HENRYK SŁAWIK – ŚLĄSKI BOHATER, CZYLI SOCJALISTA I CZŁOWIEK, KTÓRY MIAŁ ODWAGĘ PRZECIWSTAWIĆ SIĘ HITLERYZMOWI - część II

li. 19 2017

 

HENRYK SŁAWIK – ŚLĄSKI BOHATER, CZYLI SOCJALISTA I CZŁOWIEK, KTÓRY MIAŁ ODWAGĘ PRZECIWSTAWIĆ SIĘ HITLERYZMOWI - część II

 

 

17 listopada w Mysłowickim Ośrodku Kultury odbyło się kolejne spotkanie w ramach cyklu „Historia Śląska widziana inaczej”. Prelekcja była poświęcona Henrykowi SŁAWIKOWI.  Składała się z dwóch części – Tomasz WRONA przybliżył ruch socjalistyczny, którego działaczem był Henryk Sławik, a red. Stanisława WARMBRAND opowiedziała o swoich poszukiwaniach śladów śląskiego bohatera. 

Red. Stanisława WARMBRAND przybliżyła postać Henryka SŁAWIKA. „- Nauczyciele z Szerokiej – Państwo Białeccy są źródłem wiedzy o Henryku Sławiku. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku przy Civitas Christiana, dawny PAX, powstała organizacja, która zajmowała się tropami Sławika. Otrzymałam zlecenie przygotowania artykułów do numeru poświęconego Sławikowi. Chce się z niego zrobić bohatera na miarę Konrada Wallenroda czy bohatera powstania warszawskiego, a to jest Śląsk. Dlatego dałam tytuł „Śląski bohater”, bo to jest zupełnie inny sposób postępowania. Dlatego Grzegorz Łubczyk – polski ambasador na Węgrzech – nakręcił dwa filmy. Jeden przy współudziale Janka Zuba, jest zrobiony od strony warsztatowej znakomicie, przy udziale Joanny Brańskiej. I to był film, który trzymał się faktów. Natomiast drugi to był Konrad Wallenrod, krzyki patriotyczne, co po prostu było śmieszne. Dlatego chcę opowiedzieć co zobaczyłam i co odkryłam w Szerokiej. Przede wszystkim dzięki Państwu Białeckim dowiedziałam się, że bracia – Adam 1806, Jerzy 1808, Jan – 1810, Paweł – 1833, Franciszek 1836 przyjechali na Śląsk w czasie rozruchów. Osiedlili się w Szerokiej i w okolicy. Przybyli w lnianych ubraniach, z warkoczykami na głowie. Z zawodu byli stolarzami. Pani konsul generalna Węgier była zachwycona, powiedziała, że tak do dzisiaj wyglądają chłopi węgierscy w określonej okolicy, że prawdopodobnie mogli być Węgrami, którzy przez Słowację gdzieś doszli do Wadowic. Mogli być Słowakami z węgierską domieszką, ale równie dobrze mogli być Rusinami. Gdyby jednak byli Rusinami ich koszule byłyby haftowane. Co powiemy o Sławikach kiedy rodził się Henryk? To była nędza, nie było krowy, jedynie jakieś kury i kaczki. Powtarzano takie brednie, że dom Sławików został rozebrany. Synowa siostry Sławika mieszka w tym domu. Henryk Sławik urodził się 16 lipca 1894 roku. Zmarł, prawdopodobnie, 23 sierpnia 1944 roku. Mówi się, że Henryk był 9-tym synem. Otóż błąd. Państwo Białeccy przewertowali dokumenty i okazało się, że był 10-tym synem. Okazało się, że poprzedni Henryk zmarł. Nie wydziwiali, tylko kolejnego syna nazwali również Henryk. Chodził do szkoły podstawowej w Szerokiej.  Z tamtego czasu jest taka historia. Mianowicie został surowo ukarany za czytanie polskiej gazety „Pielgrzyma”. To była gazeta, którą zabrał ojcu. Z tego wynika, że rodzice byli piśmienni i że używali języka polskiego. Gazeta ukazywała się aż w Berlinie i docierała tutaj. Zawierała treści religijne, społeczne. Jest legenda, że miejscowy ksiądz zainteresował się takim zdolnym chłopcem i zabrał go do szkoły średniej do Pszczyny. Prawda jest taka, że wziął go, ale do pracy …. w polu. W czasie I wojny światowej trafił do armii pruskiej. I tu ciekawa uwaga Państwa Białeckich, że może w wojsku po raz pierwszy zetknął się z ideami socjalistów. Pan Białecki zauważył, że ta wojna była szansą dla takich chłopaków ze wsi wyjścia w świat. Tam mieszali się żołnierze ze wsi, małych miasteczek, dużych miasta i metropolii. Przecież w okopach ci chłopcy o czymś rozmawiali. To jest pierwszy trop – może tam zetknął się z niemieckimi socjalistami. Jest kolejna legenda, że po wojnie brał udział w powstaniach. Natomiast nie ma żadnego śladu, ale na pewno był agitatorem i na pewno musiał znać Korfantego. Zatem biegle władał językiem polskim. Po plebiscycie przeniósł się do Załęża, do swojej siostry, która mieszkała tam z mężem. Początkowo pisał krótkie artykuły i artykuły do gazety socjalistów. Rzecz ciekawa – nie chodził do polskiej szkoły, a posługiwał się w piśmie tym językiem, cyli nauczył się czytać i pisać z polskich gazet. Te artykuły były tak ciekawe, że stał się stałym korespondentem, a potem redaktorem naczelnym „Gazety Robotniczej”. Sławik był zdecydowanie antykomunistyczny i antysowiecki, był antypiłsudczykiem, ostrym przeciwnikiem Grażyńskiego, co stawiało go jakby po jednej stronie z chadekiem – Korfantym. Propagował by kobiety były uczestniczkami życia politycznego. Natomiast był antyklerykałem. Przez jakiś czas był radnym katowickim i z tego okresu zachowała się notatka o awanturze z powodu budowy kościoła garnizonowego. Sławik postawił weto – to były grunty miejskie. Uważał, że pieniądze na budowę powinny zostać przeznaczone na pomoc dla biednych. Redakcja gazety mieściła się przy ul. Teatralnej, a Sławik mieszkał przy ul. św. Jana. Józef Cyrankiewicz pracował w kancelarii adwokackiej przy ul. Staromiejskiej. Znali się z okresu międzywojennego. Rok 1939 nie pozostawił Sławikowi złudzeń. Ewakuował się z Katowic. Czy przez Zaleszczyki? Raczej tak. Czy przez Zakarpacie? Wątpię, ponieważ musiałby przejść przez Słowację. Musiał ewakuować się przez Rumunię na Węgry. Henryk Sławik ożenił się z warszawianką, dziewczyną, która chciała zostać baletnicą, ale nic z tego nie wyszło. Żona i córka w 1939 roku wyjechały do Warszawy. Na Węgrzech Sławik osiadł pod Miszkolcem. To jest właściwie początek wielkości Sławika. Był jednym ze 140 tys. uchodźców z Polski. Część to byli wojskowi, ale nie skoszarowani, tylko rozlokowani po prywatnych domach. W związku z tym zrobiła się na Węgrzech niemiła sprawa, bo uchodźcy zaczęli rozrabiać – pili. imprezowali. Oddelegowano do rozmów wysokiego urzędnika MSW – Józefa Antalla. Polacy mówili po polsku. Wtedy wstał Henryk Sławik i po niemiecku powiedział, że trzeba opanować sytuację – dać im pracę, otworzyć dla nich szkoły, bo wielu było po podstawówkach. Antall był zdziwiony, że w tym gronie jest człowiek, który włada niemieckim, który potrafi określić co trzeba. I tak zaczęła się współpraca Józefa Antalla z Henrykiem Sławikiem. Sławik bardzo szybko na Węgrzech awansował, bo pokazał, że jest trzeźwo i racjonalnie myślącym uchodźcą z Polski. Doszedł do stanowiska równorzędnego ze stanowiskiem ambasadora RP na Węgrzech. Czym to zaowocowało? Sławik z Antallem powołali specjalną instytucję, w której wydawano dokumenty. Osoby pochodzenia żydowskiego – trzeba pamiętać, że ledwo co wyjeżdżali poza neutralne Węgry natychmiast znajdowali się na terenach państw podbitych przez Hitlera – musieli mieć lewe dokumenty. W związku z tym zaczęła się masowa ich produkcja, a także załatwianie ubrań, bo przecież nie mogli jechać w polskim mundurze. Część ludzi wyjechała poza Węgry. Niestety Sławik, który też był na terytorium Węgier żeby wydostać się dalej został. (…) Żydzi w czasie transportów do Auschwitz wyrzucali swoje dzieci z pociągów żeby je uratować. Powstała cała siatka wolontariuszy, którzy te dzieci zbierali i próbowali ratować. One trafiały do Budapesztu – głodne, brudne, przerażone. Jak trafiały na Węgry? jeden Pan Bóg o tym wie. Do dzisiaj tego nie zbadano. To jest następny trop, który chciałabym kiedyś przejść. Antall ze Sławikiem stworzyli sierociniec dla dzieci. Dano tym dzieciom lewe dokumenty. W sierocińcu byli nauczyciele i ksiądz, co gwarantowało dzieciom bezpieczeństwo. Do tego bywał tam nuncjusz papieski, który doskonale wiedział o całej sytuacji. Dzieci uczono religii, bo przecież każdy błąd groził śmiercią. Uczono też religii żydowskiej, czyli nie wynaradawiano ich. Tych dzieci było tysiące. W sierocińcu bywali różni oficjele. Do Sławika dołączył uciekinier z getta w Krakowie, adwokat – Henryk Zimmermann. Razem przygotowywali dokumenty, które były nie do podważenia. Na tym polega wielkość Sławika, że on stworzył urząd d. s. nielegalnych. Coś nieprawdopodobnego jak na realia ówczesnej. To wszystko dobrze funkcjonowało do momentu oficjalnego wejścia Niemców na terytorium Węgier w 1944 roku. (…) Co stało się z dziećmi i uchodźcami na Węgrzech? Przeżyli wszyscy, więc muszę powiedzieć o wspaniałej postawie Węgrów. Dzieci zniknęły … w budapesztańskich domach i nie tylko. Jedna z korespondentek węgierskich pojechała do Warszawy i przywiozła żonę i córkę Sławika do Budapesztu. Ta Węgierka występowała jako arystokratka. Być może była wysokiej rangi agentem angielskim. Nie wiadomo do końca kim była. Jedno nie ulega wątpliwości – szalenie odważna, przejechała z tupetem całą Słowację i Polskę. Rodzina Sławików otrzymała szwajcarskie obywatelstwo. Nie wiadomo dlaczego Henryk Sławik został. To jest niepojęte. Może były jakieś gwarancje ze strony komunistycznego rządu lubelskiego?  Sławik jakiś czas się ukrywał w Budapeszcie. Dotarłam do osoby, która wiedziała kto był agentem gestapo – fotograf, młody chłopak. Należy przypuszczać, że w czasach kiedy Węgry utrzymywały neutralność rozpracowywał całe środowisko polskie, żydowskie, Sławika i Antalla. Być może był podwójnym agentem. Może dał Sławikowi jakieś gwarancje rządu lubelskiego. Oczywiście zakończyło się to aresztowaniem. Sławik wszystko wziął na siebie. Został wywieziony na Mauthausen. Twierdzi się, że Sławika rozstrzelano, a wcześniej coś bohatersko krzyczał. Otóż kolejna legenda. Nie rozstrzelano go, tylko powieszano. Brano grupę kilku więźniów, czekano ok. 12 minut aż zostanie przerwany rdzeń kręgowy. Odcinano i kolejna grupa do powieszenia. Czy jeśli go powieszano, a nie rozstrzelano to nie jest bohaterem? To takie XIX-wieczne myślenie. Pani Sławikowa została wywieziona do Ravensbrück i przeżyła. Krysią – córką Sławików – zaopiekował się ksiądz. Po wojnie Antal szukał Krysi i ją znalazł dzięki komunikatom radiowym. Pani Sławikowa wróciła już z Ravensbrück do Polski. Ponieważ istniał ruch oporu wśród więźniów wszystkich obozów - to Cyrankiewicz dał znać, że Sławika stracono. Sławikowa trafiła do Katowic. Cyrankiewicz przeżył, doskonale się ze Sławikiem znał. W swojej łaskawości załatwił pracę Pani Sławikowej w kiosku Ruchu na dworcu w Katowicach. Pracowała od 6 do 22 i to była ta laska Cyrankiewicza. To jest moja osobista dygresja- naprzeciw tego dworca jest hotel „Monopol”, w którym mieszkała siostra Cyrankiewicza z mężem – rajdowcem. Zajmowała całe piętro. To były te zasługi, a po drugiej stronie Sławikowa, po Ravensbrück, siedziała w malej klitce. Szukał Sławika pan Zimermann, który był członkiem Knesetu. Dał anons w „Przekroju”, że może ktoś coś wie. Pani Sławikowa dowiedziała się, że nie jest niepotrzebna i taka bezimienna. To wszystko znalazłam dzięki Państwu Białeckim, którzy odkłamali rzeczywistość. Odkryłam, że bratanek Sławika był dziennikarzem w gazecie jastrzębskiej, ale jak dotarłam do tej informacji to on już nie żył.”

 

Mirella DĄBEK