NIYFORMALNY TREF ZE KOMISYJOM MNIYJSZOŚCI NARODOWYCH I ETNICZNYCH - CZYŃŚĆ III - NIEFORMALNE SPOTKANIE Z KOMISJĄ MNIEJSZOŚCI NARODOWYCH I ETNICZNYCH W SIEMIANOWICACH ŚLĄSKICH – CZĘŚĆ III

mrz. 10 2019

NIEFORMALNE SPOTKANIE Z KOMISJĄ MNIEJSZOŚCI NARODOWYCH I ETNICZNYCH W SIEMIANOWICACH ŚLĄSKICH - CZĘŚĆ III

07 marca w Siemianowickim Centrum Kultury „Zameczek”, z inicjatywy Związku Górnośląskiego, odbyło się nieformalne spotkanie Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych z przedstawicielami śląskich organizacji regionalistycznych dotyczące aktualnej sytuacji ślōnskij gŏdki. W tym gronie znaleźli się przedstawiciele Ruchu Autonomii Śląska, Ślōnskij Ferajny, Przymierza Śląskiego, Szkryfki, Związku Ludności Narodowości Śląskiej oraz Oficyny Śląskiej. W spotkaniu wziął udział euro poseł Marek PLURA.

           Spotkanie, które prowadził Prezes Związku Górnośląskiego – Grzegorz FRANKI, trwało ok. 2 godzin, a zapis dyskusji jest ciekawą lekturą. Nie komentujemy ani wypowiedzi polityków, ani też przedstawicieli środowisk regionalistycznych. Ocenę pozostawiamy Wam. Warto przeczytać ten tekst, ponieważ nie znajdziecie go na parlamentarnych stronach internetowych, ponieważ – jak jużwspomnieliśmy – było to spotkanie nieformalne. 

     Peter LANGER ze Ślonskij Ferajny zwrócił się do posłów „ - To co powiym to tak rechtownie do wszyjskich, obojyntnie z jakij sōm zajty. Gryfnie tu było pedziane ilu my już tu lŏt, wiela lŏt my robiymy. Przekŏżcie to inkszym – wiycie co ludzie gŏdajōm? To niy partie, ino wyście sōm ȏdpowiedzialni we Polsce. Polska nŏs niy uznaje, Polska ȏbracŏ sie przeciwko nŏm. Ślōnzŏki majōm has potym, niy do PO czy PiS, ogólnie majōm pretynsje do Polski, bo Polska ȏbracŏ sie puklym do nich. Ô co my proszymy – Ślōnzŏki, ȏrganizacyje to nic niy ma. Zobŏczcie, tyla lot, a w jakiym my sōm punkcie, co Wyście zrobili dlŏ nŏs - Polska, Sejm. To, co jŏ gŏdŏm wierzcie mi gŏdajōm >Co Polŏki zrobili dlŏ nŏs?< Weźcie se to do serca, niy partie, ino ludzie, zrōbcie cos dobrego. Ślōnzŏk jedzie na Kaszeby, je po polsku a po kaszebsku, funkcjonuje jynzyk. Wszyjscy majōm zoca do Polski, do państwa polskiego, do tego regionu. Wracŏ do kuzyna do Ôpola, sōm napisy po niymiycku a po polsku. Wszyjsko funkcjonuje, nikt niy je gyjgyn, wszyjsko funkcjonuje. Tak rechtownie to co dzisiej je to my sami zbudowali, a Wy – Polska – w przenośni, Państwo Polskie co wyście nŏm dali. Zrozumcie, że to co robicie to niy Wy, ani Wasze partyje, ino Ślōnzŏki takie jak jŏ gŏdajōm >Co nŏm ta Polska dała? Pojakymy Polŏki niy majōm zocy dlŏ Ślōnzŏkōw?”

Dariusz DYRDA, red. nacz. „Ślunskigo Cajtunga”, poparł wypowiedź Petera LANGERA „ - Również do wszystkich posłów, nie tylko Państwa tu obecnych. Wśród nas Ślązaków panuje przekonanie, że po I wojnie światowej, po plebiscycie Śląsk trafił do Polski po trosze z woli Ślązaków, a po trosze wbrew naszej woli. Od Państwa Polskiego zależy, czy my potraktujemy Państwo Polskie jak matkę, czy jako złą macochę. Przez lata brutalnej polonizacji, w czasie PRL traktowaliśmy coraz bardziej jak macochę. Po 1989 roku wierzyliśmy, że staliśmy się częścią demokracji. Po 30 latach macocha kopie nas coraz mocniej, bije coraz mocniej. Jako młody człowiek myślałem o sobie >Polak<. Coraz częściej myślę – jak Peter – >Wy, Polacy<. Już nie utożsamiam się z tą nacją. Zachowanie polskiego ustawodawcy jako całości spowodowało we mnie wyparcie polskości, spowodowało takie wyparcie polskości w dziesiątkach tysięcy innych Ślązaków. Tak naprawdę Państwo Polskie prowadząc politykę nieuznawania naszej odmienności kulturowej, etnicznej, językowej robi sobie z kilkuset tysięcy obywateli polskich wrogów. Dając im prezent, poczujemy się – jak Peter wspomniał – współobywatelami. Na razie czujemy się coraz bardziej wykluczeni, wyrzuceni poza nawias tego społeczeństwa i dopóki Państwo Polskie nie zacznie traktować nas poważnie to będziemy tymi wrogami coraz bardziej. To jest naturalny proces każdego odrzuconego, że staje się coraz bardziej wrogi w stosunku do tego, kto go nie traktuje poważnie i to jest przykra dla mnie refleksja, bo ja bym chciał się czuć, jak w największym stopniu, obywatelem, który kocha Polskę, ale Polska daje mi do tego coraz mniej szans. Jest to - jak wspomniałem - refleksja smutna, nie chcę się rozwodzić nad edukacją regionalną, które jest prowadzona fatalnie, ale to nie jest Państwa posłów problem. Ja uważam, że ten program jest żenujący. Natomiast wracając do języka, bo o tym tutaj rozmawiamy. Gdyby Państwo Polskie pokazało nam, że nas szanuje jako równorzędnych obywateli to stałoby się dla nas ogromną wartością. Na razie nią nie jest.”

Do tych dwóch wypowiedzi ustosunkowała się posłanka Gabriela LENARTOWICZ (PO) „ - Zacznę od tego, że nie traktuję tego emocjonalnego podziału, który wybrzmiał: >my posłowie> jako alienacja Państwa Polskiego, w opozycji do śląskości. Myślę, że takie podziały są sztuczne i niesprawiedliwe. Moi dziadkowie ze strony mamy pochodzą z Siemianowic, ze strony ojca to gwary laskie, spod Raciborza. (…) Nie chciałabym, żeby tak były ustawiane te relacje, bo też myślimy >Śląsk<. Musimy sobie tę dyskusję uporządkować, żeby nam było łatwiej. W przeciwieństwie do Posła Dudy uważam, że edukacja regionalna nie jest związana ze specyficznymi regionami i ona nie powinna być dobrowolna, powinna być obowiązkowa w każdej szkole, w każdym miejscu w kraju, bo poczucie więzi i wiedzy o miejscu, kulturze lokalnej jest cywilizacyjnym wymogiem każdego wykształconego człowieka. I to powinno być obowiązkowe. Ale edukacja regionalna nie jest edukacją tożsamości, że ktoś kogoś na kogoś przerabia. Dostarczymy uczniom wiedzy to nie znaczy, że my ich do jakichś wiary czy poczucia innej tożsamości namawiamy. Poczucie własnej tożsamości to jest kwestia wyboru i kultywowania autentycznego, który się dzieje w postaci stowarzyszeń. I to jest kwestia regionalno – edukacyjno – tożsamościowa. A druga kwestia to sprawa języka regionalnego, lokalnego, czy jak byśmy go nazwali. Nie ma definicji ogólnoświatowej (…) Jeśli mówimy, że jest ewidentnie praktykowany, to jest takie najlepsze świadectwo, to jest Muttersprache, jak mówią >z domu<, bo to się wynosi z domu. Musimy się zastanowić jak to zrobić, jak przekonać arytmetyczną większość w Sejmie, żeby to wprowadzić, bo to jest kuriozum. W sobotę wróciłam z południowego. Tam jest okręg, gdzie mieszka 17 tys. osób, które mówią językiem latino, który ma 14 odmian. I od 1973 roku jest uznawany przez rząd włoski, po bardzo wielkich problemach politycznych, za język regionalny. Jak to praktycznie zrobić, żeby śląski został wpisany do ustawy? Musimy, po pierwsze przekonać, że edukacja regionalna wszędzie, czy to będzie w Małopolsce, Kieleckim nie wiąże się z tym, że jest w opozycji do tożsamości narodowej, tylko jest jej uzupełnieniem. A po drugie język regionalny nikomu nie szkodzi, że jest. On nie prowadzi do zmian politycznych. Największym problemem, który czujemy wszyscy, z wpisaniem śląskiego jako języka regionalnego było to, bo to się podskórnie wszędzie przewija, że to się wiąże z pewną autonomizacją polityczną. Myślę, że jedyną szansą jest oddzielenie tych dwóch sfer – języka regionalnego od kwestii autonomizacji politycznej. Jak to oddzielimy to będzie nam łatwiej przekonać większość do uznania języka śląskiego za język regionalny. Jeśli chcecie autonomii to zróbcie to na dwa etapy.” Trzeba przyznać, że wypowiedź Poseł Gabrieli LENARTOWICZ wywołała prawdziwą burzę na sali. Do Posłanki zwrócił się red. Dariusz DYRDA „- Pani Poseł, my mamy udawać, że nie chcemy czegoś, co chcemy?” Gabriela LENARTOWICZ odpowiedziała „ - Źle się zrozumieliśmy. Ja nie mówię o udawaniu, tylko o oddzieleniu tych dwóch kwestii.” Red. Dariusz DYRDA „ - Ale one są oddzielone.” Posłanka PO Gabriela LENARTOWICZ „ - (…) Ja to mówię z punktu widzenia skuteczności, praktyczności uznania języka śląskiego. Powinno się wyraźnie te dwie kwestie oddzielić, bo mamy z tym większą szansę. Nie mówię, że większą rację, tylko, że są większe szanse. Bo trudniej przekonać obecną większość sejmową do dążenia do autonomii Śląska, a łatwiej do języka śląskiego.” Red. Dariusz DYRDA „ - Ale Pani Poseł my mówimy o dopisaniu języka do ustawy, a nie o autonomii Śląska”. Posłanka Gabriela LENARTOWICZ „ - Ale jeśli między wierszami jest ciągle coś innego.”
Do gorącej dyskusji włączył się Przewodniczący Związku Ludności Narodowości Śląskiej - Andrzej ROCZNIOK „ – (…) polskie służby specjalne uznają język śląski, dlatego pracują nad tym, żeby skłócać te środowiska i żeby Wam podawać taką opinię. Oni właśnie o tym myślą. Nie myślą co Polska zrobiła, w przyszłym roku będzie 75 lat (przyp. aut. od zakończenia II wojny światowej). Pochodzę z tych terenów, które w 1945 roku zostały pod zarząd tymczasowy oddane. W szkołach podstawowych za mówienie po śląsku, nie – po niemiecku z matematyki, fizyki były obniżane oceny. Tego do dzisiaj nikt nie rozliczył. Żydów, Ukraińców, Łemków wywożono. Przepraszam, czy nas w jakikolwiek sposób przeproszono za te wypędzenia, za te obozy koncentracyjne, za wyrzucanie z domu? Bez tego pokazania nie ma spojrzenia na dzisiaj.”
Posłanka Gabriela LENARTOWICZ odpowiedziała „ -Ja się z Panem zgadzam. Mówiłam o pewnym praktycznym aspekcie tego zagadnienia. A chodziłam do takiej samej szkoły.”  Głos zabrał Antoni DUDA (PiS) „ - Szanowni Państwo, ja jestem w tym towarzystwie gorolem, który z własnej woli, bez żadnego nakazu przyjechał na Śląsk jako młody człowiek po studiach, jak to mówiłem >Przyjechałem po przygodę do Opola<. Tutaj poznałem piękną dziewczynę, z którą się ożeniłem. Żyjemy 44 lata. Okazała się Ślązaczką. (przyp. aut. salwa śmiechu na sali). Specjalnie powiedziałem >Okazało się<, bo gdy się żeniłem to rodzice mnie lekko przestrzegali >Antek, bo Ty się żenisz ze Ślązaczką<. Różne były opinie na temat Ślązaków. Mieliśmy różne przykłady w rodzinach. Ze starszego pokolenia, mój wujek, który przyjechał na Ziemie Odzyskane w 1945 roku ożenił się, jak to mówiono, z Niemką i nie byli dobrym małżeństwem. Oboje byli tak samo winni, nie dobrali się. Ja się ożeniłem ze Ślązaczką i do dzisiaj sobie to cenię, i się cieszę. Nie można powiedzieć, że była w jakikolwiek sposób dyskryminowana w moim, polskim towarzystwie, nie mówiąc o mojej rodzinie. Oczywiście mowa śląska, wiem to z jej opowiadań - była lekko prześladowana, to za dużo powiedziane - w szkole, o której Pan wspomniał, upominano dzieci, żeby mówiły po polsku.” Red. Dariusz DYRDA dodał: „ – Bito, Panie Pośle”. Poseł Antoni DUDA odpowiedział: „ - I to jest prawda. Dzisiaj po przełomie trudno Wam powiedzieć - przepraszam, że mówię Wam, ale Wam jako Ślązakom - że w jakikolwiek sposób jest Wasza mowa prześladowana. Wręcz przeciwnie, staje się modna. My mówimy >śląska gwara<. Jestem gorolem i u nas w górach też się mówi gwarą, której nikt nie rozumie.” Red. Dariusz DYRDA „ - Z których gór Pan Poseł jest?” Antoni DUDA „ - Jestem ze Starego Sącza, Beskid Sądecki. Troszeczkę mnie boli jak Pan mówi o wrogości Polski jako takiej do Ślązaków. Nie widzę tak tego .” Red. Dariusz DYRDA „ - Panie Pośle, my tak to odbieramy.” Poseł Antoni DUDA „ - Nie widzę naszej wrogości. Oczywiście trzeba odróżnić poszczególne osoby od polityki państwa. W żaden sposób nie chcemy dyskryminować. Mamy obiekcję co do autonomii. Osobiście jestem przeciwny autonomii Śląska w sposób jak to prezentuje Ruch Autonomii Śląska, ale mowa śląska w zupełności, w żaden sposób mi nie przeszkadza. W tym towarzystwie, w którym się obracam nie znam nikogo, kto przez to, że jest Ślązakiem i mówi po śląsku jest w jakikolwiek sposób gorszy. Chciałem zapewnić Państwa, że z naszej strony absolutnie nie ma wrogości do mowy śląskiej”. 
Red. Dariusz DYRDA odpowiedział: „- Panie Pośle ja wiem. Ja mam mnóstwo przyjaciół Polaków, większość z nich chce posłuchać jak mówię po śląsku. Pan ma 100% racji. Tylko kiedy mówię o Państwie Polskim to ja nie mówię o obywatelach tego państwa. Ja mówię o państwie, w którym, gdy chcę robić zakupy po śląsku, a ekspedientka nie potrafi mnie obsłużyć to zmieniam sklep na taki, w którym potrafi. Natomiast, gdy muszę załatwić sprawę w swojej gminie to ja nie mogę iść do innej gminy, bo tam mnie nie obsłużą. Ponieważ jest to gmina, w której ponad 40% zadeklarowało narodowość śląską oczekiwałbym od państwa, a język regionalny to wprowadza, że jeśli przyjdę do urzędu gminy i mam ochotę mówić językiem ojczystym, a nie polskim, którym władam nie gorzej niż Pan Poseł, ale nie jest ojczystym, że mógłbym wtedy w tym języku ojczystym mówić. Tak po prostu. Kiedy w bardzo śląskim mieście moja ciotka dzwoni do pogotowia ratunkowego, w sumie instytucji państwowej i nie potrafi wytłumaczyć im, że jej mąż ma zawał serca, bo nie potrafi powiedzieć tego po polsku to już, Panie Pośle, nie jest sprawa indywidualnych Polaków. To jest już kwestia rozwiązań prawnych, albo się je wprowadza w regionie zamieszkałym przez 30-40% ludzi posługujących się tym językiem, albo się ich nie wprowadza. I jeśli się ich nie wprowadza to państwo tych ludzi odpycha, czyni ich z automatu obywatelami drugiej kategorii. Abstrahując od tego jakie podejście do tego ma góral z Nowego Sącza, czy mieszkaniec Kaszub czy Warszawy. Panie Pośle to nie ma znaczenia (…)

Dyskusji wysłuchała: Mirella DĄBEK