"OBERSCHLESIEN-KOŁOCZ NA DROGA"

kw. 24 2010


 


"OBERSCHLESIEN - KOŁOCZ NA DROGA"



 



 


„- Chciałbym podziękować władzom Zabrza i Domowi Współpracy Polsko-Niemieckiej z Gliwic za organizację premiery mojego filmu oraz za ogromne zaufanie, jakim mnie obdarzono. Nikt tego filmu nie widział, a jednak władze miasta bez problemu wyraziły zgodę na jego projekcję. “Oberschlesien-kołocz na droga” to zakończenie tematu o ludziach, którzy żyją między Polską a Niemcami” - powiedział do gości, zgromadzonych w zabrzańskim kinie „Roma”, reżyser dokumentalnego filmu "Oberschlesien-kołocz na droga" - Michał MAJERSKI.



 



 



 


W piątkowy wieczór, 23 kwietnia sala kinowa zapełniła się do ostatniego miejsca. . Wśród zaproszonych gości nie zabrakło bohaterów filmu, przedstawicieli władz miasta (wiceprezydent miasta – Krzysztof LEWANDOWSKI), polityków (poseł – Mirosław SEKUŁA), dziennikarzy oraz przedstawicieli śląskich oraganizacji i stowarzyszeń. Oczywiście w tym znamienitym gronie nie mogło zabraknąć Ślunskiej Ferajny. Musieliśmy być w Zabrzu co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze – nie być na premierze takiego filmu, to grzech zaniechania, po drugie – jednym z bohaterów filmu jest tata naszego kolegi Petera – Theo LANGER. Zresztą Peter też wypowiedział się na temat poczucia przynależności narodowościowej.


Po premierze filmu odbyła się dyskusja nt. śląskiej tożsamości, w której wzięli udział: reżyser filmu – Michał MAJERSKI, znany felietonista i producent filmów dokumentalnych o naszym regionie – Michał SMOLORZ, bohater filmu – ks. Paweł PYRCHAŁA oraz Przewodniczący Ruchu Autonomii Śląska – dr Jerzy GORZELIK.


Po spotkaniu, nasz kolega – Peter LANGER – wręczył reżyserowi, w imieniu mysłowickiego Stowarzyszenia, przychwolenie za propagowanie śląskości i śląskiej tematyki.


„Oberschlesien – kołocz na droga” pokazuje przede wszystkim ogromną miłość Górnoślązaków do swojej małej ojczyzny, w której się urodzili czy z którą związali swoją przyszłość. To zapis, czasami bardzo emocjonalnych, wspomnień, przeżyć, a także przemyśleń nt. śląskiej tożsamości i wypływających z tego konsekwencji. Film jest próbą odpowiedzi kim czują się Ślązacy i z czego wynika brak zrozumienia specyfiki tego regionu kiedyś i obecnie. Pewne zależności i mechanizmy zarówno polityczne, jak i socjologiczne funkcjonujące na Górnym Śląsku wyjaśnili: dr Jerzy GORZELIK oraz Michał SMOLORZ.



 



 


„MY SOM ŚLUNZOKI ...”



 


„- My nie som ani Poloki, ani Niymcy. My som Ślunzoki. Zawsze starom się to podkryślać niezależnie kaj żech jest i z kim” - mówił Peter LANGER. Podobnego zdania jest Damian KACZMARCZYK z Zabrza-Mikulczyc “- My czujemy, że my som u siebie i niy mom zamiaru się stond przekludzać”.


Znany śląski społecznik, autor książek - Alojzy LYSKO z Bojszów – tak wspomina narodziny swojej śląskiej tożsamości: „- Mama zawsze mówiła, że tu jest Śląsk, a za Wisłą jest Polska. Podkreślała, że wiatr wieje od polskiej strony. Dawało mi to na myślenie, bo skoro jest stamtąd, to nie jest od nas, ze Śląska. To właśnie mama zasiała we mnie ziarno śląskości.” W jego wspomnieniach nie brakuje tych związanych z tragicznym okresem II wojny światowej. Ojciec pana Alojzego – też Alojzy – zginął na froncie wschodnim (przyp. aut. - w styczniu 1944 roku w miejscowości Jamki na Ukrainie, podczas ofensywy wojsk Żukowa i Koniewa w tzw. kotle korsuńskim. Został przejechany przez radziecki czołg. Ze zmiażdżonymi nogami prawdopodobnie dwa dni konał na ukraińskim stepie). ”- Mama była zaganiana, bo przy hutach i kopalniach sprzedawała jajka, sery. Pamiętam płaczącą babcię, która mi mówiła: >Miałach dwóch synów i żech ich potraciła na wojnie<. Mój ojciec nie chciał iść do Wehrmachtu, bo wiedział, że będzie służyć Hitlerowi”.


Theo LANGER z Mysłowic wiele wycierpiał, zwłaszcza w okresie powojennym, tylko dlatego, że nigdy nie ukrywał swojego niemieckiego pochodzenia. Pod koniec II wojny światowej, kiedy zbliżali się Sowieci, miał szansę wyjazdu do Niemiec „- Pamiyntom, że było już słychać radziecko artyleria, kiedy odjeżdżoł ostatni cug. Ktoś mnie namawioł żebych do niego wsiodł, a jo żech zapytoł: >Po co mom uciekać? Jo żech jest Ślunzok i jestech u siebie<”.


O skomplikowanych stosunkach narodowościowych i historii, która w nieodwracalny sposób wpływała na losy Ślązaków wspomina Walter SMYCZEK „- Dziadek ze strony mamy walczył w powstaniach śląskich, dziadkowie ze strony mamy byli Niemcami. W rodzinie Smyczków od rano do wieczora mówiło się po polsku, w rodzinie mojej mamy – po niemiecku. W czasie II wojny światowej synowie dziadka – powstańca byli w Wehrmachcie. Ja byłem w wojsku polskim, a moi synowie – w Bundeswehrze”. Walter SMYCZEK nie znał swojego ojca - żołnierza Wehrmachtu. Poznał go dopiero dzięki 79 listom z frontu, które otrzymał od matki. “- Te listy były pełne miłości i szacunku. Opisywały codzienne życie. Dopiero z nich mogłem się dowiedzieć jakim człowiekiem był mój ojciec, co czuł, jak kochał nas i swoją śląską ziemię.”


Kilkunastoletnia Alicja TUMULKA urodziła się w Niemczech. Obecnie mieszka na Śląsku. “- Dla mnie kiedyś Polska była czymś nieokreślonym. To było miejsce, gdzie jechało się na wakacje albo do babci, ale nie miejsce do życia codziennego. Dla moich rodziców powrót na Śląsk był powrotem do rodzinnych stron, a dla mnie nowym etapem. Pamiętam jak odkrywałam mowę śląską. Nigdy nie zapomnę jak usłyszłam słowo “dzioucha”. Było to coś niesamowitego, tak mi się spodobało.”



 


PRECZ Z GERMAŃCAMI!”


W okresie powojennym nastąpiło zderzenie autochtonicznej ludności śląskiej z ludnością napływową. Ci ostatnie przywieźli ze sobą inne tradycję, inne doświadczenia wojenne, inne wartości. To zderzenie dwóch różnych kultur nie mogło nie doprowadzić do konfrontacji.


- W szkole średniej spotkałem chłopców z innych regionów Polski – wspomina Alojzy LYSKO


Ojciec Antka zginął z rąk Wehrmachtu, więc wszystko co niemieckie było przez niego znienawidzone. Wiedziałem, że wcześniej czy poźniej dojdzie między nami do konfliktu. Kiedy się dowiedział się, że mój ojciec zginął w mundurze niemieckiego żołnierza, powiedział: >Precz z Germańcami<. Coś się we mnie zagotowało. Strasznie się pobiliśmy.”


Theo LANGER jeszcze do dzisiaj kręci z niedowierzaniem głową “- Potym tyle lot po wojnie musiołech słuchać, że jestech hitlerowcem. Jeszcze w latach piynćdziesiontych jak ktoś niy mioł czopki w kratka, to był podejrzany, a na kobiyta w spodniach godali Nimka”


Po wojnie wielu Ślązaków nie umiało posługiwać się poprawną polszczyzną. Najczęściej mówili po niemiecku albo po śląsku - w domu, w szkołach, na podwórku. Dla tych, którzy przyjechali na Śląsk, było to niezrozumiałe. Tym bardziej, że niemiecki kojarzył się z językiem znienawidzonego okupanta.


Theo LANGER wspomina “- Niy umiołech po polsku. Jak ktoś godoł do mie po polsku, to uodpowiadołech po niymiecku”.


“- Pamiętam chłopaka-sierotę, którego wychowywały siostry zakonne. Pod koniec wojny przywiozły go do babci. Chłopak nie umiał słowa po polsku, więc babcia zamykała go przez kilka miesiecy w komórce żeby przy ludziach nie wymsknęło mu się jakieś zdanie po niemiecku” - wspomina Alojzy LYSKO. W szkole było dużo dzieci, które miały imiona Johann, Alojzy, Erna, Edna. Nic więc dziwnego, że były solą w oku kierownictwa szkoły. Naciskano na rodziców żeby te imiona zmienić na polskie, słowiańskie...


Karol HERRMANN z Gliwic wspomina, że Urząd Bezpieczeństwa zmuszał do zmiany imion i nazwisk na polskobrzmiące. Panu Karolowi “przypadło” nazwisko Buczek.


- Funkcjonariusz wzion jakiś wykaz i godo tak – Zmieniymy wom nazwisko. Przelecioł palcem. Na A, na B ... a niych bydzie na B – Buczek”. Nie inaczej było na Bojszowach. “- Rodzinie Fuchs zmienili nazwisko na Lisowski. Najstarszy z braci przez kilka miesięcy ukrywał się w lesie, bo nie chciał się na to zgodzić. UB, widząc jego desperację, zostawiło mu nazwisko Fuchs, ale młodsi bracia byli Lisowskimi. - mówi Alojzy LYSKO.


Dla Ślązaków zakończenie wojny nie oznaczało kresu cierpień i bólu. Zaczął się czas odwetu, zemsty, niszczenia wszystkiego, co nosiło ślady niemieckości albo tak się kojarzyło. Ks. Prałat Paweł PYRCHAŁA, (kiedyś proboszcz parafii w Zabrzu) wspomina, że poczucie krzywdy towarzyszyło Ślazakom jeszcze przez wiele lat po wojnie. “- Przyszedł kiedyś do mnie parafianin i powiedział mi, że jak będziemy śpiewać “Maryjo, Królowo Polski” albo “Boże, coś Polskę”, to on wychodzi z kościoła, by był w obozie w Świętochłowicach-Zgodzie.”


Alexander i Agata ŻYMEŁKA wyjechali do Niemiec pod koniec lat osiemdziesiątych. Wrócili na Śląsk w 2004 roku żeby objąć rodzinny interes – piekarnię. W Niemczech nie czuli, że są u siebie. Zwyciężyła tęsknota za rodziną i rodzinnymi stronami. “- Do piekarni czynsto przyjeżdżajom ludzie, co wyjechali uod nos do Nimiec. Zawsze zamawiajom po kilka blach kołoca i bierom do Nimiec. KOŁOC NA DROGA ....”



 


AMPUTOWANY KAWAŁEK TOŻSAMOŚCI



 


Również historycy i intelektualiści dostrzegają negatywne skutki antyśląskiej polityki władz polskich. Znany dziennikarz, produceny filmów dokumentalnych o Śląsku, Michał SMOLORZ zauważa “- Nie zapominajmy, że w latach 1945-89 był na Górnym Śląsku urzędowy zakaz nauczania języka niemieckiego. Gdyby zrobić ankietę, mało kto wymieniłby powieści niemieckie, czy wiedziałby kim był Scholtis, Kiss czy Eichendorf. A przecież dorobek kulturalny Górnego Śląska, który wyrósł w kręgu języka niemieckiego, jest ogromny. Amputowaliśmy kawałek tożsamości jak kawałek ręki”.


Podobnego zdania jest dr Jerzy GORZELIK, wykładowca historii sztuki na Uniwersytecie Ślaskim “- Większość publikacji dotyczących historii śląskiej sztuki jest po niemiecku. Brak znajomości tego języka sprawia, że młodzi ludzie mają zamkniętą drogę do prawdziwej kopalni wiedzy”.


Wiele do życzenia pozostawiają również lekcje historii i edukacji regionalnej. “- Nasze dzieci nie uczą się historii Górnego Śląska. Uczą się o tym, co działo się na ukraińskich stepach, a często nie wiedzą, co działo się niedaleko ich domu rodzinnego” - mówi dr Jerzy GORZELIK


“-Na Ślasku była i jest programowa antyniemieckość. Często zauważam, że jest ona silniejsza wśród mieszkańców naszego regionu niż nawet wśród mieszkańców Mazowsza czy Wielkopolski. Boimy się, że przykleją nam łatkę niemieckości i przez to nie zostaniemy wybrani na dyrektora, radnego czy posła.” - mówi Michał SMOLORZ.


Obecną sytuację polityczną Śląska dr Jerzy GORZELIK tak ocenia: “- Demontaż systemu politycznego, który odebrał nam autonomię, rozbudził pewne nadzieje na zmianę sytuacji Śląska. Niestety, nie zmienił sposobu myślenia. W Polsce nadal pokutuje pogląd, że wszyscy powinniśmy mówić jednym językiem. Spis powszechny ujawnił istnienie w Polsce największej, bo liczącej aż 173 tys, mniejszości śląskiej. To zostało zlekceważone przez władze. W publikacjach nie pojawia się wzmianka o tej mniejszości. Europejczycy, Polacy nie powinni obawiać się śląskiej autonomii. Nasze dążenia do autonomii są pokojowe, odpowiedzialne i legalne. Doskonale wiemy, że konflikt Ślązaków z tymi, którzy mają polską identyfikację narodową, byłby samobójczy dla regionu”.


Michał SMOLORZ uważa, że strach przed Śląskiem, to strach przed nieznanym. Dla większości Polaków, Śląsk to terra incognita.



 


Miejmy nadzieję, że dzięki filmowi Michała MAJERSKIEGO śląska terra incognita stanie się bardziej zrozumiała... Reżyser zadedykował film wszystkim tym, którzy “pozostali lub stali się Ślązakami”. Jakże równie wymowna dedykacja.



 


Mirella DĄBEK


linka zy bildami


http://picasaweb.google.pl/101621055116807757965/KoOczNaDroga#