POLSKIE KOMUNISTYCZNE OBOZY KONCENTRACYJNE?

st. 26 2018

POLSKIE KOMUNISTYCZNE OBOZY KONCENTRACYJNE?

 

Warszawski sąd wydał wyrok w sprawie sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”. Portal Newsweek.pl musi sprostować – zdaniem wymiaru sprawiedliwości – nieprawdziwe tezy, które znalazły się w tekście Pauli SZEWCZYK. Dziennikarka zrecenzowała książkę Marka ŁUSZCZYNY „Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne”. W związku z toczącą się w Polsce dyskusją nt. Holocaust wyjaśniamy, iż publikacja dotyczy okresu powojennego.

            Po X Marszu Pamięci o Ofiarach Zgody w świętochłowickiej szkole salezjańskiej odbyła się dyskusja nt. jak nazywać obozy, do których po wojnie trafiali Ślązacy, Niemcy, ale również Polacy. Wzięli w niej udział – Przewodniczący Ruchu Autonomii Śląska – dr Jerzy GORZELIK i Członek Zarządu Województwa Śląskiego, Wiceprzewodniczący Ruchu Autonomii Śląska, przedstawiciel Śląskiej Partii Regionalnej – dr inż. arch. Henryk MERCIK. Oto zapis ich wypowiedzi.

Monika KASSNER (Wiceprzewodnicząca Ruchu Autonomii Śląska) :- W „Słowniku Języka Polskiego” obóz koncentracyjny jest zrównany z obozem zagłady.(…) definicja obozu koncentracyjnego to skoncentrowanie ludności na określonym terenie, bez wyroku sądu i uznawanej za niewygodną dla władz. I właśnie takim miejscem była Zgoda, gdzie skoncentrowano bardzo dużo osób. Udokumentowane jest ponad 1800 ofiar. Czasami nawet rodziny się nie dowiadywały o śmierci najbliższych. Jedynym śladem po ich śmierci są akta w Urzędzie Stanu Cywilnego w Świętochłowicach. Dlatego chcemy przywołać ten termin i wyjaśnić kontrowersje, nie oskarżamy nikogo i nie mówimy, że niemieckie obozy koncentracyjne były polskimi.”

Dr Jerzy GORZELIK „ - Nie zaczynałbym uzasadnienia swojego stanowiska od tego, że nikogo nie oskarżam, bo oskarżam i robię to w pełni świadomie. Z jednej strony oskarżam tych oczywiście, którzy obozy zakładali, w tych obozach dopuszczali się okrucieństw wobec osadzonych, jak i tych, którzy dzisiaj zakłamują obraz przeszłości. Oskarżam sąd w Warszawie o to, że ogranicza wolność słowa mając najmniejsze z kompetencji wypowiadać się na temat historii Górnego Śląska czy nawet Polski. (…) Natomiast z definicji nie zgadzam się z zasadą odpowiedzialności zbiorowej i nie oskarżam Polaków jako ogółu tak jak Ślązaków trudno oskarżać o to, że generałowie pochodzący z Górnego Śląska i będący niewątpliwie Górnoślązakami niemieckiego ducha brali udział w najgorszych zbrodniach nazistowskich. (…) Wróćmy do sedna dyskusji – polskie komunistyczne obozy koncentracyjne. Sądzę, że co do drugiej części nie należy toczyć sporów. To jest sprawa dosyć oczywista, że były to obozy koncentracyjne. Kiedy przyjmowaliśmy na wniosek Klubu RAŚ jako Sejmik Wojewódzki w roku 2011 uchwałę ustanawiającą Dzień Pamięci o Tragedii Górnośląskiej to siłą rzeczy musieliśmy zdefiniować Tragedię Górnośląską i uczyniliśmy to zgodnie z naszymi założeniami. Może część z Państwa przypomina sobie czasy kiedy Tragedię Górnośląską wyjaśniano tylko i wyłącznie jako deportacje do ZSRR. My chcieliśmy ująć to zjawisko znacznie szerzej by nie pomijać takich miejsc jak Zgoda. I wtedy pewien radny, on wówczas był radnym PO, później był wicewojewodą, dzisiaj też jest w jakiejś partii, nie muszę wymieniać nazwiska, protestował przeciwko użyciu przymiotnika „koncentracyjny”, więc zostały same „obozy”. Stwierdził, że osoby, które były w obozach nazistowskich mogłyby się czuć urażone tym, że pojęcie obozy koncentracyjne jest używane w innym kontekście. Nie przemawia do mnie ta argumentacja. Ale jak Państwo wiecie, polityka to sztuka kompromisu. Ważne, że ten Dzień Pamięci o Tragedii Górnośląskiej mamy i że instytucje publiczne włączają się w jego upamiętnienie. Wróćmy do elementu „polskie komunistyczne”. Nasi oponenci nie kwestionują drugiego z tych komponentów, w przeciwieństwie do pierwszego. Uważają, że owe obozy były tworzone i administrowane przez instytucje ówczesnego, nie w pełni suwerennego, państwa polskiego. Natomiast to państwo jest uważane za polskie, a nie za strefę okupacyjną ZSRR. Ponieważ gdyby uznano je za strefę okupacyjną dzisiaj nie obowiązywałoby prawo PRL. Prosta sprawa – nie obowiązywało po 1945 roku prawo III Rzeszy na terenach, które do III Rzeszy były wcielone, a które były de jure okupowane. W momencie kiedy znika okupacja, znika okupacyjne prawo. Jak wiadomo RP zachowuje ciągłość prawną z PRL. Druga rzecz związane jest z celem, któremu podporządkowane zostały takie obozy, jak Zgoda. Otóż cele zostały sformułowane na gruncie ideologii komunistycznej. Dążenie do państwa jednolitego narodowościowo nie wynika z marksizmu – leninizmu. Brutalizacja życia niewątpliwie ułatwiała zamykanie ludzi z powodów innych niż klasowe, polityczne, czyli z powodów etnicznych, narodowych. Zatem przymiotnik „komunistyczny” nie opisuje całego zjawiska jakim były obozy. O tym, że mówimy polskie obozach komunistycznych ma porządkujący wymiar. Mianowicie istniały również sowieckie obozy na Górnym Śląsku, jak np. w Toszku, które były zakładane przez NKWD. Rozdzielenie tych różnych obozów wymaga dodatkowych określeń. Dlaczego w ogóle dodajemy komunistyczne? Czy nie nazywać tych obozów polskimi? Wydaje mi się, że to także będzie ułomne. Po pierwsze pojawi się tutaj problem braku rozróżnienia między tymi obozami, o których dzisiaj mówimy a tymi które funkcjonowały w czasie II wojny światowej. Były w istocie niemieckimi, nazistowskimi obozami. (…) Druga rzecz już o niej wspomniałem, związana z obozami sowieckimi. Czasami pojawia się taki argument, że w obozach tych służyli Polacy. Przeciwnicy mówią, że nie do końca Polacy, jako przykład podają Morela. Jest tu pewna niekonsekwencja z przypisywaniem obywatelom pochodzenia żydowskiego narodowości polskiej i odmawiania tej narodowości, gdy mamy do czynienia ze zbrodniarzami. Ważne jest jakiemu państwu służyli. W niemieckich, nazistowskich obozach koncentracyjnych wśród personelu nie brakowało ukraińskich zbrodniarzy. Te obozy nie stały się przez to obozami ukraińskimi. Obozy, jak ten na Zgodzie były polskie, nie z uwagi na narodowość personelu, ale za to jakie państwo je tworzyło, jakiej ideologii te obozy służyły i jakie organy nimi administrowały. To są w moim przekonaniu wystarczające argumenty. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Sejm RP wczoraj dostarczył nam kompletnego i wystarczającego argumentu.

Dr inż. arch. Henryk MERCIK „- Powiem w zasadzie tak samo jak powiedziałem dzisiaj pod bramą. Skąd się to wszystko bierze trzeba się w ogóle zastanowić. Wydaje się, że są takie dwie możliwości. Kiedy zaczęto głośniej mówić o Tragedii Górnośląskiej to padało wiele głosów, że to był rodzaj sprawiedliwości, że ci, którzy tutaj byli Niemcami, prześladowali Polaków itd. w czasie wojny, czyli był podział – Polak – Niemiec. To, że oni znaleźli się w tych obozach po wojnie czy zostali deportowani to był rodzaj sprawiedliwości. Natomiast to nie trwało długo, ponieważ pogłębianie się powszechnej wiedzy na temat tego co się działo z Górnoślązakami sprawiło, że ta teza o usprawiedliwieniu upadła. Skoro już nie możemy powiedzieć, że to jest usprawiedliwione, że to był akt sprawiedliwości to wtedy nastąpiło wyparcie tego jeśli chodzi o państwo polskie, które nic nie zrobiło w sensie upamiętnienia Tragedii Górnośląskiej, nie zdobyło się nawet na ukaranie – jak powiedział Jerzy pod bramą –żadnego ze sprawców. Nastąpiło wyparcie, które polega na tym, że tłumaczy się z jednej strony jako zbrodnie sowieckie, a z drugiej – były to jakieś enigmatyczne, komunistyczne obozy. Komunistyczne, czyli w sensie niczyje, w sensie jakiegoś powiązania z organizmem państwowym. Moim zdaniem tę sytuację będzie bardzo trudno zmienić. Oczywiście nie możemy się na to absolutnie godzić, dlatego, że cały czas się nam wmawia, że to jakiś importowany aparat złożony z importowanych osób tutaj działał, bez powiązania z jakąkolwiek państwowością. Jest to nie tylko nieuczciwe, ale także nie pozwala na jakiekolwiek rozliczenie się z tego, co się działo na Górnym Śląsku. Możemy obchodzić Dzień Tragedii Górnośląskiej natomiast to wszystko, co się wydarzyło wynika tylko i wyłącznie z aktywności organizacji lokalnych, z naszej obecności w Sejmiku, wynika też z tego, że włączył się do tego arcybiskup Wiktor Skworc i nie można już było tego zamieść pod dywan. Skoro pojawiło się muzeum w Radzionkowie to nie można udawać, że tego tematu nie ma. Ostatnim bastionem obrony przed powiedzeniem wszystkiego jest sprawa pojęciowa. I objawia się tym, że nie można powiedzieć polskie czy koncentracyjne, bo koncentracyjne to są jakieś gorsze niż ten. Widocznie nie był taki zły, bo skoro nie był koncentracyjny to może był bardziej łagodny. Nie da się tego bronić w nieskończoność. Natomiast ma to bardzo niebezpieczne skutki, bo jest to stawianie całego aparatu państwowego zawsze w roli ofiary. Zawsze jak się coś działo złego to nas przy tym nie było, bo nie było wtedy państwa, nie było wtedy Polaków. Jest to niebezpieczne, natomiast przybiera na sile i wypieranie się tego wszystkiego, co działo się prowadzi do jeszcze innych skutków, bo to myślenie nacjonalistyczne mocno się odradza. I to jest nie tylko negowanie, że są mniejszości etniczne, ale przede wszystkim jest teraz bardzo nasilone politycy zajmują się wzbudzaniem lęku przed jakąkolwiek innością. Ktoś kto nie spełnia normy Polak, katolik stanowi zagrożenie. Ślązak trochę inny to musi być podejrzany. Wtedy się gra kartą lęku przed Niemcami. Mówi się, że to ukryta opcja niemiecka. (…) Skoro nie można powiedzieć, że to był akt sprawiedliwości. To się już w zasadzie nie dzieje. To trzeba zrzucić winę na kogoś. I to się dzieje – wyparcie, my nie mieliśmy z tym absolutnie nic wspólnego. Kuriozalne, bo skoro nie mieliśmy nic wspólnego to czemu wtedy, kiedy można było to zrobić nie ukarano nikogo.

Dr Jerzy GORZELIK „- Chciałbym wyjaśnić ewolucję mojego stanowiska. Pamiętam, parę lat temu występując u Jana Pospieszalskiego w programie „Warto rozmawiać” zostałem zapytany o kwestię polskich komunistycznych obozów koncentracyjnych. Wtedy stwierdziłem, że położyłbym nacisk na pojęcie komunistyczne. To mogło mieć czas kiedy wydawało się, że fala nacjonalizmu w Polsce nie wzbiera, że społeczeństwo się europeizuje, przyjmuje wzorce zachodnie, przyjmuje standardy debaty publicznej i nie jest potrzebne stosowanie tego rodzaju elementów szokowej terapii. Jednak to się zmieniło. To, co chciałem podkreślić pod bramą, że w każdej opowieści, którą jakaś wspólnota prezentuje odbijają się wartości, które ta wspólnota przyjęła. To, że dzisiaj usiłuje się zatrudnić sąd i parlament w celu wyeliminowania „polskie” z określenia obozów wskazuje na to, jaki jest system wartości podzielany przez znaczącą część elity politycznej, ale niestety – i przez sporą część społeczeństwa. Zatem mamy do czynienia z unikaniem wszelkiej sugestii o tym, że za zbrodniami, których dokonywano w powojennej Polsce stała nie tylko komunistyczna ideologia, ale były również zbrodnie, których dokonywano w imię ideałów państwa jednolitego narodowego, ideału podzielanego przez znaczącą część sił opozycyjnych wobec komunistów, i tych, które współtworzyły z nimi Rząd Tymczasowy, i tych, które były na emigracji. I niestety znaczącą część społeczeństwa. Niemcy wiedzą jaką pracę trzeba wykonać i ile lat trwa rozliczenie z przeszłością tych ludzi, którzy byli świadkami zła, którzy powtarzają >ale my nie przyłożyliśmy do tego bezpośrednio ręki<, ale mają świadomość, że to zło dotknęło ich sąsiadów, a oni wiedząc o tym nawet nie kiwnęli palcem. Skala jest inna, ale sprawa bardzo podobna. I właśnie, że skala jest inna trudno oczekiwać od naszych współobywateli by tę pracę wykonali. Dzisiaj w Niemczech obchodzony jest Dzień Pamięci o Ofiarach Narodowego Socjalizmu w rocznice wyzwolenia obozu Auschwitz – Birkenau. My oczywiście jesteśmy informowani na bieżąco przez państwową telewizję, że Niemcy wypierają się swojej odpowiedzialności za nazizm. Myślę, że przywołany przeze mnie - chociaż tego jeden - fakt wystarczająco wyjaśnia nam wiarygodność tezy z tymi, którymi jesteśmy konfrontowani. A w tym samym czasie przyjmuje się w Polsce nowelizację ustawy, w której przewidziane jest łatwiejsze ściganie za używanie pojęć, które mogą być przez Polaków uznane za uderzające w ich narodową godność. Ktoś może powiedzieć, że możemy opowiedzieć naszą historię słowami żeby nikogo to nie raziło. No ale chyba nie na tym ma polegać równość wobec prawa i wolność słowa, dlatego postanowiłem także zmienić swoją  retorykę i konsekwentnie nie unikać przymiotnika „polski” mówiąc o obozach koncentracyjnych, bo dla takiej wspólnoty jak nasza takie kwestie są kwestiami zasadniczymi i nie godzę się – nikt z nas nie powinien się godzić – na rozgrzeszanie polskiego nacjonalizmu tylko dlatego, że jest polski.

Dr inż. arch. Henryk MERCIK „- Absolutnie nieuczciwe jest to, że w ordynarny sposób, montując takie ustawy czy wciągając w to sądy zamyka się dyskusję, dlatego ludzie wiedząc jak to będzie będą się bali dyskutować. W sposób ordynarny zamyka się ludziom usta, zamyka się dyskusję nt. najbardziej tragicznych wydarzeń w ich historii. To w państwie prawa, państwie demokratycznym nie powinno mieć miejsca. Dyskusja powinna być otwarta i powinniśmy – my Ślązacy – móc dyskutować o swojej historii w sposób otwarty. I to my powinniśmy „wydyskutować” jakich pojęć używać, a nie że ktoś nam będzie narzucał. Bo od tego jest tylko krok do wartościowania tego wszystkiego, powrotu do przeszłości, bo za chwile ktoś stwierdzi, to był akt sprawiedliwości.”

Dr Jerzy GORZELIK „- Byłem już o to pytany przez dziennikarzy. Domyślam się jakie mogą być relacje niektórych mediów. Gdy idziemy w naszym pochodzie z Katowic do Świętochłowic powiewają górnośląskie flagi obecna jest od kilku lat flaga niemiecka. Kiedyś byli uczestnicy z flagą polską. Nikt oczywiście nikogo nie wyklucza z tej wspólnoty pamięci na Zgodzie ginęli również ludzie o polskiej tożsamości. Fakt, że te obozy były tworzone i administrowane przez polskie władze nie oznacza dewaluacji polskich symboli i wykluczenia Polaków z tej pamięci historycznej. Natomiast oczekuje się od nas zaniechania wskazywania na narodowy komponent Tragedii Górnośląskiej tak usiłuje się od nas również wyrzeczenia się wszelkich związków i kontaktów z naszymi niemieckimi współobywatelami, członkami mniejszości niemieckiej. Niejednokrotnie spotykaliśmy się już z sytuacją, kiedy flagi RFN obecne chociażby na marszu autonomii – nieliczne – były eksponowane na główny motyw w relacjach telewizyjnych czy prasowych. Niektórzy też z Państwa pytają czy nie stosowniej byłoby zasugerować uczestnikom by schowali flagi. Tego nie zrobię z dwóch względów. Po pierwsze – z tego samego, z powodu którego nie wyrzucę kogoś z flagami polskimi. Ludzie ze względu na swoją narodowość, którzy identyfikują się z pewnymi ideami mają prawo brać udział we wszelkich przedsięwzięciach RAŚ. Zawsze byliśmy otwarci, tacy zamierzamy pozostać. W tym konkretnym jednak przypadku kiedy obecna flagę państwa niemieckiego traktuje się jako symbol kojarzony z III Rzeszą, a z czymś takim wielokrotnie się spotykałem wypada przypomnieć, co również dzisiaj przypomniałem – że w takich obozach jak ten więzieni byli niemieccy patrioci i za wierność tej fladze, którą dzisiaj widzieliśmy na marszu, fladze Republiki, którą III Rzesza uznała za symbol niegodny i niepożądany. Dla tej flagi, która pozostaje symbolem demokracji i otwartego społeczeństwa na takich marszach, jak ten dzisiejszy na Zgodę, zawsze będzie miejsce. Tak jak dla flagi, którą używa demokratyczna RP.           

Dyskusji wysłuchała: Mirella DĄBEK