V KONWEKTYKIEL SZLAKU MAGNATÓW PRZEMYSŁOWYCH „BLASKI I CIENIE ARYSTOKRACJI – HOCHERGOWIE”

gru. 15 2018

V KONWEKTYKIEL SZLAKU MAGNATÓW PRZEMYSŁOWYCH „BLASKI I CIENIE ARYSTOKRACJI – HOCHERGOWIE”

 

12 grudnia w Bibliotece Śląskiej odbył się V Konwentykiel Szlaku Magnatów Przemysłowych, poświecony historii rodu Hochberg. Co się kryje pod tajemniczą nazwą konwentykiel? Otóż są to spotkania o charakterze dworskim, bardziej wytworne, ponieważ towarzyszą im różne atrakcje, jak: pokazy tańca, pokazy mody, mini koncerty. Organizatorem konwentykli jest stowarzyszenie „Wrazidlok”, któremu szefuje dr Łukasz ZIMNOCH, pomysłodawca stworzenia na Górnym Śląsku „Szlaku magnatów przemysłowych”. Znalazłyby się na nim pałace i wille przemysłowców, m.in. Pałac Kawalera w Świerklańcu, pałac w Pławniowicach i w Pszczynie, Willa Caro w Gliwicach oraz willa Goldsteinów w Katowicach. Trzeba przyznać, że to świetny, wręcz genialny pomysł promowania historii Śląska poprzez postacie przemysłowców, którzy wywarli ogromny wpływ na rozwój regionu w XIX wieku.

Podczas spotkania w Bibliotece Śląskiej dr Arkadiusz KUZIO – PODRUCKI  wygłosił wykład „Blaski i cienie arystokracji – Hochbergowie”, a konwentyklowi towarzyszył mini koncert Klaudiusza JANI z katowickiej Akademii Muzycznej, który zagrał na rogu pszczyńskim, zwanym  Pless-Horn, plessówką. Jego twórcą był książę pszczyński Hans Heinrich XI (1833-1907) z dynastii Hochbergów, a więc wszystko w kręgu tematyki spotkania. Na koniec zebrani mogli podziwiać, jak to określił dr Łukasza ZIMNOCH, „współczesne wcielenie księżnej Daisy”. Prezes stowarzyszenia „Wrazidlok” podziękował dyrekcji Biblioteki Śląskiej za goszczenie V konwentyklu, a także władzom Katowic „ - Staramy się jeździć po całym Górnym Śląsku i opowiadać o wspaniałych kartach naszej historii. Jest to moja osobista ambicja, gdyż uważam, że za mało wiemy o dziejach regionu. Byliśmy w pałacu w Nakle i w Świerklańcu oraz w Tarnowskich Górach. Pokazujemy to, czym możemy się pochwalić. Polecamy aplikację e-magnaci. Można tam znaleźć szereg informacji o ciekawych miejscach do odwiedzenia.”

Dr Arkadiusz KUZIO - PODRUCKI - Jeśli chodzi o Hansa Heinricha XI, jak się rozmawia z samymi Hochbergami i tymi, którzy są miłośnikami historii Hochbergów, to jest uważany za postać najbardziej reprezentatywną, pomnikową. Tak jak w przypadku rodu Donnersmarck jest to Guido, Ballestrem – Franz. Za czasów Hansa Heinricha XI ród osiągnął najwyższy poziom znaczenia, potęgi, majątku oraz wpływów nie tylko  politycznych, ale też społecznych i kulturalnych. Dzisiaj V książę pszczyński Bolko Hochberg von Pless też podkreśla, że  prapradziadek to jest postać, do której się oni zawsze odwołują. Po części może wynika to również z tego, że następca Hansa Heinricha XI, czyli Hans Heinrich XV w pewnym stopniu nie dorósł do pozycji swojego ojca. Skutek jest taki, że Hans Heinrich XI nie miał konkurencji w historii rodu książąt pszczyńskich. Pełnił on funkcję Najwyższego Łowczego Cesarstwa Niemieckiego, ale nie była to jego jedyna rola. Przez wiele lat był Kanclerzem Orderu Czarnego Orła – to taki odpowiednik polskiego Orderu Białego Orła, ale starszy od polskiego. Jako Kanclerz miał ten zaszczyt, ale również obowiązek, że stał po prawej stronie cesarza przy każdej uroczystości, a więc był osobą najbliższą władcy. To też spowodowało, że splendor spływał nie tylko na niego, ale również na całą rodzinę. Pamiętajmy, że łowiectwo, polowanie to było jedno z najbardziej ekskluzywnych rozrywek arystokratów.

 Zanim jednak nadeszło dwudzieste pokolenie Hansa Heinricha XI to w historii było wiele linii arystokratycznych. Ród Hochberg pochodzi z Dolnego Śląska. Na Górnym Śląsku i w Pszczynie pojawili się dopiero w połowie XIX wieku, kiedy to oddziedziczyli poprzez małżeństwo księstwo pszczyńskie. Obejmowało ono ogromny obszar. Można powiedzieć, że  od dzisiejszej ulicy Damrota w Katowicach, gdzie obecnie mieści się siedziba Katowickiego Holdingu Węglowego, kiedyś siedziba kopalń księcia pszczyńskiego aż po Wisłę na południu. To było wolne państwo stanowe, czyli wolny pan stanowy podlegał bezpośrednio cesarzowi czy królowi czeskiemu, ale nie miał tytułu księcia. Od czasów rodu Anhalt – Cothen władcy Pszczyny tytułowali się książętami. Hochbergowie od czasów przejęcia Pszczyny byli tylko hrabiami cesarstwa. Kiedy Hans Heinrich X odziedziczył majątek pszczyński od razu rozpoczął zabiegi, uskutecznione zresztą pozytywnie, aby ten tytuł książęcy, którego wcześniej używali Anhaltowie również przeszedł na Hochbergów.

Początki rodu wcale nie były wspaniałe. W dziejach śląskich Piastów wiele postaci to – delikatnie mówiąc – nie są postacie pomnikowe. Jeden z takich książąt – książę legnicki Bolesław Rogatka, bardzo lubił łobuzować. Na jego dworze przebywał rycerz Dydryk von Hoberg. Tak w pierwszej wersji brzmiało nazwisko rodziny zapisane w dokumentach, które przetrwały do dzisiaj. Wprawdzie nie mamy informacji co Dytryk robił, bo to jest dokument w stylu  >My z Bożej Łaski Bolesław nadajemy kuźnicę…< i jako świadek jest tam wymieniony Dytryk Hoberg, ale jeśli książę prowadził powiedzmy dosyć „wesołe życie” to towarzyszyli mu najbliżsi współpracownicy, a to ci wymienieni w dokumentach. Niewykluczone, że początki rodu Hochberg są właśnie, nazwijmy to, mało arystokratyczne. Kotlina Jeleniogórska, Jawor i Świdnica to teren, gdzie miały swój początek dwa potężne rody, których przedstawiciele są znani na Górnym Śląski - Schaffgotsch, najbardziej znani poprzez postać „górnośląskiego Kopciuszka” – Johannę Gryzik oraz Hochbergowie, którzy budowali swoją potęgę wokół Wałbrzycha.

Jeden z krewnych Hochbergów, nie do końca jesteśmy w stanie stwierdzić czy potomek czy jakiś ich bratanek, to Kiczold. Nie wiemy jak to brzmiało w wersji oryginalnej. Pamiętajmy, że w XIII wieku dokumenty były pisane w języku łacińskim. Kiczold na dworze ostatnich Piastów świdnicko-jaworskich, m. in. Bolka Małego był sędzią dworskim, czyli musiał być w miarę wykształconą osobą i nieprzypadkową na takim stanowisku. Faktem jest, że od tego Kiczolda pochodzą wszystkie linie rodu Hochberg. Cała rodzina Hochberg od dwudziestu kilku pokoleń dzieli się na 3 główne rody: Hochberg und Buchwald, Hoberg (mieszkali na Górnym Śląsku. Byli właścicielami m.in. Szombierek i miejscowości Mokre. Ostatnia z rodu Otylia Hoberg, która zmarła pod koniec XIX wieku, jest pochowana na cmentarzu parafialnym w Mokrym), Hochberg – główna linia związana z Książem, a potem z Pszczyną i Roztoką. Każda z tych linii inaczej zapisywała swoje nazwisko. Skąd się to wzięło? Na samym początku wszyscy pisali się Hoberg. W kolejnych stuleciach przyjęto literę „ch”, bo w XVIII wieku Konrad Maksymilian doczytał się w dokumencie cesarskim – w akcie nadania tytułu hrabiego, że sekretarz cesarski napisał jego nazwisko >Hochberg<. Błąd polegał na tym, że przed „h” dopisał „c”. Hrabia Konrad stwierdził, że skoro tak uznał sekretarz cesarza to z władcą się nie dyskutuje i od tej pory rodzina przyjęła wersję nazwiska z „ch”.

Pierwsze wyższe splendory rodziny były związane z Kościołem. Kościół w czasie rozbicia dzielnicowego był najpotężniejszą instytucją na terenach piastowskich. Cały Śląsk to była diecezja wrocławska. Przy biskupie zawsze czuwała Kapituła. W pierwszych pokoleniach jeden z Hochbergów był kanonikiem Kapituły Wrocławskiej. Jak widać ród dość szybko awansował w hierarchii  - od zwykłych rycerzy do osób bardzo wpływowych.

Podczas bitwy pod Grunwaldem Ślązacy walczyli po obydwu stronach. Na obrazie Juliusza Kossaka „Bitwa pod Grunwaldem” widać, że nasz dolnośląski orzeł jest widoczny po stronie krzyżackiej. Ta chorągiew należała do księcia oleśnickiego Konrada VII Białego, który walczył po stronie Krzyżaków nie z wielkiej miłości do Zakonu, ale z poczucia honoru. Otóż pierwotnie książę przebywał na dworze króla polskiego króla, a dokładnie jego małżonki. Był tam paziem i chcąc doskonalić się w sztuce dworskiej i dyplomacji, udał się na dwór Wielkiego Mistrza Zakonu Krzyżackiego do Malborka. Pamiętajmy, że to był jeden z najwspanialszych dworów w ówczesnej Środkowej Europie. I będąc tam na służbie zastała go informacja, że między Królestwem Polski a Zakonem Krzyżackim wybuchła wojna. Jego ojciec Konrad III Starszy, który nie chciał się angażować po żadnej ze stron konfliktu,  nakazał mu powrót do domu. Jednak syn mu odpowiedział, że honor mu nie pozwala opuścić gospodarza dworu, na którym przebywa, w momencie, kiedy jest tragiczna chwila wojny. Faktem jest, że Ślązacy byli po jednej i po drugiej stronie. Wiele na to wskazuje, że wśród rycerstwa polskiego byli rycerze księcia cieszyńskiego Przemysława Noszaka. Jest takie przypuszczenie, aczkolwiek pozostawiam to badaczom rycerstwa polskiego. Bitwa pod Grunwaldem  zakończyła się klęską Wielkiego Mistrza, a wśród tych, którzy zostali wzięci do niewoli był książę oleśnicki oraz jeden z dwóch braci Hochberg. Jeden to był Ulrich, a drugi Konrad. Jeden z nich zginął, drugi przeżył i stał się przodkiem wszystkich dzisiaj żyjących Hochbergów.

Najczęściej patrząc na Hochbergów „widzimy” tylko tę linię pszczyńską i uważamy, że to jest zdecydowana większość dziejów rodu, a ta reszta to takie drobne dodatki. Kiedy wiosną tego roku miałem zaszczyt i przyjemność rozmawiać z księciem Bolkiem to usłyszałem z jego ust, że jak teraz poznaje dzieje rodu Hochberg to przekonuje się, że to jest tylko 1/5, a cała reszta to jest 80% historii. Ród Hochbergów z Dobrocina, koło Dzierżoniowa (Gȕttmannsdorf) od którego pochodziła linia austriacka, miał majątki w Styrii i on jako pierwszy otrzymał tytuł baronów. Ostatni jej przedstawiciele to Otylia i jej kuzyn Hermann. Otylia właśnie była dziedziczką Mokre i tam jest pochowana obok swojego męża. Mówiąc o Szombierkach czy Bobrku najczęściej pamiętamy o Schaffgotsch, ale wcześniej – ok. 10 lat – właścicielami byli Hochbergowie, inwestowali w górnictwo.

Druga linia, o której często zapominamy – Hochberg und Buchwald. Druga część nazwiska „Buchwald” przez wiele lat była najczęściej tłumaczona jako Buczek. Nie znajdziemy takiej miejscowości na Śląsku. Po dokładnej analizie map i dokumentów okazało się, że nazwa Buchwald albo Buchwaldchen (Lasek Bukowy) odnosi się do dwóch miejscowości. Jedna to jest Buczynka, a druga Bukowna, obie położone niedaleko Strzegomia. Niestety fakt, że obie miejscowości mają bardzo podobne nazwy skutkuje tym, że nie jesteśmy w stanie do końca stwierdzić, której faktycznie Hochbergowie byli właścicielami i od której wzięli tę drugą część nazwiska. Z tej linii pochodzi kolejny duchowny, znany z tego, że w klasztorze był jednym z ostatnich zakonników. Na początku XIX wieku zakony i klasztory na Śląsku zostały sekularyzowane, czyli przejęte przez państwo. A jego brat był właścicielem miejscowości Szczytna. Na szczycie góry wybudował zamek w stylu pseudogotyckim i do dzisiaj można go zobaczyć, odwiedzić. Po II wojnie światowej w zamku były dziecięce kolonie, więc może Państwo byliście w tym zamku nie wiedząc o tym. Kolejne dzieje są związane z uzyskaniem tytułu barona. Karol VII Habsburg nadał Ottonowi Konradowi tytuł czeskiego barona. Warto tutaj podkreślić, że jeśli ktoś otrzymywał tytuł hrabiego, barona czy księcia to ten tytuł był ważny tylko w danym kraju. Jeśli otrzymywał tytuł barona, hrabiego, księcia cesarstwa to ten tytuł był ważny nie tylko w danym królestwie, ale w całym cesarstwie, na które składało się ileś tam księstw, marchii. Jednym z najlepszych sposobów rozpoznawania do kogo należał majątek są herby. Trzy wzgórza i szachowane pole poniżej to herb Hochberg. Majątek w Gogołowej był w posiadaniu rodziny od XVI wieku. Niestety kilkanaście lat bytności w granicach Rzeczypospolitej spowodowało, że ten budynek chyli się ku upadkowi. Jednym z ostatnich przedstawicieli rodu jest Henryk Hochberg und Buchwald, bywa na Śląsku, jest kawalerem zakonu joannitów - to ewangelicki odpowiednik katolickiego zakonu maltańskiego. Suwerenny zakon maltański ma status państwa,  jest honorowany i uznawany przez kraje na świecie, a zakon joannitów takiego statusu nie ma.

Kolejna linia, ta później związana z Pszczyną, wywodzi się z Książa i Roztoki. Jest to przełom XV i XVI wieku. Są z nią związane dwie osoby – Konrad i jego syna Jerzy. Te dwa zamki, w Książu i w Roztoczu, od XVI wieku praktycznie aż do 1945 roku, czyli ponad 400 lat, były w posiadaniu rodziny Hochberg. Przy okazji promocji książki o Hochbergach,  Centrum Kultury Śląskiej w Nakle Śląskim odwiedził hrabia Hans Heinrich XXII. Już wiemy, że chodzi, biega kolejny potomek rodu - Hans Heinrich XXIII Hans Heinrich I, który jako pierwszy z tej linii doszedł do godności arystokratycznych, najpierw czeskiego barona, potem czeskiego hrabiego. Stąd też zmienił się jego herb – do wzgórz i tarczy dołączył lew i godło cesarskie, a dodatkowo jego syn otrzymał tytuł hrabiego cesarstwa. Hans Heinrich II i jego syn Hans Heinrich III już dożyli czasów, kiedy Śląsk przeszedł pod władzę królów pruskich. I chyba poczuli skąd wieje wiatr historii, bo dość szybko uznali władzę króla pruskiego co skutkowało tym, że obaj zostali odznaczeni najwyższym orderem pruskim, a potem niemieckim – Orderem Orła Czarnego. Hochbergowie przeskoczyli z utytułowanej arystokracji do warstwy magnatów. Nastąpiło to dzięki małżeństwu Hans Heinricha VI z Anną Emilią von Anhalt – Coethen - Pless. To jest postać, którą bardziej szanuję. Hans Heinrich VI żył w czasach wojen napoleońskich, a więc okresu niezwykle tragicznego dla Śląska. Pamiętajmy, że Napoleon na Śląsku był okupantem, a nie sojusznikiem jak po sąsiedzku w Królestwie Polskim. Stąd postępowanie Francuzów na Śląsku nie zawsze było przyjemne.”

Dr Łukasz ZIMNOCH - Nie wiem czy Państwo wiecie, że Ślązacy przyczynili się do tego, że w polskim hymnie jest jeden błąd. Jest w nim bowiem fragment, wers: >Pokazał nam Bonaparte jak zwyciężać mamy<. Ostatecznie Bonaparte nie zwyciężył. Rok 1815 to jest jednak symbol klęski i upadku. Hymn Polski został napisany wcześniej, natomiast armia, która pokonała Bonapartego był to konglomerat kilku armii państwowych. Sporą część stanowiły wojska pruskie, w których 40% stanowili Ślązacy. Historia Śląska ma wiele tajemnych momentów. Zachęcamy do podróżowania i poznawania jej w całym bogactwie.”

„- Hans Heinrich XI to jest ten szczytowy moment rozwoju, ale tak naprawdę to on tylko odziedziczył i podbił bębenek. Hans Heinrich VI mimo że musiał zastawić majątek pod hipotekę, część musiał sprzedać, przez pewien okres musiał mieszkać u szwagra, bo de facto pałac Książ nie należał do niego, to przetrwał ten zły okres w swoim życiu. Dzięki małżeństwu z Anną do majątku Hochbergów dołączyły dobra pszczyńskie i to stało się początkiem wielkiej władzy i fortuny. Takim symbolem statusu społecznego Hochbergów były wizyty koronowanych głów w Pszczynie. Bywał tu król pruski Fryderyk Wilhelm III, Fryderyk Wilhelm IV, cesarz Wilhelm II. Hans Heinrich XI był największym i najbogatszym przedstawicielem rodu. Jego fortuna przed I wojną światową była oceniana na 150 mln złotych marek. Niedawno wyczytałem, że zgodnie z danymi Deutsche Bank ówczesna marka to dzisiejsza równowartość 5 euro. A więc Hans Heinrich XI byłby współcześnie milionerem. Jego synową była księżna Daisy. Dzięki jej kontaktom w Pszczynie gościli cesarze niemieccy czy rosyjscy.”

Dr Łukasz ZIMNOCH dodał „ – Wspominał Pan o Orderze Czarnego Orła. Jeden mieszkaniec Piekar Śląskich też otrzymał takie wysokie odznaczenie. I tu bardzo ciekawa historia – był nim ks. kanonik Jan Alojzy Ficek. To było bardzo rzadkie, żeby król protestanckich Prus nagrodził tak wysokim orderem katolickiego duchownego. Śląska ziemia nie nosiła chyba większej damy niż Daisy. Bardzo często rozmawiając o arystokracji zastanawiamy się nad narodowościami. To jest bardzo kłopotliwa rzecz. Pan doktor jest w stanie powiedzieć o narodowości brytyjskiej królowej Wiktorii?”

Dr A.KUZIO - PODRUCKI „– No nie powiem.”

Dr Ł. Z. „- Jest to kłopotliwe. Jej pochodzenie było niemieckie. I dzisiaj nie miałaby żadnych problemów, żeby uzyskać niemiecki paszport. Natomiast była lojalną monarchinią

Dr A.K. – P.„ - I brytyjską patriotką.”

Dr Ł. Z. „- Wzorcową nawet, możemy powiedzieć. Daisy zanim wyszła za mąż musiała przedstawić swoje drzewo genealogiczne. Wywodziła się od królewskiego rodu Plantagenet. Kilkanaście pokoleń było częścią brytyjskiej arystokracji. Z jej rodzinie pochodził premier Winston Churchill. Ona była w samym sercu brytyjskiego etablismentu. Nie pochodziła z burżuazji, nie była z tych, którzy się dorobili i awansowali społecznie, ona tam była zawsze.

Dr A. K. – P. „ - Jej rodzina była bardzo blisko zaprzyjaźniona z brytyjskim dworem królewskim. Nawet były zakulisowe opowieści, że sama Daisy, chrześniaczka króla Wielkiej Brytanii, była jego córką. Pani Barbara Borkowy, która bardzo dogłębnie badała te sprawy uważa, że jest to tylko salonowa plotka, a faktycznie nie ma szans na to, żeby Edward był jej ojcem. Daisy oficjalnie to była Maria Teresa, jej siostra  Shelagh to Konstancja. Miała jeszcze brata, którego uwielbiała. Parę lat temu w jednym z londyńskich atelier fotograficznych znaleziono komplet zdjęć z początku XX wieku. Była na nich również Daisy. Na jednym ze zdjęć Daisy pozuje w stroju na bal. Trzeba było przebrać się w strój historyczny. Daisy wybrała temat starożytnego Wschodu i to był strój królowej Saby – tak sobie go wyobrażano. Królowa Saba powinna mieć stroje bliskowschodnie, jakieś tuniki (…) Największe bale odbywały się na początku XX wieku. Jako żona jednego z najbogatszych ludzi epoki podróżowała po Europie, po świecie.

Do legendy przeszła jej podróż do Indii, gdzie spotkała maharadżę, który potem przyjechał do  Europy. Skutkiem tego spotkania było również to, że w Europie pojawił się najdłuższy sznur pereł. Ten słynny naszyjnik, który – jedni mówią, że zginął, a inni mówią, że jest w skarbcu Narodowego Banku Polskiego. Skarbiec Daisy został w 1945 roku rozpruty przez ówczesne władze i przejęty jako depozyt, chociaż nikt z Hochbergów w depozyt go nie przekazał.

Dr Ł. Z. „- Chcemy pokazać, że to była postać wręcz posągowa. Daisy, która miała bardzo dużo kłopotów rodzinnych – jej mąż miewał różne partnerki czym księżna była załamana, ale ona  również pałała afektem do różnych innych panów. Nastąpił rozwód. Natomiast kolejna eksplozja jej popularności, bo była już gwiazdą salonów europejskich, to wydanie jej pamiętników. Gdzieś znalazłem informację, że w jednym roku były aż 17-krotnie wznawiane, żeby zaspokoić popyt czytelniczy.

Dr A. K. – P. „- Były w dwóch edycjach. Bo najpierw wydała edycję, nazwijmy ją – bardziej grzeczną „Taniec na wulkanie”. A potem wydała drugą, mniej grzeczną „Lepiej przemilczeć”, w której jest bardziej szczera.

Dr Ł. Z. „- Daisy to nie tylko gwiazda europejskich salonów. Mimo że nigdy nie wyjechała do Stanów Zjednoczonych to również tam była gwiazdą wydawniczą i tam jej pamiętniki cieszyły się ogromną popularnością. Koniec był taki, że jej mąż znalazł sobie młodą, atrakcyjną Hiszpankę, z którą się ożenił. Po czym doszło do kolejnego skandalu, do gigantycznego skandalu. Syn księcia zakochał się w macosze i ojciec się z nią rozwiódł. Syn ożenił się z byłą macochą. Daisy to nie tylko >malowana lala<, to nie tylko postać, która tańczyła, śpiewała, recytowała, tęskniła do wspaniałych świąt w Anglii, która ciągle narzekała, że na pszczyńskim, pruskim dworze jest zimno, sztywno; że musiała uchodzić z wieczerzy wigilijnej, żeby zjeść te rzeczy, które jej najbardziej smakowały i urządziła sobie prywatne wigilie ze służącymi. To nie tylko to. Daisy to też filantropka. Kiedy w okolicach Wałbrzycha odkrywa gigantyczną śmiertelność niemowląt, które nie miały wystarczająco dobrej jakości mleka wymyśliła specjalny system dostawy. Dążyła do uporządkowania gospodarki ściekowej, co było wtedy rewolucyjnym rozwiązaniem.”

Dr A. K. – P. „- Wspomniał pan o Stanach Zjednoczonych, że tam nie była, ale jej rodzina już tam była. Jeden z przodków Daisy - Thomas West De La Warr był gubernatorem Wirginii, czyli jednej z kolonii brytyjskich w Ameryce Północnej. Od jego nazwiska De La War powstała nazwa jednego ze stanów – Delaware. Głównym nazwiskiem Daisy było West. W Wielkiej Brytanii jest ten problem, że nazwisko musi być akurat tą najważniejszą częścią. Sir Winston Churchill tak de facto miał tych nazwisk kilka, a najważniejszym nazwiskiem było Spencer. Dokładnie jak Diana Spencer, bo to byli dalecy kuzynowie. Churchill to było jego trzecie nazwisko.

W czasie I wojny światowej i po niej, gwałtownie zmieniła się sytuacja życiowa wielu Europejczyków. Tak samo było w przypadku rodziny Hochberg. Constance była jedną z najbogatszych osób w Wielkiej Brytanii, 3/4 Londynu jest własnością diuka Westminster. Wyszła za mąż za Hugha Richarda Artura Grosvenora, II księcia Westminsteru. To małżeństwo nie było zbyt szczęśliwe. Rozwiedli się, ale faktem jest, że do końca życia Hugh uznawał Constance za jedną ze swoich największych miłości. Wspominaliśmy o związkach z rodziną Churchilla. Georg, czyli młodszy brat Daisy, ożenił się z wdową po lordzie Marlborough, czyli po ojcu Winstona Churchilla – Randolfie. George był ojczymem Winstona Churchilla. Też się rozwiedli. Żadne z trojga rodzeństwa nie zaznało szczęścia w małżeństwie. Faktem jest też, że wszystkie te postacie były związane z największymi fortunami ówczesnej Europy, w wydaniu brytyjskim, czy niemieckim.

My najczęściej patrzymy na Hochbergów przez Pszczynę, ale Daisy za Pszczyną nie przepadała. Jej ukochanym zamkiem był Książ. Może dlatego, że tam spędzała czas jako młoda księżna Prinzessin von Pless. Zdecydowanie wolała Promnice, które są nieopodal. W Pszczynie są pomieszczenia odtworzone na podstawie dokumentacji, którą wiele lat temu przekazał wnuk Daisy - książę Bolko. Dzięki Daisy w Pszczynie pojawiła się luksusowa , jak na tamte czasy, instalacja -  łazienka z toaletą.

Dr Ł. Z. „- Książ to obecnie trzeci pod względem kubatury pałac na dzisiejszych ziemiach polskich, po Wawelu i Malborku.

Dr A. K. – P. „- Jeśli chodzi o zamek Książ, to co dzisiaj oglądamy jest niestety skutkiem lat II wojny światowej. Ten zamek został skonfiskowany przez władze hitlerowskie. Miała być urządzona jedna z kwater do dyspozycji Hitlera. Jest wymieniona lista pomieszczeń, które miały być przygotowane i są dwa pomieszczenia z napisem „Zimmer für Fȕhrer” Hitler tam nigdy nie był. Kilku miesięcy temu udostępniono kolejną część podziemi i to, co możemy oglądać to jest podobno 1/10 tego co faktycznie jest. Jedynym pomieszczeniem historycznym jest sala Maksymiliana - sala widoczna od frontu, która zachowała swój wygląd. Pozostałe sale to jest rekonstrukcja. Kilka lat temu Fundacja Księżnej Daisy otrzymała skarb – kilkaset zdjęć zrobionych przez kuchmistrza, głównego kucharza książąt pszczyńskich – pana Hardekena. Te zdjęcia są bezcenne, bo ukazują nie tylko codzienność, ale również wnętrza zamku Książ. Na tej podstawie dzisiaj jest przywracany ich wygląd, np. parkiety.

W czasie II wojny światowej jedyną postacią z linii książęcej była Daisy. Traktowano ją  jak wroga.  Na dodatek zarówno w czasie I, jak i II wojny światowej pomagała brytyjskim więźniom i jeńcom. Zachowało się wspomnienie jednego z więźniów kacetu w Rogoźnicy, że przyjeżdżała tam starsza dama, która siadała na fotelu i rozdawała im niemiecką żywność, zapakowaną w szary papier. Dopiero po latach dowiedział się, że to była księżna Daisy. Skutkowało to tym, że była pod permanentną obserwacją Gestapo. Uprzykrzano jej życie na wszelkie możliwe sposoby. Za zdradę uznano fakt, że jej starszy syn Hans Heinrich XVII zawnioskował o obywatelstwo brytyjskie i będąc w Wielkiej Brytanii ochotniczo wstąpił do armii brytyjskiej, a młodszy Aleksander przyjął nazwisko Pszczyński i wstąpił do armii polskiej, był adiutantem generała Władysława Sikorskiego.

Jeszcze była kwestia długów, które ciągnęły się za Plessami od czasów międzywojnia po polskiej i niemieckiej stronie. Na tej podstawie dobra skonfiskowano. Daisy, która mieszkała w budynku bibliotecznym w Książu musiała się stamtąd wynieść. Została wywieziona do budynku zarządu do Wałbrzychu, gdzie pozostawała pod opiekę jednej ze służących. W czasie I wojny światowej Daisy wbrew mężowi Hansowi Heinrichowi XV  zatrudniła się w pociągu sanitarnym i tam udzielała pomocy rannym żołnierzom niemieckim, walczącym na froncie południowym. To spotkało się z ogromną podejrzliwością, zarzucano jej, że jest szpiegiem. Przyczyną tego było również to, że w  czasie pierwszej wigilii odwiedziła obóz jeńców brytyjskich i rozmawiało z nimi po angielsku. W tym czasie Pszczyna była kwaterą główną wojsk niemieckich; miejscem, gdzie działy się rzeczy związane z I wojną światową.

Dr Ł. Z. „- W 1918 roku, kiedy Polska odzyskała niepodległość pojawiła się idea, że Daisy i Hans Heinrich XV, albo ich syn będą królami polskimi.”

Dr A. K. – P. „- Ale to zanotowała tylko Daisy w swoich pamiętnikach. Nie ma na to dokumentów. Natomiast są papiery na to, że królem Polski miał być arcyksiążę Karol Olbracht z Żywca. Nawet znajdziemy to w amerykańskich dokumentach. Tych kandydatów do polskiej korony było kilkoro. Faktem jest, że Daisy i jej rodzinie było najbliżej, bo Pszczyna była kwaterą główną państw centralnych w czasie I wojny światowej. De facto można powiedzieć, że Hochberg zbankrutowali. Przypomina mi się taka scena z filmu „Magnat”, kiedy polski rząd rekwiruje ananasy, które książę pszczyński sobie sprowadził z dalekich krajów, a jako własność księcia zostały zarekwirowane.”

W V konwektyklu wzięła udział: Mirella DĄBEK