DOSKONAŁE DZIEŁO PRACOWNIKÓW MUZEUM MIASTA MYSŁOWICE – POWSTAŁ FILM DOKUMENTALNY O JOHANNIE CHRISTIANIE RUBERGU

paź. 6 2017

DOSKONAŁE DZIEŁO PRACOWNIKÓW MUZEUM MIASTA MYSŁOWICE – POWSTAŁ FILM DOKUMENTALNY O JOHANNIE CHRISTIANIE RUBERGU

 

 

05 października w Muzeum Miasta Mysłowice odbyła się premiera filmu dokumentalnego poświęconego Johannowi Christianowi RUBERGOWI, który nakręcili pracownicy placówki – Marek BLAUT i Wojciech KUBOWICZ. Tę produkcję można zrecenzować jednym zdaniem – po prostu świetna. Przede wszystkim historia wynalazcy jest przedstawiona bez jakiekolwiek zabarwienia ideologicznego, ma ogromne walory poznawcze. Do tego dochodzą profesjonalne ujęcia i zdjęcia. Jednym słowem doskonały scenariusz i doskonała realizacja. Wrażenie tym większe, że w ciągu ostatnich dwóch lat mieliśmy okazję bywać na premierach różnych filmów dokumentalnych w różnych częściach naszego regionu. „Filmów”, o których nawet nie warto wspominać, a co dopiero się nad nimi rozwodzić. Czasami wydawało się, że to powrót do lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, do epoki filmików z imprez rodzinnych nagranych na kasety VHS – bez warsztatu, bez pomysłu, bez elementarnej wiedzy reżyserów. Może wreszcie „Johann Christian RUBERG” przerwie tę złą passę regionalnej dokumentalistyki. Jedno jest pewne – film ten powinien trafić do śląskich szkół. 

Gratulacje dla Pana Marka BLAUTA i Pana Wojciecha KUBOWICZA !

W czasie czwartkowego spotkania autor scenariusza - Wojciech KUBOWICZ - przed rozpoczęciem seansu,  powiedział: „- Wielu z Państwa już zna, dużo już wie o Johannie Christianie Rubergu chociażby ze spotkań, które organizowaliśmy tutaj - w naszym muzeum. Karol Wieniawski i Leonard Czarnota z Mysłowickiego Detektywa Historycznego opowiadali o nim dwa - trzy lata temu. Natomiast przed rokiem śp. Lucjan Tomecki z Mysłowickiego Stowarzyszenie Miłośników Śląskiej Tradycji, Kultury i Historii opowiadał o śląskim cynku. Ten temat, tutaj, u nas, w Mysłowicach ciągle wraca, bo w końcu na tym cynku i węglu była budowana potęga Górnego Śląska w XIXI wieku. To zaczęło się na naszej mysłowickiej ziemi, w Wesołej, gdzie  w 1798 roku powstał pierwszy czteromuflowy piec w hucie cynku. Trochę w filmie koloryzujemy, ponieważ pokazujemy Śląsk bardzo kolorowy, zielony. W tym celu wykorzystaliśmy piękne litografie Knippla z Muzeum w Gliwicach. Kręciliśmy ujęcia w Lesie Murckowskim. Chcieliśmy obalić mit Śląska czarnego i brudnego, który do dzisiaj pokutuje w innych częściach Polski. My się nie wstydzimy przemysłu, bo to on budował potęgę regionu. Od XVIII wieku zaczyna się jego burzliwa i ciekawa historia. Jesteśmy w muzeum, a w muzeum przechowuje się pamięć o ludziach, musimy powtarzać, opowiadać tę historię o Johannie Christianie Rubergu jeszcze raz w innej formie. Wcześniej była  prelekcja, wykład, prezentacja multimedialna, dzisiaj będzie film.”

            Jeśli autorzy filmu mieli jakiekolwiek obiekcje dotyczące przyjęcia przez widzów to na pewno rozwiały się one błyskawicznie po zakończeniu seansu. Długa owacja i zachwyt – takie były reakcje zgromadzonych na sali.  

Już po projekcji Marek BLAUT powiedział: „ - Długo się zastanawialiśmy czy włączyć do filmu sceny animowane, aktorskie. Te wszystkie działania wymagały ogromnego wysiłku organizacyjnego. Wojtek należy do ludzi upartych i jak postanowił zrobić to zrobił, a ja prowadzony na sznurku posłusznie wykonywałem. Przy okazji muszę podkreślić, że Wojtek jest autorem części zdjęć. Niektóre z nich są naprawdę świetne jak np. zdjęcie żyrandola w kościele św. Klemensa w Lędzinach. Na końcu wymieniliśmy wszystkich tych, którzy pomogli nam w realizacji filmu. Ta lista jest taka długa, ponieważ jeśli ktoś nam dostarczył chociaż jeden dokument to uznaliśmy za stosowne żeby go wymienić. Muszę tu przede wszystkim podkreślić szczególną współpracę z Pszczyną – z tamtejszym Archiwum Państwowym i Muzeum Zamkowym. Tam czerpaliśmy wiedzę m. in. udało się obalić mit nt. żyrandoli w zamku pszczyńskim, które jakoby miały pochodzić z huty szkła prowadzonej przez Ruberga.”  Więcej informacji na temat pszczyńskich żyrandoli zdradził Wojciech KUBOWICZ „ - Rzeczywiście taka informacja funkcjonowała. Zresztą sami przewodnicy o tym opowiadali - no bo huta szkła, książę pszczyński, w jego dobrach. Zresztą w wielu artykułach prasowych ta informacja była powielana. No i my również w to uwierzyliśmy. Pomyśleliśmy, że w filmie to będzie fajnie wyglądać - ogromna sala lustrzana z przepięknymi żyrandolami. Przygotowaliśmy piękny tekst. Pojechaliśmy do kolegów z Pszczyny i oni mówią – „piękny film, piękny, ale skąd wiecie, że żyrandole są z huty szkła w Wesołej?” No i niestety odarli nas ze złudzeń. Musieliśmy usunąć tę sekwencję. Dowiedzieliśmy się od głównego konserwatora Muzeum Zamkowego w Pszczynie, że zostały zamówione we Francji w latach siedemdziesiątych XIX wieku.  Zresztą niedawno były one konserwowane. Zostały rozłożone na segmenty pierwsze i znaleziono na nich sygnatury potwierdzające ich francuskie pochodzenie.  Zatem żyrandole w  zamku pszczyńskim nie są z Wesołej. Szkoda, bo mielibyśmy piękne zdjęcia w naszym filmie.”

Marek BLAUT „ - Aktorzy pokazali się bez sekwencji dialogowych. Jedni mogą to uważać za amatorszczyznę, ale powiem tak -  ci ludzie, którzy tam wystąpili nie musieli tego robić. Bowiem mieli świadomość ciężaru odpowiedzialności, że mogą być wytykani palcami jako niepoważni faceci. Ten schwarzcharakter, który stwarza problemy Ruberga to pracownik naukowy jednej z katowickich uczelni, który jest moim przyjacielem z czasów studenckich i bardzo się wczuł w swoją rolę. Rubergiem był nasz kolega Piotrek. Chcę też powiedzieć o człowieku, który nam powiedział „nie macie gdzie pokazać zakładu metalurgicznego? Chodźcie ja wam to pokażę”. Co prawda trzy razy nabiłem sobie guza, bo to było strasznie niskie podpiwniczone pomieszczenie. Udostępnił nam pomieszczenia i tam Ruberg zaczął eksperymentować jak Państwo wiedzieliście. Zdjęcia zakładów metalurgicznych w Szopienicach robiliśmy na dachu. Praktycznie z Mysłowic nie można zrobić takich ujęć. Poszliśmy z marszu do jednej z firm, żeby nas wpuścili na dach. Panowie najpierw tak patrzyli na nas czy mamy wszystko po kolei poukładane w głowie, ale potem się zgodzili. Ta konstrukcja dachu była bardzo nietypowa – on sobie falował, był nieprawdopodobnie elastyczny. Statyw, który mamy jest po prostu świetny – postawiliśmy, filmujemy, oglądamy materiały i wszystko w filmie ….faluje, więc jeszcze raz musieliśmy wleźć na dach i powtórzyć ujęcia. I tej firmie też trzeba było podziękować, bo mogli się nie zgodzić, że to niezgodne z przepisami BHP. Film bez tych ludzi, bez tych drobnych cegiełek by nie powstał. A jeśli chodzi o ocenę filmu to zawsze na koniec zadaję takie pytanie „jeśli nie teraz to kiedy? jeśli nie my to kto? jeśli nie tak to jak?” Jeśli ktoś potrafi zrobić film lepszy, potrafi trafić do dokumentów to chapeau bas. My zrobiliśmy to na skalę naszych możliwości, umiejętności, potencjału technicznego.”

Dodajmy, że film został wyprodukowany w Muzeum Miasta Mysłowice i również tam go można zakupić. Polecamy, bo naprawdę warto. Przecież Johann Christian Ruberg to historia nasza, śląska, a dla nas mysłowiczan – szczególnie bliska.

 

Mirella DĄBEK