GÓRNY ŚLĄSK WEDŁUG STANISŁAWA BIENIASZA

gru. 1 2016

GÓRNY ŚLĄSK WEDŁUG STANISŁAWA BIENIASZA

 

Są takie filmy dokumentalne, które inspirują, po których pojawia się refleksja. Jednym słowem doskonałe. Niewątpliwie do takiej kategorii możemy zaliczyć „Górny Śląsk według Stanisława Bieniasza”. Jego producentem był Michał SMOLORZ, a autorami: Wojciech SARNOWICZ i Krzysztof KARWAT. Mistrzowskie połączenie biografii wybitnego zabrzańskiego dramaturga, prozaika i publicysty z jego przemyśleniami na temat śląskiej tożsamości. Widać, że twórcy filmu doskonale orientują się w tematyce. Żaden cytat z dzieł Stanisława BIENIASZA nie jest przypadkowy. Wszystko tworzy spójną całość, z której wypływa Jego stosunek do śląskiej tożsamości. Szkoda tylko, że tak rzadko odbywają się projekcje „Górnego Śląska według Stanisława Bieniasza”, ponieważ te przemyślenia sprzed kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu lat nie straciły na aktualności. Film powinien znaleźć się jako obowiązkowy w kanonie każdego Ślązaka. Ponieważ podczas listopadowej projekcji w katowickim Kinoteatrze „Rialto” nie byliśmy w stanie zapisać fragmentów z publikacji Stanisława BIENIASZA, posiłkujemy się książką „Górny Śląsk – świat najmniejszy. Szkice – publicystyka - proza” (wybór, wstęp i opracowanie Krzysztof KARWAT, wyd. Dom Współpracy Polsko – Niemieckiej, Gliwice 2004). Wybraliśmy z niej te cytaty, które pojawiły się w filmie, jak i te, które uważamy za ważne, aktualne lub po prostu – bardzo trafne.

„Do mitów takich należy w pierwszym rzędzie twierdzenie o polskiej świadomości narodowej Górnoślązaków. Jest to teza słuszna jedynie odniesieniu do części mieszkańców tej ziemi, zwłaszcza na terenach wschodnich, które po plebiscycie przypadły Polsce. Na obszarze zachodnim, zwłaszcza w dzisiejszym województwie opolskim, ludność określająca się mianem Polaków należała do mniejszości zarówno w okresie powstań śląskich, plebiscytu, jak i w latach hitleryzmu. Wielu ludzi zadeklarowało się po 1939 roku jako Ślązacy – byli to przeważnie ci, którzy posługiwali się na co dzień językiem polskim, zwanych przez Niemców Wasserpolnisch – rozwodnioną polszczyzną – a przez Polaków uważanym za wstrętny, rojący się od germanizmów żargon (…)”(„Co dzieli, a co powinno łączyć”)

 

„(…) historia pierwszych powojennych lat zawiera momenty, za które Polacy powinni się wstydzić wobec pokonanych Niemiec. (…) Ludziom tym do dziś obce są pojęcia polskiego romantyzmu, mesjanizmu, martyrologii, nie pojmują oni polskiej złotej wolności i właściwie niczego, co przez stulecia kształtowało świadomość Polaków, łącznie z kształtem polskiego katolicyzmu, mimo iż sami są w przytłaczającej większości katolikami, i mimo iż głównie dzięki Kościołowi zdołali zachować swój język i wiele staropolskich czy, jak chcą naukowcy niemieccy, słowiańskich obyczajów.” („Co dzieli, a co powinno łączyć”)

 

(…) Górny Śląsk bez elementów niemieckich jest niekompletny, tak samo jak niekompletny jest w wyobrażeniach ziomków zrzeszonych w Niemczech, w których nie ma miejsca na pierwiastki polskie. Jedna i druga strona nadal mylą się straszliwie, sądząc, iż zdołają przeprowadzić dowód czystości narodowej tego regionu.” („Co dzieli, a co powinno łączyć”)

„Powstania były tragedią dla tej ziemi i rację mają chyba ci, którzy sądzą, iż obchody ich rocznic powinny się raczej odbywać w warszawie niż na Górze św. Anny. Brzmi to nieprzyjemnie dla polskiego ucha, lecz trzeba się nareszcie nauczyć, że nie wszystko, co dobra dla kraju, jest dobre dla wszystkich.” („Co dzieli, a co powinno łączyć”)

 

„Prawdziwą szansę na odegranie przez Górny Śląsk roli integracyjnej w jednoczącej się Europie jest uznanie przez Polaków, ale także przez Niemców, że mieszkańcy tej ziemi nie są ani stuprocentowymi Polakami, ani Niemcami, chociaż posiadają cechy, łączące ich zarówno z jednym, jak i z drugim narodem. Górny Śląsk powinien stać się polskim oknem na Europę Zachodnią, ponieważ jego związku z ta częścią kontynentu są najsilniejsze, jakie można sobie wyobrazić – rodzinne.” („Co dzieli, a co powinno łączyć”)

 

„Dla Niemców Górny Śląsk od dawna już nie jest pograniczem. Republikę Federalną do niedawna dzieliły od nas nie tylko ziemie Dolnego Śląska, ale także NRD. Sentymenty rodzinne i resentymenty narodowe bladły coraz bardziej i dzisiaj coraz trudniej znaleźć w Niemczech nastolatka, który wie, gdzie leży Górny Śląsk. To pokolenie za lat kilka lub kilkanaście będzie kształtować życie w Niemczech i do historii przejdą nie tylko konflikty polsko-niemieckie, ale również długotrwały proces godzenia się z sytuacją, powstałą w wyniku wywołania wojny przez Hitlera (…).” („Pogranicze bez granicy”)

 

„Chodzi o to, by każdy mógł przyznawać się do swoich korzeni, by nie musiała się na przykład bać, że publiczne użycie dialektu śląskiego może mu zaszkodzić w karierze, ale także by przybysz miał szansę na rzeczywistą integrację.” („Pogranicze bez granicy”)

 

„Tu nigdy nie było takich modelowych Polaków, jakich wyobrażała sobie propaganda polska, bo za polskością ludzi tu żyjących często krył się konserwatyzm, niechęć do zmian, lęki cywilizacyjne. Niewielu tu było także modelowych Niemców, bo sporo Niemców na Górnym Śląsku rozumiało specyfikę tej ziemi.” („Młode miasto”)

 

„Po powstaniach i plebiscycie przyłączenie części Górnego Śląska do Polski zostało powitane z entuzjazmem przez znaczną część ludności, podobnie zresztą jak późniejsza ponowna inkorporacja do państwa niemieckiego w wyniku napaści hitlerowskiej na Polskę. Grupa entuzjastów pewnie była tożsama tylko w nieznacznym stopniu, lecz wielu spośród milczącej większości w obu wypadkach przyjmowało wszelkie zmiany z życzliwym wyczekiwaniem, gdyż zarówno władze niemieckie przed pierwszą wojną światową, jak później polskie, jak i znowu niemieckie traktowały rodzimych mieszkańców tej ziemi w sposób przedmiotowy. Nic więc dziwnego, że z biegiem czasu ci, którzy godzili się na zmiany, spodziewając się poprawy własnej sytuacji, rozczarowani zaczynali wyczekiwać kolejnego obrotu koła historii. Prawie zawsze czuli się związani z nieobecnymi, bo obecni nie potrafili lub nie chcieli przyznać im pełni praw.” („Wyjazdy i powroty”)

 

„Autonomia Górnego Śląska, stanowiąca swoistą kiełbasę plebiscytową dla Górnoślązaków, nader szybko się w Polsce międzywojennej zepsuła. Polska nie miała głowy do Śląska, zajęta przede wszystkim scalaniem zaborów w jeden organizm. Autonomiczne województwo śląskie rychło stało się czymś takim, jak gwóźdź w bucie, który przeszkadza w marszu. Ów twór propagandy wyborczej był dla reszty dążącej do ujednolicenia Rzeczpospolitej dziwaczną hybrydą, mimo iż i tak nie odpowiadał w pełni aspiracjom swoich mieszkańców.” („Losy Górnoślązaków w dwudziestym wieku”)

„(…) wojewoda Grażyński, sprawny administrator, okazał się całkowicie niewrażliwy na to wszystko, co stanowiło o śląskości Śląska: na bogactwo etniczne, wyznaniowe i kulturowe województwa śląskiego i na wykształconą tu przez wieki umiejętność współżycia z innymi na płaszczyźnie osobistej. Polska międzywojenna podle obchodziła się ze swoimi mniejszościami i już wtedy zaczął obowiązywać model Polaka zunifikowanego, pełnego nienawiści do obcych, zwłaszcza do sąsiadów. Można to zrozumieć jako wynik doświadczeń zaborów, lecz nie można tego usprawiedliwiać. Górnoślązacy, słabo wykształceni w swojej masie, pozostali tanią siłą roboczą, a ich nieliczne elity mogły znaleźć dla siebie miejsce w odrodzonej Polsce pod warunkiem wyrzeczenia się części swoich ideałów. Człowiek, który przyniósł Polsce Śląsk w prezencie, Wojciech Korfanty, stał się w czasach faszyzującej sanacji wrogiem publicznym numer jeden.” („Losy Górnoślązaków w dwudziestym wieku”)

„Górnoślązak bywał tym, kim musiał być aby przeżyć, z reguły deklarował się jednak tylko na tyle, na ile było to konieczne, bo doskonale wiedział, że zbytnie wychylanie su e może być dla niego osobiście i dla jego bliskich okazać zgubne. Umiarkowanie także nie było gwarancją przeżycia, lecz dawało pewną szansę, czasem tylko odroczenie wyroku losu.” („Losy Górnoślązaków w dwudziestym wieku”)

„Wyjeżdżający dzięki Gierkowi,, mimo iż uznani za >wypędzonych< tylko sporadycznie zapisywali się do ziomkostw. (…) Niektórzy zrobili kariery zawodowe, większość jednak musiała zadowolić się pozycją o szczebel niższy niż w Polsce. Czuli się wykorzenieni, niektórzy chcieli  stać się bardziej niemieccy niż rodowici Niemcy znad Renu, lecz ci wszyscy, którzy dążyli do jak najszybszej i jak najpełniejszej asymilacji, ponieśli sromotną porażkę, miejscowi bowiem byli gotowi zaakceptować tylko tych, których celem była integracja; tych, którzy nie wypierali się swoich korzeni i swojej przeszłości w Polsce.” („Losy Górnoślązaków w dwudziestym wieku”)

Po projekcji odbyła się dyskusja w której wzięli udział: Henryk MERCIK (członek Zarządu Województwa Śląskiego), Wojciech SARNOWICZ, Krzysztof KARWAT oraz Artur ŚWIĘS, który wcielił się w rolę Stanisława BIENIASZA. Jeden z autorów filmu – Wojciech SARNOWICZ przypomniał dlaczego Michał SMOLORZ zdecydował się na taką produkcję. „- Michał chciał stworzyć w Antenie Górnośląskiej bibliotekę poświęconą Śląskowi. Bardzo cenił twórczość Stanisława Bieniasza, ten film długo za nim „chodził”. Dokument powstał przy pomocy Artura Święsa, który zaproponował widzom taki, a nie inny tok myślenia.” Aktor odpowiedział, że wszystko o czym opowiadał Bieniasz było mu bliskie, ponieważ większość jego kolegów miała doświadczenia emigracyjne tak jak pisarz. Co mu sprawiało najwięcej problemów? Ilość tekstu do opanowania tym bardziej, że w tym czasie przygotowywał się również do premiery teatralnej. Henryk MERCIK zauważył z kolei, że „mówienie Bieniaszem” – mimo upływu kilkudziesięciu lat od niektórych jego publikacji czy audycji radiowych jest nadal aktualne. Tematy są nadal świeże. Nastąpiła erupcja śląskości, ale nadal nie przebiliśmy się z informacją kim jesteśmy. Zwrócił również uwagę na niezmiernie ważne zadanie jakie stoi przed edukacją regionalną. „- Mamy szansę żeby to co najistotniejsze uratować i pokazać młodym” – mówił. Do tych słów odniósł się również Artur ŚWIĘS, który przypomniał jak wiele dobrego pod tym względem dzieje się w Teatrze Śląskim, gdzie dyrektorem jest Robert TALARCZYK. Jedna z linii programowych instytucji zakłada granie przedstawień o Śląsku. „- Bardzo dużo się dzieje, a nie jest to zbyt długi okres, bo zaledwie 5 lat.” Przypomniał również, że nie wszystkie przedstawienia o Śląsku są pozytywnie przyjmowane. Najlepszym przykładem była premiera „Miłości w Koenigshuette” w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej w marcu 2012 roku. Sztuka autorstwa Ingmara VILLQISTA wzbudziła tak ogromne kontrowersje, że pod teatrem odbywały się manifestacje. Z kolei „Piąta strona świata” Kazimierza KUTZA doczekała się bardzo pozytywnego odbioru w innych częściach Polski. Jest odbierana uniwersalnie jako regionalny problem pogranicza.

Mirella DĄBEK