wojskowe i każde publiczne zgromadzenie jest igraniem ze śmiercią. Na nasypach mostu autostradowego, w jamach strzelniczych znaleziono dwóch niemieckich żołnierzy z przestrzelonymi głowami. Ich twarzy były pokryte ludzkimi odchodami. Co ta wojna robi z ludźmi.” (rozdział „Pośród życia jesteśmy zanurzeni w śmierć”, piątek, 26 stycznia 1945 roku”, str. 45)

Ks. Franz Pawlar wiele sytuacji traktował osobiście. Uważał, że nie sprawdził się jako duchowny skoro jego parafianie zachowywali się w sposób, który nie przystoi chrześcijanom. Cierpiał z tego powodu. W Pławniowicach były trzy strony rabujących – robotnicy przymusowi, sowieccy żołnierze i miejscowa ludność. „To czego się obawiałem, staje się rzeczywistością. Ludność stopniowo zaczyna rabować (…) Widzę przy tym, jak ludzie stracili zdolność racjonalnego myślenia. Są ślepi, bo wykradają rzeczy, które w ich przypadku nie będą miały żadnego zastosowania. Meble, których nie będzie można zmieścić do ich małych pokoi, czy przedmioty, których przeznaczenia nie znają … Nie pomaga odwoływanie się do siódmego przykazania. Jakaś kobieta, sapiąc pod ciężarem kradzionego dobytku, pozdrowiła mnie po niemiecku słowami >Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus<. Na pozdrowienie to jednak, z powodu bluźnierstwa jakim było, odpowiedziałem robiąc jej krótkie kazanie.” (Czwartek, 01 lutego 1945 roku, str. 54). Chyba jednak najwymowniejsza jest inna scena, którą opisał ks. Franz Pawlar. „Wkrótce potem ogarnął mnie jeszcze większy ból i żal wręcz nie do opisania … Nie trwało to długo, a na pierwszym piętrze zobaczyłem dzieci okradające pokój dziecinny. Uzbrojony w skórzaną dyscyplinę znalezioną po drodze, dotarłem na miejsce, gdzie wirowało istne kłębowisko dzieci i miało się wrażenie, że zaraz zaczną chodzić po ścianach. W dzikim pędzie biegały po klatce schodowej tam i z powrotem, a wokół panowała jedna, wielka grabież …” ( sobota, 03 lutego 1945 roku, str. 60).

Ksiądz oczywiście próbował przemówić do sumień swoich parafian. „W swoim kazaniu wspomniałem ludziom to, jak bez serca i niewdzięcznie zachowali się podczas ostatnich dni. Odwołałem się do ich ludzkiego poczucia przyzwoitości i przede wszystkim tego, co powinno pozostawać ich świętością – do refleksji nad chrześcijaństwem i opartego na nim życia.” (rozdział „Pławniowickie bachanalia, niedziela, 04 lutego 1945 roku, str. 61).                W pewnym momencie nawet zbuntował się i stwierdził, że nie będzie ich spowiadał.

Plądrowali i kradli Rosjanie „Już od samego wejścia zaatakował nasze nozdrza nieprawdopodobny smród. Pokoje pełne są nieczystości i odchodów. W wannie zalega gruba jak pięść warstwa łuszczącego się brudu tworzącego zawiesinę z mydlin i ludzkiego łoju. Wszędzie dookoła walają się pozostałości i odpadki po jedzeniu. Na strychu odkryłem kałuże krwi i dosłownie usypisko z resztek szkieletów kur i gęsi, mnóstwo pierza i jakąś skrwawioną siekierę …” (piątek, 16 lutego 1945 roku, str. 82). „Dzisiaj już wszyscy wiemy, że rozkaz ewakuacji w piątek miał jeden, jasno określony cel: miał umożliwić nieograniczoną grabież naszych domów przez Rosjan. Ludzie po powrocie do swoich mieszkań i domów nie znaleźli tam wiele z tego, co zostawili. Rosjanin bierze wszystko co znajdzie i bez znaczenia jest dla niego to, czy ten przedmiot ma dla niego jakieś zastosowanie czy też nie. Zabezpieczyłem potężną stertę akt, które Rosjanie wyrzucili z jakiegoś samochodu ciężarowego. Były to akta urzędu katastralnego i księgi wieczyste z Wiborg-Viiburi (przyp. aut. – Finlandia)”. (poniedziałek, 05 marca 1945 roku, str. 95)

12 lutego 1945 roku ksiądz Franz Pawlar znalazł rozwieszone na ścianach budynków zarządzenia w kolorze jasnozielonym, które po rosyjsku i po niemiecku informowały o rozkazie miejscowego dowództwa rosyjskiego „Wszyscy mężczyźni w wieku od 17 do 50 lat mają się do 15 tego miesiąca stawić w Gleiwitz. Osoby te mają ze sobą zabrać; koc, sztućce, kubek, talerz i odzież na 14 dni. Kto nie podporządkuje się temu rozkazowi, stanie przed sądem wojskowym.” To jest symboliczny dzień, bo było to obwieszczenie, po którym rozpoczęła się tragedia deportacji do ZSRR.

Ks. Franz PAWLAR w czerwcu 1938 roku pojawił się w Pławniowicach. Został kapelanem pałacowym u hrabiego Nicolausa von Ballestrema. Kilkakrotnie był przesłuchiwany przez gestapo. Otrzymał 6-miesięczny wyrok, przebywał w więzieniu przez 3 miesiące – od 15 września do 15 grudnia 1939 roku. Został zwolniony dzięki hrabiemu von Ballestrem (wpłacił za niego tysiąc marek). Arystokrata miał w swoich dobrach polskich robotników, dlatego chciał żeby w jego majątku był kapłan, który niósłby im posługę duszpasterską w tym języku. Nie wolno było odprawiać nabożeństw po polsku. Prawo wyłączało z tego prywatne majątki. Od 1939 roku 5 razy trafił na posterunek gestapo, gdzie musiał się „spowiadać” z tego, co robił.

Ksiądz Franz Pawlar był na tyle szalony, że wybrał się w trzydniową podróż do rodzinnych Babic, bo chciał się zobaczyć z najbliższymi. W czasie tej wyprawy, w polu natknął się na rozkładające się zwłoki niemieckiego żołnierza. Obsypał je piaskiem i zabezpieczył przed dalszym bezczeszczeniem. Kiedy dotarł do wioski zapytał jej mieszkańców dlaczego nie pochowali zabitego, a oni odpowiedzieli, że zrobiliby to, ale całe pole jest … zaminowane. Jego życie kilkakrotnie wisiało na włosku. Gdy został zatrzymany przez Sowietów to pokazał im zwolnienie z więzienia nazistowskiego. Myślał, że taki dokument będzie świadczyć o jego wrogim stosunku do władz hitlerowskich. Tymczasem Sowieci odczytali to zupełnie inaczej „Skoro zostałeś zwolniony to musiałeś z nimi współpracować, bo oni nikogo nie zwalniali.” Innym razem został zatrzymany w czasie wędrówki z psem. I to ten piesek uratował mu życie, bo spodobał się radzieckiemu oficerowi, który stwierdził: „Idźcie dalej.” Był również niezmiernie przewidujący. Zimą zbierał żywność, nasiona roślin, bo wiedział, że jeśli mieszkańcy wszystko zjedzą to wiosna zapanuje głód. Chował leżących na poboczach i w rowach zmarłych, bo wiedział, że grozi to wybuchem epidemii.

Początkiem końca starego ładu i porządku w Pławniowicach był dzień 17 stycznia kiedy to hrabia von Ballesterem opuścił zamek. Ks. Franz Pawlar otrzymał wszystkie pałacowe klucze. „Wręczył mi w tym momencie skrzyneczkę z wszystkimi kluczami do pałacu. Myślę, że wśród obecnych tylko ja wiedziałem, co to oznacza. – Zatem do zobaczenia – do niedzieli – powiedział. W ostatniej chwili przypomniał sobie o kuferku z naczyniami liturgicznymi, który pani hrabina otrzymała od cioci Lischabeth, na początku wojny. Wręczył mi go. (czwartek, 18 stycznia 1945 roku, str. 17-18).

Ks. Franz Pawlar by badaczem historycznym. Gdy na polu chłopi znajdowali jakieś stare przedmioty to zaraz przynosili je do duchownego żeby ocenił ich wartość. Potem oczywiście ksiądz przekazywał je dalej, do muzeów. W zacięciu historycznym był konsekwentny. „ - Znam zbyt wielu historyków, których zdanie się zmieniało w zależności od sytuacji i dlatego nie darzę ich szacunkiem. Mam rezerwę do tego co mi serwują jako prawdy objawione. Boję się żeby obrazy nie były biało-czarne, bo Śląsk z tego powodu cierpi. Każdy z nas ma prawo opowiedzieć to, co przeżył.” – powiedział Leszek JODLIŃSKI - Wierzę w to, co napisał ks. Pawlar.”

Mirella DĄBEK

 

 

Ks. Franz PAWLAR urodził się w Bieńkowicach 08 marca 1909 roku, w wielodzietnej rodzinie Hedwig i IGnatza PAWLARÓW. W roku 1930 podjął studia teologiczne we Wrocławiu, które zakończył w Innsbrucku w 1932 roku. Święcenia kapłańskie przyjął z rąk kardynała Adolfa BERTRAMA 27 stycznia 1935 roku. W swojej posłudze kapłańskiej był niemal zawsze blisko spraw Górnego Śląska i jego mieszkańców. Poza krótkim pobytem w parafii na południu Francji, od sierpnia 1936 roku przebywał na Śląsku, będąc najpierw wikarym w parafii św. Józefa w Zabrzu (wówczas Hindenburg), a następnie od 1938 roku w nowopowstałej parafii w Pławniowicach, w majątku hrabiego von BALLESTREM.

Do jego zadań należała m. in. opieka nad polskojęzycznymi parafianami i mieszkańcami Pławniowic. W konsekwencji praca ta naraziła go na policyjne prześladowania ze strony administracji nazistowskiej i uwięzienie go w gliwickim areszcie, gdzie przebywała trzy miesiące od 15 września 1939 roku. Z więzienia został wykupiony i zwolniony ze sporawą wstawiennictwa Mikołaja hrabiego von BALLESTREM. (biografia zamieszczona w książce „Dziennik ks. Franza Pawlara)

Leszek JODLIŃSKI (ur. w 1967 roku w Gliwicach), historyk sztuki, menadżer kultury. W latach 2003-08 dyrektor Muzeum w Gliwicach, w latach 2008-13 dyrektor Muzeum Śląskiego w Katowicach, dyrektor Roku Polskiego w Austrii 2002-03, wykładowca na Uniwersytecie Śląskim i Jagiellońskim z muzeologii i prawa muzeów. Ekspert rad muzeów ciał doradczych w dziedzinie promocji kulturalnej. Laureat nagrody im. Wojciecha Korfantego w 2013 roku oraz nagrody Śląska Rzecz (2011) za współtworzenie stałej trasy zwiedzania dla osób niewidomych i niedowidzących w Muzeum Śląskim. (biografia zamieszczona w książce „Dziennik ks. Franza Pawlara)