DEBATA „ŁEMKOWIE I ŚLĄZACY – WSPÓLNOTY NIEWYGODNE” - CZĘŚĆ I

gru. 14 2017

DEBATA „ŁEMKOWIE I ŚLĄZACY – WSPÓLNOTY NIEWYGODNE” - CZĘŚĆ I

Dr hab. Olena DUĆ – FAJFER „ - Wspólnota, dyslokacja i pamięć - to są takie trzy kluczowe pojęcia, do których odnoszą się wszystkie mniejszości. Wspólnota to poczucie siły, jedności, bycia sobą, bycia u siebie. Ludzie bez matecznika, czyli tego, co określa wspólnota są ludźmi podatnymi na działanie ideologii. Właśnie takie jest założenie tych, dla których mniejszości są wspólnotami niewygodnymi. Wspólnoty takie są niewygodne dla wszystkich, którzy próbują budować centrowość na zasadzie pewnej jednorodności, pewnego kanonu, obowiązującego schematu. Wszystko co jest mniejszościowe, a opiera się na wspólnocie, która daje korzenie i siłę jest czymś niewygodnym. Pojęcie dyslokacji jako drugie, które bardzo mocno odnosi się do przedstawionych tutaj doświadczeń to pozbawienie miejsce, czyli coś, co odbiera pewność, poczucie bycia u siebie. Równocześnie tworzy nowe elementy, które się wiążą z przemieszczeniem, z nowym miejscem, które jest niezrozumiałe, ale jeśli wspólnota chce trwać należy utworzyć reinwencję, czyli opowiedzieć na nowo siebie w narracji, w różnych sposobach, które pozwolą budować nową przestrzeń. Łemkowie budują świat, który nie powinien się zmienić na tyle żeby ciągle sacrum zostało tam, gdzie być powinno, a profanum przechodzi przez miejsce, przez które przechodzi życie. To jest klasyczne działanie mityczne. Natomiast jest ono szeroko opisane we wszystkich kategoriach, które odnoszą się do dyslokacji, ponieważ to jest zasadnicza zmiana. Natomiast jak to się odnosi do wszystkich wspólnot mniejszościowych uważam, że każda mniejszość jest z reguły wspólnotą przeznaczoną do dyslokacji, bo ona jest ulokowana niewłaściwie z punktu widzenia centrowych przekonań. Każda mniejszość jest poddawana dyslokacji, ponieważ jest to też pojęcie metaforyczne. Dyslokacja polega też na przemieszczeniu hierarchii, przejmowaniu instytucji, na psychicznym poczuciu przesuwania lub zmiany, które się dokonują, gdzie instytucje własne zostają zdominowane lub w hierarchii podporządkowane niżej. Odnosi się to do Ślązaków w różnych wymiarach. Pamięć, która jest tutaj również kluczowa, ponieważ to, co się działo to jest właśnie pamięć. To jest pamięć dzisiejsza o tym, co się działo 70 lat temu. A Wisła dalej płynie - wszelkie działania, które się dokonują nie są jednorazowe, mają swoje konsekwencje. W związku z tym, to, co się pamięta i jak się pamięta, do czego pamięć służy jest to bardzo ważne. Jan Asman, które zajmował się pamięcią uważa, że tylko to, co wspominamy jest ważne. A dla wspólnoty pamięć jest czymś oczywistym, ponieważ wspólnota buduje się na wspólnocie doświadczeń, Chciałam powiedzieć o wspólnocie, która nas tutaj łączy – o doświadczeniu, które istnieje we wspólnocie mniejszościowej. Dobrze jest wzajemnie sobie powiedzieć w takim gronie, grup marginalizowanych, że mówimy innym głosem. Tworzymy coś co się nazywa – dyskurs mniejszościowy. Nie chodzi jak swoją historię wspominamy, o czym mówimy, ale jak mówimy. Dyskurs mniejszościowy polega na takim mówieniu w kontekście rozumienia otaczającego świata, rozumienia siebie, Wynika z pozycji podporządkowania i ta pozycja generuje różne formy działania. Tym się tłumaczy świat, jak on wygląda, co pozostaje w ramach pamięci. ( …) Śląsk, śląskość, Ślązacy są o tyle istotni dla mojego osobistego doświadczenia, że kiedy byłam w Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych przez 9 lat – reprezentowałam tam Łemków – sprawa Śląska powracała, oficjalnego bycia mniejszością etniczną. Byłam rozczarowana, bo mówiłam studentom polonistyki na UJ, że w Polsce bardzo dużo się zmieniło – z kraju, gdzie nad mniejszościami panował nadzorca  mecenat przejęło Ministerstwo Kultury – widzę, że pewne fobie, strachy, które wydawały mi się oddalone, dlatego oddalone, bo Łemkowie zostali uznani za mniejszość etniczną, nadal istnieją. Byłam jedyną osobą w Komisji, która powiedziała, że nikt nie ma prawa decydować czy ktoś jest czy kogoś nie ma. Pamiętałam doświadczenia mojej wspólnoty, kiedy mówiono o nas, że nie jesteśmy Łemkami, jesteśmy Ukraińcami. W związku z tym były to dla mnie doświadczenia świeże. Jestem w stosunku do Państwa bardziej empatyczna niż tacy, którzy takich doświadczeń nie mieli.

Prof. dr hab. Zbigniew KADŁUBEK „ - Skoro jestem metaforystą to powiem – ja nigdy nie lubiłem Wisły, a po tym, filmie nie lubię Wisły jeszcze bardziej. Ale nie rzeka jest winna. W tym filmie te głosy się pojawiają, one są częste w kontekście bolesnych historii górnośląskich, że to robili inni, jacyś – może Sowieci, może bardziej NKWD niż Polacy. To robili Polacy i to robią Polacy, więc to się dzieje, tam jest moment  w filmie jest taki ważny moment, że akcja „Wisła” się nie skończyła, wiele problemów płynie jak ta rzeka dalej. Najbardziej wstrząsający w filmie jest ten moment straszący Auschwitz tych przejeżdżających ze Wschodu na Zachód, przesiedlonych biednych ludzi - Łemków. Ja o tym nie wiedziałem. To jest coś, co nie wiadomo co powiedzieć, bo to nam pokazuje ciągłość tej przemocy. Polacy przewożący Łemków na zachód czy na północny - zachód mówili – >My jesteśmy w tym samym systemie, robimy to samo z Wami co się działo wcześniej z wieloma ludami Europy – Żydami<. To jest genialne pokazanie kim oni są, kim w pewnym sensie dalej są. Będą nas dalej straszyć miejscami, w których działy się złe rzeczy. To działa. To wynaradawianie się i procesy asymilacyjne – to tak łagodnie brzmi asymilacja. Ja wiem co oznacza, jak wygląda asymilacja – wiem ile kosztowała moją rodzinę, to asymilowanie, to zamilkanie po śląsku czy po niemiecku. To jest takie ładne słowo wzięte z łaciny. Ale to jest potworna sprawa, bo ona była zamierzona, dokładnie przemyślana i to była jedna z nielicznych rzeczy, która się Polakom udała. To jest taki moment filmu dla mnie absolutnie wstrząsający. My na Górnym Śląsku wiemy na czym polega asymilacja, jak była w niej przemoc, jakie były traumy, jakie są konsekwencje traum. Trauma to nie jest coś, że się nie śpię albo się obudzę, bo mam koszmar. Trauma to jest coś, co toczy się przez moje życie, bo te krzyki ludzi, które się gdzieś tam pojawiły w związku z cierpieniem one dalej nie zniknęły. Mówię metaforyczne. To następny punkt tego filmu, który był dla mnie trudny, pokazujący straszność, ale też dający pewną siłę. Pomyślałem sobie, że to straszne - a ci którzy mają słabsze nerwy, cierpią na bezsenność niech zasłonią uszy - ale Górnoślązakom przydałaby się taka akcja „Wisła” . Ona w jakimś sensie jest, toczy się. Ale z drugiej strony nie mieliśmy takiego momentu, one się jakoś rozkładały, one są pewną symfonią takich różnych złych chwil, różnych akcji. Ale tego jednoznacznego momentu, być może nie było. Dzisiaj byłoby go łatwiej zdefiniować, może bardziej wspólnotowo zadziałać. Być może, nie wiem. Oczywiście nie życzy się mniejszemu, większemu narodowi akcji „Wisła”, ale Górnoślązacy nie mieli takiej akcji. To, co ktoś tam mówi podczas tego filmu, że historia Łemków dzieli się przed akcją „Wisła” i po akcji „Wisła” to jest istotny moment. I wreszcie ten powrót, ci ludzie wrócili spod Legnicy do krainy dzieciństwa. Ona jest oczywiście idyllą, sielanką, nie ma takiej krainy nigdzie na świecie, w życiu. Ale jest to miejsce o którym lepiej się mówi, z którym łatwiej się żyje, w którym ma się inne poczucie więzi z przestrzenią, z historią, z językiem, relacje z innymi ludźmi. Ślązacy zostali wypędzeni, a zostali w miejscu. To doświadczenie trudno przepracować. Nie ma właściwie do czego wracać. Właściwie do języka. To robimy. Można wracać do pewnego, ponownego przestrzennego lokowania, oswajania. Wcale nie jest to takie trudne jak wędrować na Zachód. Powrót oczyszczający wspólnotę Górnoślązakom by się przydał. Łemkowie może mają gdzie wracać, chociaż to jest – chociaż może trochę przesadzam – skansen. Da się żyć sentymentem jakimś, ale nie wiem czy da się żyć pełną parą. Tak jakby chcieli młodzi ludzie. To jest niemożliwe. To jest już zaprzepaszczone. Może to jest miejsce, w którym można tylko sentymentalnie egzystować. Ten film pokazuje, że da się ludzi wziąć skądś przewieźć, mają dwie godziny – to wszystko jest tak wstrząsające, barbarzyńskie. Chociaż się nie mówi barbarzyńskie, wszyscy są fajni, cywilizowani. To jest barbarzyństwo. To jest taki rodzaj przemocy jaki znali Asyryjczycy, to jest Azja – z całym szacunkiem do głębi azjatyckiej duchowości. Polacy się ładnie wpisali w nurt asyryjski. Pokazali jak się to robi. Mieli dobrą szkołę – Stalin to przepracował w kontekście kilku narodów. Nie wiedziałem, że tak się to działo z Łemkami. Rzeczywiście jak bywałem w latach 1999-2001 we Wrocławiu jak spotykałem Łemków to myślałem, że oni są trochę takimi innymi Ukraińcami. Oni tłumaczyli, że to jest w ogóle inna sprawa, inna rzecz, inna historia, inny naród. To się działo w dyskursie naukowym. Rok temu broniła się moja studentka na Komunikacji Promocyjnej i Kryzysowej, która dopiero podczas studiów  w Polsce odkryła, mając chłopaka – Górnoślązaka z Bytomia, że ona jest Łemkinią. To nie jest przypadek, że spotykamy się w kontekście wspólnego dyskursu mniejszościowego, bo można odkrywać tę swoją tożsamość właśnie wtedy mając do czynienia z tym drugim, mniejszym.”

Debaty wysłuchała:Mirella DĄBEK