PO WOJNIE LAGRŌW NIE ZAWARLI

lt. 25 2010

 

 
OBOZÓW NIE ZAMKNIĘTO PO WOJNIE
 
 
            23 lutego na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego - z inicjatywy Śląskoznawczego Koła Naukowego „Sodalitas Silesiana” - odbyło się spotkanie „Obozów nie zamknięto po wojnie”. Prelekcję wygłosił dr Dariusz WĘGRZYN – pracownik naukowy Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach. Uzupełnieniem wykładu była projekcja filmu "Zgoda-miejsce niezgody" - o świętochłowickim obozie pracy dla Górnoślązaków.
 
WYZWOLENIE W WERSJI RADZIECKIEJ
 
            Dr Dariusz Węgrzyn przedstawił sytuację na Górnym Śląsku po wkroczeniu Armii Czerwonej w styczniu 1945 roku. "-Czas wyzwolenia to zarazem kolejny przykład kompletnego niezrozumienia skomplikowanej historii regionu pogranicza. To jedna z najczarniejszych kart w historii Śląska" - powiedział prelegent. Wkraczający Rosjanie, a z nimi nowa polska władza komunistyczna nie rozumiała niuansów narodowościowych Górnego Śląska. Dla nich volksdeutsch z Katowic czy Bytomia był takim samym volksdeutschem jak ten z Generalnej Guberni. Sowieci potraktowali mieszkających tu Górnoślązaków jako tych, którzy zdradzili.
            Cały tragizm 1945 roku polegał na tym, że dla czerwonoarmistów Górnoślązak znaczył Niemiec, a przecież mieszkała tu ogromna masa ludzi, którzy określali się jako "tutejsi" i utożsamiali się z Ziemią Śląską, a nie z jakimś narodem. "-Sowieci szli od wschodu. Widzieli zniszczone miasta i wsie, tysiące mogił. Narastała w nich nienawiść. Ziemie Górnego Śląska to pierwsze ziemie niemieckie, na które wkroczyli i to tutaj dali upust swojej nienawiści do Giermańców" - mówił prelegent. Szlak przemarszu czerwonoarmistów to szlak znaczony mogiłami pomordowanych cywilów. Bytom-Miechowice, Gliwice-Bojków, Przyszowice, Rogów, Dobrzeń Wielki - groby o których nie mówiono przez dziesiątki lat, ponure dowody okrutnej, wojennej zawieruchy. Gwałty, kradzieże, rozstrzeliwanie cywilów - tak wyglądało wyzwolenie w wersji sowieckiej.
            Zdaniem pracownika IPN - w przeciwieństwie do oddziałów gwardyjskich, które jak najszybciej chciały znaleźć się w Berlinie, najgorsze były jednostki tyłowe i szpitalnicy. Uzbrojeni w broń dokonywali brutalnych przestępstw i podpaleń, jak szarańcza niszczyli wszystko, co znalazło się na ich drodze. Jako przykład dr Węgrzyn podał Olesno, które zostało zajęte bez walki. Tymczasem po wejściu polskiej armii, w marcu 1945 roku, okazało się, że spora część miasta jest spalona. Mieszkańcy opowiadali, że zgubne okazało się sasiedztwo ... gorzelni w Sowczycach. Upojeni alkoholem żołnierze - dla zabawy - podpalali budynki. Rozmiar zniszczeń był ogromny. Na dodatek czerwonoarmiści byli podjudzani przez oficerów, że trzeba niszczyć wszystko, co niemieckie.
             Koniec stycznia 1945 roku to pierwszy akt Tragedii Górnośląskiej. Rozstrzeliwania, aresztowania, gwałty .... To dopiero był początek. Wkrótce rozpoczęły się masowe deportacje Górnoślązaków do ZSRR w ramach tzw. batalionów pracy. Okazuje się, że zostały one utworzone znacznie wcześniej niż państwa alianckie wyraziły zgodę na ich powstanie - podczas konferencji w Jałcie (11.02.1945). Śląsk był usiany punktami internowania mężczyzn w wieku 17-50 lat. Wykorzystywano do tego nie tylko szkoły i większe budynki użyteczności publicznej, ale również infrastrukturę niemieckich obozów. Prawdopodobnie do ZSRR wywieziono ok. 90 tys. Górnoślązaków, natomiast władze polskie – kiedy zaczęło brakować rąk do pracy w kopalniach i hutach – zwróciły się do władz radzieckich o zwolnienie tylko 25-30 tys. mężczyzn, czyli tych, którzy zadeklarowali opcję polską.     
            Rosjanie wywozili także sprzęt z zakładów przemysłowych należących do Niemców. Zdaniem dr Dariusza Węgrzyna – istnieje duże prawdopodobieństwo, że zdemontowane części fabryk nie zostały w ogóle wykorzystane przez Rosjan w produkcji, a raczej trafiły na złom. Bowiem by uruchomić skomplikowaną aparaturę trzeba było posiadać wiedzę jak to zrobić ...
            „-Rok 1945 doprowadził do przemodelowania, gruntownej zmiany Górnego Śląska pod względem narodowościowym – wywieziono tysiące Ślązaków do ZSRR, przesiedlono Niemców, a ich miejsce zajęły osoby, które przybyły z zewnątrz.” - podsumował wykład prelegent.
 
                   „LUDZIE LUDZIOM ZGOTOWALI TAKI LOS...”
 
            Wstrząsający film dokumentalny „Zgoda-miejsce niezgody” był świetnym uzupełnieniem wykładu dr Węgrzyna. Oprócz archiwalnych zdjęć, fachowych opinii historyków, nie brakuje wspomnień Górnoślązaków i Niemców, którzy przeżyli tę obozową gehennę. Trafiali do lagru z powodów narodowościowych. Komunistycznych oprawców nie interesowało, że ktoś nie popierał nazimu, ba! - był nawet szykanowany za swoje antyhitlerowskie poglądy. Wystarczyło, że mówiłeś po niemiecku albo podpisałeś volkslistę. Wśród aresztowanych nie brakowało powstańców śląskich. Nie szczędzono dzieci „- Dostałem się do Markthalle – dzisiaj tam jest jakiś dyskont w Świętochłowicach, a kiedyś była rzeźnia. W 1945 roku był to punkt zborny więźniów. Miałem wtedy 8 lat. Powieszono mnie na takim haku rzeźniczym i bito” - starszy pan nie kryje wzruszenia ....
            W kilka miesięcy po odejściu Niemców, baraki byłego podobozu KL Auschwitz w Schwientochlowitz znowu się zapełniły ... Jeden z bohaterów filmu – Niemiec, który w dniu aresztowania miał 15 lat, wspomina „-Gdy przekroczyliśmy bramę obozu i przeczytałem napisy w języku niemieckim ostrzegające przed ucieczką, stwierdziłem – jestem w niemieckim lagrze!”. Komendant obozu – Żyd Samuel Morel - i jego oprawcy tak witali więźniów „-Hallo przyjaciele! Jak się macie? Jesteści tu po to żeby wyzdychać. Szkoda na was nabojów. Stąd już nie wyjdziecie, was stąd wywiozą”.
            Warunki panujące w obozie było straszne – panował głód, w barakach panowało przeludnienie, więźniowie spali po czterech-pięciu na jednym łóżku. 80-letnia kobieta wspomina
„-Gdy przybyliśmy do obozu kazali się nam rozebrać. W jednym szeregu ustawiono mężczyzn, a w drugim kobiety. Staliśmy nadzy. Było to dla nas strasznie upokarzające.”
            Samuel Morel, który przypomnijmy uniknął odpowiedzialności za swoje bestialstwo, gdyż władze Izraela odmówiły deportacji, był okrutnym i bestialskim „człowiekiem”. Jak wpadał w szał to uderzał więźniów taboretem w głowę...taboretem z czasów hitlerowskich ....
            Jednym z najniebezpieczniejszych rodzajów tortur była tzw. piramida. Więźniowie   układali się po 4-5 w jednym poziomie, potem kolejny i kolejny .... Taką piramidę tworzyło 20-30 ludzi. Na górę wchodzili milicjanci, którzy tańczyli i skakali.Ci, którzy znajdowali się na samym dole, umierali.
            Obóz istniał do jesieni 1945 roku. Z danych przytoczonych przez dr Adama DZIUROKA z IPN przewinęło się przez niego 6 tys. ludzi, a 1/3 z nich zmarła.
 
Mirella DĄBEK