WSTĘPNE WYNIKI BADAŃ NT. UŻYCIA GERMANIZMÓW WE WSPÓŁCZESNYM REGIOLEKCIE ŚLĄSKIM

li. 20 2018

WSTĘPNE WYNIKI BADAŃ NT. UŻYCIA GERMANIZMÓW WE WSPÓŁCZESNYM REGIOLEKCIE ŚLĄSKIM

19 listopada w siedzibie Związku Górnośląskiego odbyło się spotkanie, będące wstępnym - można nawet powiedzieć roboczym - podsumowaniem projektu badawczego „Aktualny stan użycia zapożyczeń niemieckich we współczesnym regiolekcie śląskim." W tym wspólnym przedsięwzięciu Uniwersytetu Śląskiego i Uniwersytetu w Oldenburgu wzięło udział 2 tys. mieszkańców naszego regionu. Wstępne wyniki ankiet przedstawił Gerd HENTSCHEL, który jest jego inicjatorem oraz koordynatorem ze strony niemieckiej. Efekty tych badań mają pokazać, które z germanizmów są jeszcze w powszechnym użyciu, a które z kolei – odeszły w „językowy niebyt”. Ma to być wskazówka i pomoc przy kodyfikacji ślōnskij gŏdki. Powiedzmy sobie jednak szczerze, że z powodów politycznych oddala się ona coraz bardziej.

W poniedziałkowym spotkaniu wziął również udział dr Istvan FEKETE, który jako statystyk przeprowadza najważniejsze analizy badań. Jak narodził się pomysł na realizację projektu? Otóż dwa lata temu prof. Gerd HENTSCHEL przyjechał do Polski na światową konferencję polonistów, podczas której spotkał się z prof. Jolantą TAMBOR. To od Niej dowiedział się  że trwają prace nad kodyfikacją ślōnskij gŏdki. „ - Wiadomo, że zapożyczeń z języka niemieckiego, germanizmów jest bardzo dużo. Na pewno było ich jeszcze więcej. Teraz pojawia się pytanie – które germanizmy wykorzystać w kodyfikacji, a z których – zrezygnować. To była podstawowa idea tego projektu” – powiedział prof. Gerd HENTSCHEL. Przedstawiony raport jest na razie wstępny, dotyczy 900 respondentów. „- Zajmujemy się statystyką, czyli tendencją. Prawie połowa ankietowanych została już uwzględniona, dlatego mogę powiedzieć, że dzisiaj przedstawione wyniki to są już tendencje bardzo stabilne. Mniej więcej tak będą wyglądać ostateczne rezultaty” – powiedział niemiecki naukowiec.

Prof. Gerd HENTSCHEL powiedział również, że zdaniem jego śląskich kolegów – kodyfikacja bez germanizmów być może byłaby łatwiejsza do zaakceptowania przez polskie władze. „ - Może tak jest, ale to nie jest obszar mojej działalności. Natomiast uważam, że rezygnacja z pewnych germanizmów to rezygnacja ze słów, których Ślązacy używają do dzisiaj” – dodał slawista. Podał przykład dwóch zdań >Mój jung se szlecht auffiruje, ani se sztyfli nie wiksował< (Carl Kaisig) i >Franc wyjechoł sztrasynbankom do swojij libsty na bezuch< (Stanisław Rospond). Słownictwo z pierwszego z nich nie jest już obecnie używane. Natomiast wyrazy z drugiego są typowe. Projekt bada typowość germanizmów w ślōnskij gŏdce na podstawie częstotliwości. Problem jest na pewno brak korpusu reprezentatywnego języka śląskiego. Z tego powodu naukowcy chcą ustalić subiektywne prawdopodobieństwa używania germanizmów przez respondentów. „-Germanizmy wzięliśmy z dwóch słowniczków – internetowego i Marka Szołtyska zamieszczonego w publikacji „Ślonzoki nie gęsi.” Te zbiory w ¾ się pokrywają. Z całą pewnością w ankietach nie uwzględnialiśmy wszystkich elementów. To jest wykluczone, bo nikt nie zna całości. Z drugiej zaś strony - prawdopodobieństwo, że tam są najczęściej używane wyrazy jest bardzo wysokie. W ankietach umieściliśmy 700 germanizmów” – wyjaśnił Gerd HENTSCHEL. Na podstawie ankiet naukowcy dowiedzieli się, jak wygląda stopień użycia języka polskiego i śląskiego przez respondentów. Okazuje się, że często lub bardzo często posługuje się językiem polskim 87% ankietowanych, śląskim – 76%, a obu językami – 62%.  Z tego wynika, że 41% respondentów częściej używa polskiego od śląskiego, 28% częściej śląskiego niż polskiego, a 30% - jednego i drugiego w równowadze.

Gdzie się używa śląskiego? Jego częstotliwość spada od rodziny, miejsc pracy do miejsc publicznych. Co do polskiego jest odwrotne. „ - Dla mnie bardzo ciekawe było to, że stosunkowo często używa się języka polskiego w rodzinie. Dotyczyło to prawie 40% respondentów. Bądź co bądź polski jest częściej używany w miejscach publicznych. Sprawdzaliśmy również częstotliwość używania niemieckiego, bo skoro badamy germanizmy to trzeba wiedzieć jak dobrze ludzie jeszcze znają ten język. Prawie połowa powiedziała, że nigdy nie używa niemieckiego, bo go nie zna. 25% nie używa, bo nie ma okazji. Już teraz możemy powiedzieć, że znajomość języka niemieckiego nie będzie miała większego wpływu na rezultaty naszych badań. Jakiś mały wpływ jest na pewno, ale nie duży” – powiedział niemiecki naukowiec. I faktycznie z zaprezentowanych przez niego wykresów wynika, że bardzo często po niemiecku mówi zaledwie 0,6% respondentów, często -2,3%, czasami – 7,8%, rzadko – 19,1%, nigdy (nie chce lub nie mam okazji) – 27,3%, nigdy (nie znam)- 42,5%. Badania dotyczyły 770 respondentów.

Ciekawe były również odpowiedzi dotyczące tożsamości. 66,2% ankietowanych uważa się w równej mierze za Polaka i Ślązaka, za Polaka i częściowo Ślązaka – 13,5%, tylko za Polaka – 0,9%. Za Ślązaka i częściowo za Polaka uznaje się 11,7%, częściowo za Polaka i częściowo za Ślązaka – 5,2%. Za Ślązaka, nie za Polaka – 2,1%, częściowo za Ślązaka i nie za Polaka – 0,1%, nie za Polaka i nie za Ślązaka – 0,1%. „- Tu na Śląsku jest złożona tożsamość, podobne zjawisko występuje w Bawarii. Większość Bawarczyków mówi – jestem Niemcem i Bawarczykiem bez żadnej różnicy. I są tacy, który mówią czuję się bardziej Bawarczykiem niż Niemcem. W analizie, którą dzisiaj przedstawiam,  nie uwzględniłem 10% respondentów z tego powodu, że oni rzadko mówią po śląsku, a to nie jest nasza grupa docelowa” – tłumaczył prof. Gerd HENSCHEL.

Bardzo budujące były natomiast odpowiedzi na pytanie – jakie są nasze oczekiwania jeśli chodzi o status ślōnskij gŏdki. Respondenci (70%) zdecydowanie życzą sobie, aby było znacznie więcej śląskiego, przede wszystkim w mediach. Większość z tych, którzy byli „za” wybrała łagodniejszą wersję, czyli „raczej tak”, a nie „całkowicie”. Opcji „całkowicie” było mniej niż opcji „raczej”. W ankietach pojawiło się również pytanie – czy język śląski ma być urzędowym? Większość nie poparła pomysłu, żeby był równorzędny z polskim. Na pytanie – czy śląski ma być jedynym językiem urzędowym? Aż 80% respondentów tego nie poparło. Kolejne pytanie dotyczyło nauki ślōnskij gŏdki w szkołach. Ankietowani zdecydowanie wyrazili chęć, żeby tak było, by nauczycieli mówili z dziećmi po śląsku. „ - To znaczy, że musi być jakaś kodyfikacja, do jakiegoś stopnia standaryzacja” – tłumaczy Gerd HENSCHEL „- No bo jak nauczyciele mają uczyć w szkołach skoro nie wiedzą jak mają pisać, jakich słów używać?” – dodaje. W ankietach pojawiło się pytanie dotyczące kodyfikacji - czy skodyfikowany śląski ma być jeden na cały Śląsk czy też ma uwzględniać różnice między poszczególnymi częściami regionu? Większość respondentów opowiedziała się za tą drugą opcją. Prof. Gerd HENSCHEL wytłumaczył zebranym jak wyglądało to w Szwajcarii. „-Często bywam w Szwajcarii na terenie retoromańskim, tj. we wschodniej części kraju. Rząd zawsze popierał ten język i przez długie lata było pięć standardów dla poszczególnych, pięciu najważniejszych odmian. Potem władze chciały, żeby był tylko jeden retoromański i w ciągu ostatnich 20 lat rozwijali taki jeden ogólny standard. Wprowadzili go do szkół i się nie przyjął? Dlaczego? Bo dzieci, rodzice i dziadkowie powiedzieli – to nie jest nasz wariant, to nie jest nasz język. (…) Teraz w retoromańskiej Szwajcarii odchodzi się od jednego, ogólnego standardu i następuje powrót do 5 częściowych standaryzacji.”

W badaniach statystycznych wykorzystuje się trzy miary – medianę, średnią arytmetyczną i dominantę. Zostały one zastosowane również w badaniach nad germanizmami. Średnia arytmetyczna to wynik dzielenia zsumowanej wartości wszystkich badanych zmiennych oraz liczebności badanej populacji. Dominanta to  wartość występująca w danym zbiorze najczęściej. Mediana, czyli wartość środkowa, wartość przeciętna.  Zdaniem Gerta HENSCHEL germanizmy, które mają jako dominantą jedynkę, a medianę nie gorzej niż trójki (np. hasiok, cygarety, farorz, tyta, gybis, fet, flek, gerować, kipnonć, herszlag, tyj) trzeba uwzględniać. Nad tym, co znajduje się już poniżej należy się zastanowić, bo to oznacza, że te germanizmy nie są zbyt często używane.  Co wpływa na częstotliwość subiektywną germanizmów? Mogą to być cechy samych germanizmów, albo cechy respondentów. Okazuje się, że germanizmy, uwzględnione w ankietach w 60% występuje tylko w śląskim, a 1/3 występuje w innych dialektach polskich. Naukowcy trafili do Instytutu Języka Polskiego i do Polskiej Akademii Nauk, żeby sprawdzić jak wygląda użycie germanizmów w języku polskim. Okazało się, że to w Wielkopolsce najwięcej używa się takich germanizmów jak na Śląsku. „ - Moglibyśmy te, które nie są charakterystyczne tylko i wyłącznie dla Śląska wyrzucić, ale nie zrobiliśmy tego z jednego powodu – w dzisiejszych czasach możemy powiedzieć, że Ślązacy na Śląsku są w mniejszości. Z tego, co się orientuje to jest więcej ludności napływowej niż rdzennej ludności” – tłumaczył niemiecki naukowiec. Okazuje się, że takie słowa, jak: ancug, luft, mycka są używane w śląskim i czterech innych gwarach; w śląskim i w trzech – gruba, kibel, szlajer, platfus; w śląskim i w dwóch – ciga, deka, glancować, kamrat; w śląskim i w jednym – ajntopf, fedra, mandle, rojber. Prawie 50% ujętych w ankiecie germanizmów występuje tylko i wyłącznie w ślōnskij gŏdce. Okazuje się, że te słowa, które rozpowszechnione wśród ludności napływowej znacznie częściej są używane niż te wyłącznie śląskie.

            Zdaniem prof. Gerta HENSCHELA dla germanizmów najważniejsze jest, żeby była wysoka częstotliwość używania śląskiego w sferze prywatnej. Zwłaszcza jeśli chodzi o rodziny. Można zauważyć pewną prawidłowość. Ludzie, którzy w rodzinach mówią po śląsku częściej używają germanizmów. Dużą rolę odgrywa również wiek. Osoby starsze trochę częściej stosują germanizmy niż młode, ale …. „-Mogę nawet powiedzieć, najmłodsi respondenci, którzy brali udział w naszych badaniach, przynajmniej niektórzy, częściej używają germanizmów niż osoby w średnim wieku. Z czego to wynika? Najprawdopodobniej stosują słowa pochodzenia niemieckiego, aby podkreślić swoją odrębność. Chcą pokazać >Ja jestem Ślązakiem i jestem z tego dumny<. Tak są nastawieni, żeby używać tych słów, których nie ma w polskim języku standardowym. To ich odróżnia” – zauważył badacz. Zwrócił również uwagę na tzw. stracone średnie pokolenie. Zjawisko to występuje nie tylko na Śląsku, ale również na Ukrainie, na Białorusi oraz w pewnym sensie w Niemczech (język dolnoniemiecki). To „stracone średnie pokolenie” z różnych powodów musiało w mówić w innym języku, nie swoim autochtonicznym. U osób starszych występują pewne różnice wynikające z płci, ale prof. Gert HENSCHEL na razie nie potrafił odpowiedzieć czy ma to związek z wykonywanym zawodem. Ten aspekt będzie jeszcze przedmiotem szczegółowych analiz. 

Od XIX wieku, czyli wtedy, kiedy w nauce pojawił się strukturalizm ludzie są przekonani, że język, dialekt, gwara to są takie zamknięte systemy, ale tak to nie jest. To, co językoznawcy nazywają systemem to jest abstrakcja. Każda gwara, język, dialekt zmienia się jeśli społeczeństwo jest dynamiczne, kiedy ludzie przyjeżdżają, wyjeżdżają. Tylko gwary, wyraźnie odizolowane od innych tak szybko się nie zmieniają. „ - Jestem przekonany, że te elementy, które dzisiaj dostały w naszym projekcie szóstkę i siódemkę, czyli >nigdy nie używam, ale jeszcze znam< albo >nigdy nie używam, bo nie znam< jeszcze 50 lat temu ich status był zupełnie inny. Prowadziłem badania pod kątem – czego chcecie w kodyfikacji – gwałtownego powrotu do stanu historycznego czy też chcecie, aby większość ludności przyjęła ją bez problemu? To jest wasza decyzja” – mówił prof. Gert HENSCHEL. Przybliżył również jak wygląda sytuacja językowa u Czechów. Mają oni język standardowy, którego  podstawą jest czeski z początku XVII, bo w tym języku nie mówiło w XVIII i XIX wieku oprócz wsi. Wszędzie panował niemiecki. Nie było piśmiennictwa, literatury, więc w XIX wieku Czesi zdecydowali się przejąć kodyfikację historyczną. Teraz ludzie już tym literackim nie mówią. Można go usłyszeć jedynie w telewizji czy w szkołach.  Taka sama sytuacja jest w Szwajcarii. W niemieckojęzycznej części Szwajcarii ludzie posługują się na co dzień takim wariantem niemieckiego, który jest niezrozumiały dla ludzi spoza tego regionu.                                       

„ - Kodyfikacja, standaryzacja języka to jest decyzja polityczna. Trzeba wiedzieć co się chce, jak wy tu żyjecie. To nie jest prosta rzecz. Dlaczego? Bo jest państwo. Każdy niemiecki Szwajcar mówi schweizerdeutsch. Byłoby obelgą dla Szwajcara, gdyby inny Szwajcar mówiłby do niego hochdeutsch. Tu na Śląsku sytuacja jest inna. Język polski jest i dominuje, przynajmniej w przestrzeni publicznej. Musicie się zastanowić w jakim kierunku iść? Macie możliwość ekstremalną – w kodyfikacji użyć jak najwięcej germanizmów i wtedy śląski odróżniałby się maksymalnie od polskiego albo iść linią kompromisową. Co jest słuszniejsze tego wam nie powiem. Nie powiedziałbym, nawet, gdybym wiedział. Jestem naukowcem i podchodzę do tego bez emocji, ale wy nie możecie tak podchodzić. Dobrze jest znać opinię kogoś, kto jest neutralny co ma do powiedzenia na temat słów, do których macie emocjonalny stosunek. Istnieją dwa modele standaryzacji – francuski i polski. Pierwszy ma jako podstawę wyłącznie to, jak się mówi w Paryżu. Z kolei w modelu polskim – na standard języka wpływały różne jego warianty – wielkopolski, małopolski, mazowiecki, kresowy. Możemy powiedzieć – bierzemy wariant centralny i traktujemy go jako standard ogólny. To wiąże się w małych ojczyznach z dużym niebezpieczeństwem, bo może być niezaakceptowane. Albo można zrobić miszung, czyli zebranie słów z różnych terenów, ale nie ma żadnych badań empirycznych, które mówią jakie są granice, jak wyraźne są te różnice” – powiedział niemiecki naukowiec.

Mirella DĄBEK

 

 

Prof. Gert HENSCHEL „JAK TO BYŁO Z JĘZYKIEM DOLNONIEMIECKIM”

„- Pochodzę z północy Niemiec, spod Hannoveru, z terenu dolnoniemieckiego. Granica między dolnoniemieckim a resztą języków jest bardzo wyraźna -  przebiega od Aachen (Akwizgran), Köln (Kolonia) do Göttingen (Getynga) i Berlina. Studiowałem w Getyndze i tam był jeszcze dolnoniemiecki, ale to była mieszanka dolnoniemieckiego i średnioniemieckiego.  Moja mama, rocznik 1913, nie znała hochdeutsch. Dopiero pierwszy kontakt z nim miała w szkole, gdzie było zabronione, by dzieci mówiły po dolnoniemiecku. Moja mama, jak byłem dzieckiem, zabraniała aby babcia rozmawiała ze mną po dolnoniemiecku. Chciała, żeby mi było jak najłatwiej w szkole, abym zrobił karierę. Miałam to szczęście, że po dolnoniemiecku mówił dziadek mojego najlepszego przyjaciela. Oczywiście córka też mu zabraniała rozmawiać z wnukiem w tym języku. On jest postawił na swoim, a jej zakazy podsumował >Co Ty córko chcesz ode mnie. Będę mówić tak jak zawsze mówiłem<. Jako dziekan naszego uniwersytetu w Oldenburgu wprowadziłem katedrę dolnoniemieckiego. Mam miłość do małych języków, do małych ojczyzn.