CZY ISTNIAŁY POLSKIE POWOJENNE KOMUNISTYCZNE OBOZY KONCENTRACYJNE?

st. 20 2017

CZY ISTNIAŁY

POLSKIE POWOJENNE KOMUNISTYCZNE

OBOZY KONCENTRACYJNE?

 

19 stycznia w rektoracie Uniwersytetu Śląskiego odbyła się dyskusja „Mała zbrodnia – polskie obozy koncentracyjne. Czy polskie obozy koncentracyjne istniały? Czy jest to przemilczana karta polskiej historii?” Wzięli w niej udział: historycy – prof. dr hab. Ryszard KACZMAREK, prof. dr hab. Kazimierz MIEROSZEWSKI i dr Jerzy GORZELIK – Przewodniczący Ruchu Autonomii Śląska, Piotr BASA – przedstawiciel Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców Województwa Śląskiego oraz Marek ŁUSZCZYNA, autor książki „Mała zbrodnia – polskie obozy koncentracyjne.” Publikacja ta ukazała się na rynku wydawniczym zaledwie kilka dni temu i wzbudziła sporą sensację. To właśnie ona stanowiła przyczynek do dyskusji.

Czwartkowe spotkanie trwało ponad 2 godziny i wzięło w nim udział ok. 80-90 osób. To najlepiej świadczy o ogromnym zainteresowaniu tematem. Czego zabrakło podczas dyskusji? Przede wszystkim historycy powinni zdefiniować obóz koncentracyjny, podać kryteria, które odróżniają go od innych tego form odosobnienia i spróbować ocenić czy na Górnym Śląsku takowe istniały. Prof. dr hab. Kazimierz MIEROSZEWSKI stwierdził, że w polskiej nomenklaturze obozowej nie istnieje pojęcie obóz koncentracyjny i dlatego tej nazwy nie należy używać. Zresztą podobnego zdania jest prof. Witold KULESZA, prawnik, współautor ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, były szef pionu śledczego tej instytucji, który powiedział: „Nikt nie zmusi mnie do tego, aby obozy w powojennej Polsce nazwać koncentracyjnymi, a że to nazewnictwo funkcjonuje w piśmiennictwie, nie jest dla mnie, jako prokuratora, żadnym argumentem. Obozy koncentracyjne łączyły w swoich strukturach środki zagłady. Pojęcie to ściśle łączy się z założeniami określonymi w Trzeciej Rzeszy.” (Marek ŁUSZCZYNA „Mała tragedia. Polskie obozy koncentracyjne”, rozdział „Dzisiaj”, str. 277).

Jak czytamy w „Wikipedii”: „Obóz koncentracyjny – miejsce przetrzymywania, zwykle bez wyroku sądu, dużej liczby osób, uznawanych z różnych powodów za niewygodne dla władz. Służyć może różnym celom: od miejsca czasowego odosobnienia osób, wobec których zostaną podjęte później inne decyzje, poprzez obóz pracy przymusowej, czyli niewolniczej, aż po miejsce fizycznej eksterminacji. Pojęcie obozu koncentracyjnego jest więc szerokie: od rodzaju zwykłego więzienia w postaci baraków na ogrodzonym i strzeżonym terenie, po „fabrykę śmierci”, czyli miejsce koncentracji ludzi przed ich celową zagładą w specjalnie w tym celu skonstruowanych urządzeniach do zabijania (głównie komorach gazowych), a następnie likwidacji ciał (krematorium). Ten ostatni rodzaj obozów koncentracyjnych, nazywany też obozami zagłady, tworzony był przede wszystkim przez Niemcy hitlerowskie (obozy hitlerowskie).” Czy zatem zgodnie z definicją nie mieliśmy na Górnym Śląsku do czynienia z obozami koncentracyjnymi? To że takiej nazwy nie ma w polskiej nomenklaturze obozowej nie oznacza przecież, że nie można dodać jeszcze jednej kategorii, albo zastąpić któregoś z nich taką nazwą. To zadanie historyków, a żaden z obecnych nie zadeklarował się, że zajmie się tym tematem od tej strony. Na pewno zagadnienie jest kontrowersyjne, ale czy nie lepiej spróbować odpowiedzieć na to pytanie niż ciągle tkwić w martwym punkcie?

Ślązacy coraz głośniej mówią o polskich powojennych komunistycznych obozach koncentracyjnych, a Polacy upierają się, że z takowymi nie mieliśmy do czynienia w naszym regionie i że nie są polskie, tylko komunistyczne. Co na ten temat sądzą polscy historycy i dziennikarze? Przywołany w książce Zbigniew GLUZA, red. nacz. kwartalnika historycznego „Karta”, współzałożyciel i przewodniczący Rady Archiwów Społecznych nie ma wątpliwości, że za to co się działo po II wojnie światowej winę ponoszą Polacy, którzy powinni wziąć za to odpowiedzialność historyczną. Jego zdaniem każdy cywilizowany kraj potrafi przyznać się do ciemnych kart swojej historii, nie przemilcza tych haniebnych i niewygodnych. Innego zdania jest cytowany już prof. Witold KULESZA, który tak odnosi się do słów red. Zbigniewa GLUZY „Nie ma zgody. To nie były >polskie obozy<. Stworzyły je komunistyczne władze, które nie reprezentowały suwerennego narodu polskiego.” Zgadza się z tą opinią prof. Bogusław KOPKA, pracownik naukowy Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu: „Faktycznie istnieje taka wykładnia: nie możemy mówić „polskie” na te powojenne, ale możemy mówić „niemieckie” na te wojenne, bo Niemcy wskazali na NSDAP w demokratycznych wyborach, a na to, kto będzie rządził Polską po wojnie, naród nie miał żadnego wpływu.” I śląski głos w tej dyskusji - „Bardzo wygodna, usprawiedliwiająca teoria. Czyli jak nazwać tych, którzy te obozy założyli i nadzorowali? I co się z nimi później stało? Odlecieli na inną planetę? Czy polskimi obywatelami stali się w momencie zamknięcia ostatniego, hańbiącego naszą narodowość, obozu?” – pyta Kazimierz KUTZ. (Marek ŁUSZCZYNA „Mała tragedia. Polskie obozy koncentracyjne”, rozdział „Dzisiaj”, str. 280-281). Faktycznie Polska nie była wtedy krajem w pełni suwerennym, ale czy historię można traktować wybiórczo? A z takim podejściem spotykamy się obecnie w odniesieniu do tamtych czasów. Jeśli zatem Polacy mówią, że obozy nie były polskie, tylko komunistyczne to jak zatem określać doniosłe osiągnięcia sportowe czy naukowe z tamtego okresu? Jako komunistyczne czy jako polskie? Albo istnieje ciągłość państwa polskiego we wszystkich aspektach albo jej nie ma. Zatem potrzebna jest pewna konsekwencja w podejściu do ówczesnej rzeczywistości, a przede wszystkim jest potrzebna rzetelna i obiektywna dyskusja na ten temat. 

Marek ŁUSZCZYNA swoim reportażem historycznym wsadził kij w mrowisko. Odważył się na taki tytuł swojej publikacji i na takie sformułowania na jakie Ślązaków nie było dotychczas stać. Czy człowiek z Warszawy może sobie „pozwolić na więcej” niż my – Ślązacy? Na pewno. Bo gdyby określenia „polskie obozy koncentracyjne” użył śląski historyk czy dziennikarz reakcja byłaby jednoznaczna: „szwabska świnia”, „folksdojcz” i standardowe „wypier … do Niemiec.”

 

Oto zapis dyskusji dyskusja „Mała zbrodnia – polskie obozy koncentracyjne. Czy polskie obozy koncentracyjne istniały? Czy jest to przemilczana karta polskiej historii?” Fragmenty książki Marka ŁUSZCZYNY, które pojawiły się po niektórych wypowiedziach – przyp. aut.

 

Marek ŁUSZCZYNA „Zdenerwowałem się, bo interesując się okresem stalinowskim nigdy nie zetknąłem się z tym tematem. Był on celowo pomijany, traktowany jak temat tabu. To zagadnienie było znane polskiej dyplomacji, natomiast kompletnie nieznane Polakom. Publikacje ukazywały się tylko na Śląsku. I pomyślałem sobie – trzeba o tym opowiedzieć. Potem przestraszyłem się, że nie żyją już świadkowie tych wydarzeń.”

Prof. dr hab. Ryszard KACZMAREK „To nie jest książka stricte historyczna. Jest to pewna narracja historyczna ludzi, którzy znaleźli się w różnych sytuacjach. Historykowi trudno oceniać co tam jest napisane. Intencją autora było opowiedzenie historii. Pamięć o tamtych wydarzeniach nie wygasła, była częścią przekazu rodzinnego. Prac na ten temat ukazało się w ostatnich dwóch dekadach bardzo dużo. Istnieje rozdźwięk między pamięcią historyczną a stanem wiedzy w badaniach historycznych. Wydaje mi się, że te badania są zaawansowane.

Piotr BASA „Przez Łabędy przewinęło się podobno 80 tys. ludzi. O tym obozie pisze się bardzo mało. To było wcześniej osiedle mieszkaniowe. Ci ludzie zostali wywiezieni do ZSRR. Żaden pociąg nie dojeżdżał do Łabęd. Musieli iść do Pyskowic, jechali w krowiokach. Gdy ktoś zmarł w transporcie, Sowieci wyrzucali zwłoki na pobocze i robili łapankę wśród miejscowych żeby liczba więźniów się zgadzała.”

Marek ŁUSZCZYNA „Jak odsłuchiwałem nagranie Pani Doroty BORECZKO ciężko było to pisać bez emocji. (…) dlaczego taki podtytuł? Bo ci ludzie byli zatrzymywani na nieokreślony czas. W UB było wielu chłopów, którzy nie byli komunistami. Mam nadzieję, że moja książka przyczyni się do zmiany postrzegania historii Polski.”

„Był przydzielony do komanda, które codziennie zbierało świeże trupy z baraku, ładowało na wóz i wiozło do lasu zakopać. Ciągnęli ten wóz jak konie. Potem kopali groby, wrzucali zwłoki do ziemi i zanim przysypali niegaszonym wapnem, odcinali ostrymi kamieniami pośladkami. Załoga z biało-czerwonymi opaskami na ramionach nie mogła na to patrzeć. Odwracali się ze wstrętem. Tam mówił Zug. Od razu zjadał, nie przynosił do obozu.”                         (Marek ŁUSZCZYNA „Mała tragedia. Polskie obozy koncentracyjne”, rozdział „Zgoda”,                          str. 75)

„Lekarzem obozowym namaszczonym przez Morela był doktor Głombica. Nie, nie pamiętam imienia. Bestia to była. Pomagał chorym na tyfus, przecinając kozikiem tętnice udowe. Wyraźnie to lubił. Patrzył, jak słabnie ciśnienie wyrzucanej krwi.”                                                        (Marek ŁUSZCZYNA „Mała tragedia. Polskie obozy koncentracyjne”, rozdział „Zgoda”,                          str. 80)

Prof. dr hab. Kazimierz MIEROSZEWSKI „Pierwszy problem – jak klasyfikować te obozy? W Czechosłowacji był jednoznaczny podział. W Polsce powstał podział na: radzieckie, przejściowe i przymusowe. Jeśli chodzi o te pierwsze – ich celem była wywózka siły roboczej do ZSRR, pewne uzupełnienie strat ludnościowych, które Związek Radziecki poniósł w czasie wojny. Nikt nie wie ilu Ślązaków wywieziono. IPN próbuje stworzyć taki rejestr. W skali tzw. Ziem Odzyskanych liczba szacunkowa to ok. 120 tys. Do obozów radzieckich nie była dopuszczana strona polska. Ich działalność zakończyła się w 1945 roku. Kolejne to przejściowe – miały na celu zgrupowanie ludzi uznanych za Niemców i wywiezienie ich do Niemiec. Nie ma również zachowanej dokumentacji. Obozy te istniały również na: Pomorzu i w Poznańskiem. Niemców wykorzystywano do prac przyfrontowych i polnych. Więźniów z obozów przymusowych wykorzystywano do pracy fizycznej. W tym czasie nie używano nazwy obozy koncentracyjne. Jeśli stosujemy ją teraz to jest to interpretacja autora, nie mamy takiej nazwy. Na pewno była to tragedia pokonanych, w Polsce wynikająca również z rozliczeń w walce o władzę. Największą liczbę więźniów stanowili jeńcy wojenni – ok. 50 tys.” 

Stwierdzenie prof. dr hab. Kazimierza MIEROSZEWSKIEGO nie pozostało bez komentarza. Już po dyskusji autora książki i historyków głos zabrała jedna z obecnych na sali kobiet, która nie pochodzi ze Śląska i nie jest w żaden sposób rodzinny związana z naszym regionem, natomiast tutaj pracuje. Jak stwierdziła przez ponad dwadzieścia lat swojego życia nie słyszała o obozach na Śląsku, dowiedziała się o nich dopiero wtedy kiedy tutaj przyjechała. Jej zdaniem - to że twórcy obozów nie nazywali je koncentracyjnymi nie znaczy, że nie spełniały one kryteriów takich obozów. Zadała pytanie - dlaczego mamy patrzeć na obozy przez pryzmat jej twórców?

Dr Jerzy GORZELIK „W powszechnym odczuciu obóz koncentracyjny jest kojarzony z tymi działającymi w III Rzeszy. Nie oznacza to jednak, że mamy poddawać się presji. Gdyby pozostać konsekwentnym musielibyśmy mówić, że w Korei Północnej panuje demokracja. Sformułowanie obóz koncentracyjny jest obciążony dużym ładunkiem emocjonalnym. Na Górnym Śląsku mamy pluralizm kultu pamięci. Obozy koncentracyjne to oś tego zderzenia. Zwolennicy i przeciwnicy podtytułu książki na pewno będą twierdzić, że odpowiedź jest jednoznaczna. Obozy były administrowane przez polskie władze, które nie były suwerenne. Polska Ludowa była państwem o ograniczonej suwerenności, ale nie mówmy, że nie była państwem polskim. Problem obozów polega po części na tym, że były instrumentem polityki. Program, który był realizowany to program budowy państwa nacjonalistycznego, jednolitego narodowościowo. Była to symbioza komunizmu z nacjonalizmem. Sformułowanie, że władza, która stała za organizacją tych obozów to była władza kolaborantów jest uproszczeniem. Ten model państwa realizowany był przez akcję rehabilitacji, akcję kierowania do obozów, a to służyło tworzeniu państwa. Człowiek należy do wspólnoty, z którą się identyfikuje. Wśród osadzonych byli niemieccy Górnoślązacy, jak i ci, którzy identyfikowali się jako Ślązacy i Ślązacy o tożsamości polskiej. Pouczający jest przykład Pani Doroty BORECZEK, przyczyną aresztowania nie była przynależność do listy narodowościowej, tylko sytuacja materialna. Relacja między pamięcią zbiorową a ustaleniami historyków powinna być taka jak między mapą a rzeczywistością topograficzną. Na Śląsku musiało upłynąć 20 lat żeby kwestia obozów zaczęła funkcjonować w przestrzeni publicznej. Przekaz międzypokoleniowy się urywał, bo byli więźniowie nie chcieli o tym opowiadać.”

„Dyplomaci brytyjscy z Berlina napisali do Foreign Office w Londynie: „Obozy koncentracyjne nie zostały zlikwidowane, tylko przejęte przez nowych właścicieli. Najczęściej kierowane są one przez polską milicję. W Świętochłowicach (Górny Śląsk) ci jeńcy, którzy nie zginęli jeszcze z głodu lub nie zostali pobici na śmierć, muszą noc w noc stać po szyję zanurzeni w wodzie, dopóki nie umrą.” (Marek ŁUSZCZYNA „Mała zbrodnia – polskie obozy koncentracyjne”, rozdział „System”, str. 47)

Prof. dr hab. KACZMAREK „Możemy powiedzieć, że państwo polskie nie było suwerenne, ale jeśli chodzi o obozy zachowywało suwerenność – nikt się wtrącał w to jak powstały. Tu możemy mówić, że były to polskie obozy pracy. (…) W historii trzeba pokazywać wielowątkowość, ale kiedy mówimy o faktach historycznych musimy być bardzo precyzyjni.”

Prof. dr hab. Kazimierz MIEROSZEWSKI „Chcieliśmy spisać wspomnienia rybniczan związane z Tragedią Górnośląską. Zebraliśmy tylko 10 relacji. Jeden z autorów kiedy publikacja miała już zostać wydana nie zgodził się na umieszczenie w niej swoich wspomnień, bo nie chciał żeby te fakty ujrzały światło dzienne.”

Marek ŁUSZCZYNA „Byłem w Potulicach, gdzie funkcjonował Centralny Obóz Pracy. Zginęło w nim ok. 3 tys. ludzi. Znalazłem tablicę upamiętniającą zmarłych, ale nie ma na niej ani słowa o liczbie ofiar. Zapytałem przechodzącego mieszkańca czy wie gdzie ci ludzie są pochowani. Pewnym tonem odpowiedział: „Przy drodze”. Jak poprosiłem żeby mi pokazał przy której drodze i w którym miejscu równie usłyszałem stanowcze „Nie”. Zauważyłem, że w naszym polskim społeczeństwie jest bardzo zakorzeniona antyniemieckość. Kult Powstania Warszawskiego sprawia, że słychać głosy:  „Dobrze im tak”, „Zasłużyli na to”. My Polacy mamy problem – mocno trzymające się jednonarodowe społeczeństwo, z antyniemiecką histerią, którą nam wpojono. Moja mama opowiadała, że jak miała 9 lat pokazywano im w szkole film dokumentalny z Oświęcimia. Scena spychania zwłok ludzkich do wielkiego dołu zapadła jej w głęboko w pamięć i wywarła ogromne wrażenie. Jednolite społeczeństwo jest nieszczęściem dla Polaków.”

„Słabo idzie golenie dzieci. Boją się stalowego stołu, płaczą, a adrenalina nie działa na ból uśmierzająco. Co brzytwa zatnie jakiegoś nastolatka, to chlipanie albo pisk. Dzieci stanowiły czwartą część obozu: sześć tysięcy, w każdym wieku. Jeśli były na tyle duże, by pracować, wypożyczano je do polskich folwarków wokół Potulic, wraz z innymi więźniami. W większości jednak były za małe, ponad cztery tysiące nie miało sześciu lat, za małe, żeby je golić, i za małe, żeby mogły pracować, więc jeden z baraków nazywano sierocińcem. W obozie dowiedziałem się, że po raz pierwszy kilkaset dzieci siłą odebrano matkom w maju 1945 roku. Załoga obozu trzymała rozwierzgane kobiety, a pracownice domów dziecka z Inowrocławia, Szubina, Bydgoszczy i Świecia pędziły dzieci na paki ciężarówek. Kiedy zamykano obóz, nie było mowy, żeby oddać je matkom, rozpoczął się procesów polonizacji, kilkulatek lub kilkulatka wierzyli z pełnym przekonaniem, że fakt, iż są pochodzenia niemieckiego, to powód do kary.” (Marek ŁUSZCZYNA „Mała zbrodnia – polskie obozy koncentracyjne”, rozdział „System”, str. 189)

Prof. dr hab. Kazimierz MIEROSZEWSKI „„Akcja Wisła” zakończyła się klęską, bo Ukraińcy nie zniknęli i nie spolonizowali się. Badania socjologów wskazują, że kiedy przesiedlano Ukraińców na tzw. Ziemie Odzyskane powstawały całe wioski ukraińskie. Zostały zachowane więzi, bo czasami stanowili oni 70% mieszkańców. W latach pięćdziesiątych XX wieku dbano nawet o to żeby nie było mieszanych małżeństw. Komunistom nie udało się stworzyć państwa jednolitego narodowościowo.”

Dr Jerzy GORZELIK „Żaden z obozowych oprawców nie doczekał się wyroku. Za Samuelem Morelem wysłano list gończy. Kto sięgnął do książki „Oko za oko” wie jak przeciągano postępowanie prokuratorskie, zwlekano z postępowaniem. List gończy za Morelem wysłano bardzo późno, kiedy już nie było szans żeby go doprowadzić przed wymiar sprawiedliwości. Były to tylko działania mające dostarczyć alibi i to alibi kładzie się cieniem na historię III Rzeczpospolitej. Zadośćuczynieniem byłoby przepracowanie tematu. (…) Dojrzała tożsamość państwowa musi oprzeć się na tym co jest dobre i co jest złe. Nie wyobrażam sobie by nowoczesna tożsamość Serbów była kształtowana bez wiedzy o Srebrenicy.”

Jan LUBOS z rybnickiego Koła RAŚ przypomniał, że kiedy rozgrywała się sprawa sprowadzenia do Polski z Izraela Salomona MORELA to media zajmowały się ludobójstwem w Srebrenicy.

 

W spotkaniu wzięła udział: Mirella DĄBEK