DEBATA „ŁEMKOWIE I ŚLĄZACY – WSPÓLNOTY NIEWYGODNE” - CZĘŚĆ II

gru. 15 2017

 

DEBATA „ŁEMKOWIE I ŚLĄZACY – WSPÓLNOTY NIEWYGODNE” - CZĘŚĆ II

 

Dr Jerzy GORZELIK „- Po raz kolejny biorąc udział w dyskusji ze Zbyszkiem to dochodzę do niepokojącego wniosku, że etykieta największego, górnośląskiego radykała nie jest dana raz na zawsze (śmiech). Rozpocznę od pewnej refleksji nad tym co zobaczyliśmy i usłyszeliśmy. Zastanowiło mnie parę momentów, ale jednym z nich była wypowiedź prof. Zięby – odsądzany od czci i wiary przez środowiska nacjonalistów, że rehabilituje Ukraińców. Jeśli doszło do jakiejś konwersji to była ona wyczuwalna. Nie wiem czy Państwo odnieśli takie samo wrażenie, że kiedy była mowa o postrzeganiu przez ofiary akcji „Wisła” sprawców – on stwierdził, że nie sprawcami byli Polacy, że ofiary miały prawo tak mogły postrzegać swoich oprawców, którzy byli inspiratorami i wykonawcami tej czystki etnicznej, która kryje się pod nazwą akcją „Wisła. Mamy tutaj do czynienia z charakteryzującym polską politykę historyczną, polską politykę pamięci wyparciem. Doskonale znamy to na Górnym Śląsku, o co się co roku upominamy pod bramą obozu w Świętochłowicach – Zgodzie. Upominamy się o nazwanie rzeczy po imieniu. Nie chodzi o to by przypisać winę jakiejś zbiorowości, w tym przypadku Polakom. Dążenie do ustanowienia jednonarodowego, monolitycznego państwa nie wynikało z żadnej ideologii komunistycznej. Tak naprawdę to było marzenie radykalnych nacjonalistów, a tak się złożyło, że po roku 1945 ów radykalny nacjonalizm z komunizmem wszedł w idealną symbiozę. (…) To dziwnym trafem elity polityczne w Polsce, poniekąd również i intelektualne boją się jak ognia jednoznacznych definicji tego, co się stało w II połowie lat 40 i potępienia tej nacjonalistycznej ideologii, która stała za czystkami etnicznymi. To rodzi podejrzenie, że model państwa jednolitego etnicznie jest po prostu bliski także znaczącej części współczesnych polskich elit. Chociaż nie wypada o tym głośno mówić – jednak nie ma intelektualnego klimatu, który sprzyjałby rozliczeniu z tym aspektem polskiej historii najnowszej. To tyle co przyszło mi do głowy słuchając człowieka, który nie jest laikiem. Co do samej Wisły – Zbyszkowi kojarzy się źle, natomiast ja słyszałem o wynikach badań, z których wynika, że w polskim społeczeństwie wywołuje bardzo dobre konotacje, a Odra wręcz przeciwnie. Widocznie mamy inne skojarzenia. Polakom Odra się kojarzy z chorobą o tej samej nazwie. Natomiast na Śląsku Odra była rzeką mitotyczną. Choć znamienne, że ci, którzy działali w niemieckiej części regionu z polskimi hasłami narodowymi przyjęli znak Rodła, w którym pojawia się bieg Wisły, więc widać, w którą stronę ta tożsamość ciąży. Jako praktyk i polityk podchodzę do kwestii polityki historycznej. Widać szereg analogii między naszymi wspólnotami i chociaż też zasadnicze różnice. Nie mamy tak dramatycznych cezury jak akcja „Wisła”, która bez wątpienia jest kluczowym doświadczeniem historycznym dla ówczesnych Łemków. Natomiast porównywalną funkcję w naszej pamięci pełni Tragedia Górnośląska, więc cezura na osi czasu jest usytuowana bardzo blisko. Ale są też zasadnicze różnice, bo akcja „Wisła” jeśli chodzi o skalę proporcjonalnie do tej wspólnoty łemkowskiej jest wydarzeniem zdecydowaniem bardziej przełomowym. Nam tek krwi upuszczano stopniowo. Dużo więcej – Tragedia Górnośląska jako pewien mit wspólnego cierpienia, którego wspólnoty potrzebują ona tak naprawdę dzieli nas na szereg wspólnot górnośląskich, Ci, którzy angażowali się w upamiętnienia wydarzeń roku 1945 i lat kolejnych mają zapewne tego świadomość. My dokonywaliśmy tego również na forum Śląskiego Sejmiku Wojewódzkiego i doskonale pamiętam spór między ludźmi, w różnym znaczeniu tego słowa znaczeniu, identyfikują się jako Ślązacy o treść stosownej uchwały. Oczywiście, nie było mowy żeby obozy nazwać polskimi, ale pojawił się również problem z nazwaniem ich koncentracyjnymi, bo to w odbiorze oponentów stawiałoby je w tej samej kategorii co obozy niemieckie, nazistowskie. Więc to doskonała instancja podporządkowania, o którym mówiła Pani prof. Ofiary nie mogą być równorzędne, ofiary większości także w sferze nomenklatury i języka muszą być wyniesione ponad ofiary mniejszości. My „mogliśmy”, nasi przodkowie „mogli” cierpieć w obozach pracy, ale nie w obozach koncentracyjnych, bo to cierpienie jest zarezerwowane dla polskiej większości. Tak naprawdę już w języku zawarta jest owa dominacja czy też dążenie do dominacji jednej pamięci nad drugą. Żeby jednak z tego podporządkowania nie czynić jakiegoś straszliwego jarzma, bo to jakaś zła tradycja na Górnym Śląsku. Na pewno większość z nas była wychowywana z opowieściami jak nasi przodkowie jęczeli pod pruskim jarzmem to chciałbym uciec od tej retoryki i zwrócić uwagę na to, co jest w naszym przypadku atutem, którego społeczność łemkowska siłą rzeczy nie ma. Choć zgodzę się z tym, że akcja „Wisła” jako mit, który dotyczy wszystkich w zasadzie jest bardzo mocnym zwornikiem dla wspólnoty łemkowskiej i zapewne my takiego – jako Górnoślązacy – nie mamy. Zwracam uwagę, że przede wszystkim jesteśmy przypisani do terytorium, z którym się identyfikujemy. Diaspora nie decyduje o współczesnej śląskości – większość Górnoślązaków opuściła swoją Ziemię Ojczystą od 1945 roku do końca XX wieku. Po drugie chociaż jesteśmy mniejszością nieuznawaną to jesteśmy zdecydowanie największą mniejszością odwołując się do wyników dwóch spisów powszechnych. I to nas sytuuje inaczej w relacjach z mniejszością niemiecką, która rości sobie do nas prawa. Jak wiadomo mniejszość niemiecka nie jest zainteresowana uznaniem śląskiej mniejszości etnicznej czemu dawało wielokrotnie wyraz podczas posiedzeń Komisji. Relacja Ślązacy – Niemcy jest dla nas bardziej korzystna niż w przypadku relacji Łemkowie - Ukraińcy. To są te atuty, które wiążą się z pewną odpowiedzialnością. Ponieważ ta sytuacja, o której mówię, daje nam pewne możliwości politycznego działania, kreowania własnej polityki pamięci chociażby przez obecność w samorządzie wojewódzkim. W jakimś stopniu Górny Śląsk jest dzisiaj polem sporu o relację między większością a mniejszością w skali ogólnopolskiej. Myślę, że zdajemy sobie sprawę z odpowiedzialności z jaką to się łączy i nie przez przypadek Sejmik Województwa Śląskiego z inicjatywy naszego klubu jako jedyny przyjął uchwałę, która upamiętnia ofiary akcji „Wisła”. Z jednej strony może to być źródłem pewnej satysfakcji, ale z drugiej strony to, co powinno niepokoić to źródło tej uchwały. Źródłem tej uchwały jest zaniechanie przez Sejm RP. W okrągłą rocznicę akcji „Wisła” zabrakło politycznego potępienia tego wydarzenia, o których Państwo tutaj słyszeliście, które poznaliście z relacji świadków. Co więcej uważam, że w ciągu ostatnich lata nastąpił ogromny regres jeśli chodzi o stosunek do wydarzeń, które miały miejsce w 1947 roku.  Ten regres nie bierze się z niczego, oznacza – i wydaje mi się, że to jest teza, która nie wymaga rozbudowanej argumentacji – że model państwa monoetnicznego stał się bardziej atrakcyjny dla znaczącej części społeczeństwa i dla reprezentacji politycznej większości naszych współobywateli. (…) identyfikacja z tym modelem jest dla każdej mniejszości niebezpieczne. Sądzę, że jest to coś, co pozostaje za horyzontem politycznym tych elit politycznych w Polsce, które wiodą obecnie tak gwałtowny spór. Kwestia czy chcemy budować homogeniczne społeczeństwo czy heterogeniczne, czy uważamy, że różnorodność – jako źródło kulturowej witalności – jest wartością czy jest zagrożeniem. To nie jest osią sporu między tymi, którzy chętnie kłócą się o wiele, wiele innych kwestii, a to jest jedna z zasadniczych spraw jeśli chodzi o przyszłość państwa i społeczeństwa. My w tej części Górnego Śląska staramy się zaszczepiać to myślenie o społeczeństwie jako o różnorodnym sporze przejawia się to nie tylko w tej uchwale dotyczącej akcji „Wisła”, ale przyjętej też jako pierwszej wśród tylko kilku sejmików wojewódzkich w Polsce, która ustanawiała Rok Reformacji. W końcu też chodzi o uhonorowanie pewnej mniejszości wyznaniowej. Powinniśmy zdawać sobie sprawę, że mniejszości nieuznawane są skazane na siebie i na współpracę. Jeszcze jedna inicjatywa przeszła bez echa. W mediach ogólnopolskich praktycznie w ogóle nie było mowy, ale myślę, że powinniśmy wspólnie wrócić do tego. To jest inicjatywa stworzenia w Warszawie takiego memoriału ofiar czystek i represji etnicznych. Musimy zdać sobie sprawę, że unicestwiono lub częściowo unicestwiono w Polsce od 1945 roku szereg wspólnot – Mazurzy, Warmiacy, Słowińcy. To są wspólnoty, które dokonały swojego żywota. Zostały w kilku etapach w całości oderwane od tego obszaru, który uważały za swój. W obecnych warunkach, w przeciwieństwie do Łemków, nie mają możliwości reprodukowania swojej pamięci. To skazuje te wspólnoty na zanik, co się już stało.

Dr hab. Ewa MICHNA – „ - Dla mnie najbardziej wstrząsający momentem jest taka inna historia. To historia, którą opowiada jedna z bohaterek mówiąc jak zaparła się własnej matki ze strachu. To jest dla mnie ten najbardziej wstrząsający moment, ale nie o tych momentach chciałabym mówić. Chciałabym nawiązać do tytułu naszego dzisiejszego spotkania. Parę dni temu umieściłam to wydarzenie na Facebooku i reakcja jednego z moich znajomych była dość interesująca. Piotr Tyma – polski Ukrainiec, działacz mniejszości ukraińskiej w Polsce, Przewodniczący Związku Ukraińców w Polsce, pod postem zapowiadającym nasze dzisiejsze spotkanie napisał: „Dla kogoś niewygodne, dla kogoś wygodne. Zwłaszcza Łemkowie” I wydaje mi się, że w tej relacji  jest istota tego, co moim zdaniem decyduje o tym, że wspólnoty takie jak Łemkowie, Ślązacy, ale też Katalończycy, Baskowie, Korsykańczycy – przede wszystkim grupy, które walczą o uznanie są niewygodne. Trzeba zapytać dla kogo są niewygodne? I tutaj Pan Jerzy powiedział dla kogo są niewygodne. Są niewygodne dla nacjonalistów, ale przede wszystkim są niewygodne dla narodowych państw, zbudowanych w oparciu o zasady nacjonalistyczne. Jeżeli my mówimy współcześnie o mniejszościach to jakoś mimo tego, to ciągle się mówi o problemie. Czyli to jest problem dla narodowego państwa. Ale moim zdaniem Ślązacy i Łemkowie są trochę inaczej niewygodni. Widziałabym pewne analogie pomiędzy sytuacją Ślązaków a Rusinów na Zakarpaciu. Jedni i drudzy walczą z narodowym państwem. Zorganizowanym na zasadach nacjonalistycznych o uznanie na poziomie narodowym czy etnicznym. Natomiast Ślązacy są podwójnie niewygodni, dlatego, że po pierwsze chcą uznania, są najbardziej liczną mniejszością, więc stanowią problem. Co też było przedmiotem, elementem opinii Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji a propos, że będzie to dużo kasy kosztować, zabierzecie wszystko innym mniejszościom, bo budżet na mniejszości jest stały. Jesteście niewygodni, bo jest was za dużo i chcecie uznania. Jesteście podwójnie niewygodni, bo na zasadzie dominującej narracji to jesteście ci oderwani od Macierzy. Ci, którzy jak nie wiedzą, że są Polakami to albo są niedouczeni, albo jeszcze nie wiedzą, że są Polakami. Na bazie tej nacjonalistycznej, dominującej narracji jesteście również zdrajcami, bo nie chcecie być Polakami. To samo jest w tym co pisze Piotr Tyma. Dla kogo wygodni są Łemkowie? Dla kogo Ślązacy? Według części społeczności ukraińskiej w Polsce Łemkowie są niewygodni, ponieważ ich istnienie to jest zdrada narodu ukraińskiego. Ponieważ jest to wygodne dla Polaków, pada tutaj taka formułka, która pada badając obie grupy – że to jest po to, by dzielić tę społeczność, by łatwiej ją zasymilować, by zdezorganizować narodową wspólnotę. Łemkowie są niewygodni inaczej, dla państwa polskiego nie są tak niewygodni jak Ślązacy. Nikt nie kwestionuje odrębności Łemków. Od moich ukraińskich rozmówców często słyszę – dlaczego Polakom tak łatwo przyszło uznanie Łemeków, a nie chcą uznać Ślązaków? Oni widzą tę samą logikę. Pozwalacie na oderwanie Łemków od narodu ukraińskiego, a już nie pozwalacie na oderwanie Ślązaków. Mówiąc o polityce historycznej jest to bardzo ważne, bo łemkowska i śląska społeczność są odrębnymi wspólnotami pamięci. Tak do końca bym się nie zgodziła, że nie ma analogii. Prowadząc pogłębione rozmowy i badania czasami byłam bardzo zdziwiona jak bardzo podobnie ta pamięć jest używana, jak pełni takie same funkcje. Nie zgadzam się z Panami, że to ma znaczenie czy ta trauma jest rozproszona, bo ona jest rozproszona w ramach Tragedii Górnośląskiej na sekwencje różnych wydarzeń, które się działy, więc są to i obozy, i przejście frontu, ale w istocie stanowi taką sama traumę jak akcja. Kiedy badałam Ślązaków byłam bardzo nieszczęśliwa, że rozmawiając na początku lat 90 z moimi łemkowskimi rozmówcami nie potrafiłam tak pytać, nie widziałam takiego działania traumy, nie potrafiłam sobie poradzić z emocjami, które pojawiły się podczas wywiadów, bo nie potrafiłam ich zinterpretować. W istocie to nie ma znaczenia czy trauma jest rozproszona czy jest punkt graniczny. W przypadku Łemków jest to dużo bardziej dramatyczne doświadczenie, które przyniosło dekonstrukcję całego życia tej wspólnoty. Są bardzo często porównania, które wydadzą się niestosowne, Nie zgodzę z Panem, Panie Jerzy, że chodzi tylko o większościową pamięć, że większościowe ofiary muszą być dowartościowane. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o obozy koncentracyjne bardzo ważny jest dyskurs holokaustowy. Dość często słyszałam od Łemków, to był taki nasz Holocaust. Jak pierwszy raz usłyszałam to pamiętam, że miałam taką reakcję jak każdy, kto pierwszy raz to słyszy, że jednak jakby to zważyć to niejednakowo to waży. Te włosy, okulary, a tu jednak przesiedlenie. Potem bardzo często słyszałam argumentację moich łemkowskich rozmówców – właściwie życie Żydów uległo całkowitej dekonstrukcji i nasze życie też uległo całkowitej dekonstrukcji. Ja bym w ogóle nie chciała ważyć traum, bo one nie nadają się do zważenia. W tym sensie droga zastanawiania się i porównywania co więcej waży akcja „Wisła” czy Tragedia Górnośląska to nie.  Łemkowie i Ślązacy są niewygodni właśnie dlatego, że są odrębną wspólnotą pamięci, która nie utożsamia się z tą upowszechnioną, dominującą narracją. Mamy wzmożenie patriotyczne, wstajemy z kolan i zawracamy. To nie jest stała. Bywały lepsze i gorsze momenty. Bywał trochę lepszy klimat. Była chociaż przestrzeń żeby rozmawiać o Jedwabnym. Teraz tej przestrzeni nie ma. Odrębne wspólnoty pamięci – Ślązacy, Kaszubi, Łemkowie – są niewygodne, bo stanowią lustro, w którym społeczność dominująca może zobaczyć swoje odbicie nie tak jak by chciała. Tzn. może zobaczyć siebie w roli innej niż w tej, w której chciałaby siebie widzieć  w dominującej teraz – zawsze niewinnej ofiary, która doznaje cierpień od innych, obcych, którzy ją krzywdzą, że musi zobaczyć w tym zwierciadle siebie jako oprawcę, jako prześladowcę, jako tych, którzy zadawali cierpienia, przedstawicielom mniejszości, ale również obywatelom polskim, bo o tym się zapomina. Są niewygodni przez aspekt, że musimy przyjrzeć się sobie. Staram się być empatyczna w stosunku do tych, z którymi współpracuję.

Debaty wysłuchala: Mirella DĄBEK