BEGRYBNIS KAZIMIERZA KUTZA - OSTATNIE POŻEGNANIE MISTRZA KUTZA

gru. 29 2018

OSTANIE POŻEGNANIE MISTRZA KUTZA

 

Od kilkudziesięciu lat mieszkał w Warszawie, ale Jego słowa dotyczące Górnego Śląska, czasami bardzo krytyczne i bolesne, były dyskutowane tygodniami, a nawet miesiącami w naszych środowiskach. Wiele z nich weszło do kanonu określającego śląską tożsamość. Z wieloma się nie zgadzaliśmy i robiliśmy wszystko, żeby udowodnić, że Mistrz się mylił. A potem i tak wychodziło na Jego. Odległość, która dzieliła Go od miejsca urodzenia, dawała Mu trzeźwość spojrzenia na wszystko, co się działo na Śląsku. Patrzył na nasze sprawy z realistycznym, ale pełnym zatroskania i miłości, dystansem, ale jednocześnie ogromnym zaangażowaniem. Kazimierz Kutz. W zasadzie wystarczy powiedzieć tylko tyle, by każdemu z nas Górnoślązaków, zaangażowanych w sprawy Naszej Ziemi, zabrzmiało w uszach jakieś zdanie czy słowo wypowiedziane przez Mistrza. Ponieśliśmy niepowetowaną stratę. To kolejna po Michale Smolorzu. I rację miał Daniel OLBRYCHSKI, który stwierdził: „- Mówienie, że nie ma ludzi niezastąpionych jest haniebnym błędem. Kazika nie zastąpi nikt.”

28 grudnia pożegnaliśmy Kazimierza Kutza w dawnym Górnośląskim Centrum Kultury im. Krystyny Bochenek (ob. „Katowice – Miasto Ogrodów – Instytucja Kultury im. Krystyny Bochenek) i towarzyszyliśmy Mu w ostatniej, ziemskiej drodze na cmentarz przy ul. Sienkiewicza. W uroczystościach wzięło udział kilkaset osób, w tym kilkudziesięciu przedstawicieli śląskich organizacji regionalistycznych, którzy nieśli żółto-niebieskie flagi. Wśród złożonych wieńców uwagę zwracał niebiesko – biały z charakterystyczną eRką w środku. Na pogrzebie nie zabrakło bowiem również przedstawicieli władz chorzowskiego Ruchu, którego kibicem był Kazimierz Kutz. Podczas uroczystości głos zabrało kilkanaście osób, reprezentujących władze państwowe, samorządowe, środowisko aktorów, reżyserów oraz polityków. Już na cmentarzu reżysera pożegnał arcybiskup senior Damian ZIMOŃ i proboszcz z Szopienic – ks. Piotr BRZĄKALIK.  

 

Elżbieta BIEŃKOWSKA, komisarz Unii Europejskiej d.s. rynku wewnętrznego i usług

„Straciliśmy bardzo ważną osobę. Są osoby, które zostawiają na ziemi bardzo ważny ślad. Kazimierz Kutz był taką osobą, która zostawiła na ziemi, na Śląsku bardzo ważny ślad (…) To był człowiek normalny. Oboje byliśmy wielbicielami gotowania zup. To był człowiek, który łączył w sobie wielkie pytania. Odpowiadał na nie normalnym językiem – od serca. Tutaj na Śląsku trzy rzeczy są niezwykle ważne – to praca, praworządność i rodzina. O których musimy pamiętać. (…) On był ostry dla wszystkich opcji politycznych, dla wszystkich rządów. Natomiast dla tego, co się teraz w Polsce dzieje był bardzo ostry, bardzo krytyczny i w swoich felietonach zatytułowanych „Listy do Ślązaków” w katowickim dodatku „Gazety Wyborczej” kazał kilka razy „klupnąć się” w głowę zanim pomyśli się o „wypychaniu” Polski, „wyrywaniu” Polski z Unii Europejskiej. On się lubił „naparzać”, bo w życiu się trzeba „naparzać” o ważne rzeczy, trzeba to robić głośno, jeżeli człowiek z czymś się nie zgadza. Czasami trzeba to mówić brutalnie i tego też będzie nam brakować. Chcę złożyć nam wszystkim – Ślązakom, i pniŏkom, i krzŏkom, kondolencje z powodu tego, że nie ma już z nami tego człowieka. Pozostajemy z pytaniami. Czy będziemy znali na nie odpowiedź? Mam nadzieję, że tak. Mam też nadzieję, że szczególnie ten region Polski, w którym Kazimierz Kutz pokazywał nam, że tradycja nie jest gorsetem, tradycja jest bogactwem, gdzie tradycja pokazuje, że trzeba być otwartym takim pozostanie. Byłam ostatnio na marszu równości w Katowicach, który zebrał ogromne ilości ludzi. To jest region otwarty, to jest region europejski. Takiego Śląska na pewno chciał Kazimierz Kutz.”

Bogdan BORUSEWICZ, wicemarszałek Senatu

 „Smutno jest nam wszystkim. Kazimierz Kutz niezależnie co robił był człowiekiem autentycznym. Wtedy kiedy tworzył, kiedy wszedł do polityki mówił własnym głosem. W polityce był jak barwny ptak – kolorowy, piękny, ale trudny. Trudny, bo mówił to, co myślał, a był oparty o Śląsk. Śląskość w zasadzie wychodziła u Niego wszędzie. Był trudny, bo bez przerwy miał pretensje. Pretensje do Polski, pretensje do nas polityków, nie owijał w bawełnę, ale przede wszystkim był twórcą (…) On także był tą osobowością, na której można było się wzorować, na którą można było brać azymut. Wiadomo było, że wtedy się nie pobłądzi. Twórca, polityk i zawsze autentyczny. Zawsze myślał o problemach, nazywał te problemy, opisywał barwnym językiem. Wszyscy przecież pamiętamy jego piękny, barwny język. To go odróżniało od wielu polityków. W polityce też był twórcą, bardziej twórcą niż politykiem. Będzie brak Kazimierza Kutza nam wszystkim, będzie brak kolejnego człowieka, który będąc Ślązakiem, z gruntu podkreślającym śląskość, był jednocześnie takim przedstawicielem polskiego etosu, w który chodzi o zasady, w którym chodzi o prawdę, w którym chodzi o Śląsk, ale także chodzi o Polskę. Żegnamy Pana wicemarszałka, marszałka seniora, senatora, posła. Składam serdeczne kondolencje dla całej Rodziny i całego Śląska. Wam i nam na pewno będzie Kazimierza Kutza brakować.”

Przedstawiciel Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Piotra Glińskiego, podsekretarz stanu Paweł LEWANDOWSKI

„Żegnamy jednego z najwybitniejszych reżyserów filmowych, telewizyjnych i teatralnych, pisarza i felietonistę, polityka, człowieka bardzo wielu pasji. Kazimierz Kutz wszedł do panteonu polskiej i światowej sztuki jako współtwórca szkoły polskiej.(…) Stworzył szereg znakomitych obrazów filmowych. „Kiedy nikt nie woła” pozostaje do dzisiaj wspaniałą próbą zmierzenia się z tragicznym losem. O talencie reżysera świadczyły kolejne filmy, zwłaszcza tryptyk śląski zapoczątkowany arcydziełem, jakim pozostaje poetycka ballada poświęcona II powstaniu śląskiemu „Sól ziemi czarnej”. Od tego czasu reżyser wielką część swojej pracy zadedykował sprawom rodzinnego Śląska. Był również autorem tekstów publicystycznych ale również „Piątej strony świata” będącej swoistym podsumowaniem Jego biografii. Stworzył też „Śmierć jak kromka chleba”, obowiązek wobec poległych górników z kopalni „Wujek”. Kazimierz Kutz reżyserował także na scenie będąc interpretatorem polskiej sztuki współczesnej, a zwłaszcza twórczości Tadeusza Różewicza. (…) Śmierć Kazimierza Kutza napawa głębokim smutkiem wszystkich odbiorców Jego twórczości. Jestem przekonany, że jego wyjątkowy i niezwykle różnorodny dorobek artystyczny przetrwa próbę czasu pozostając w pamięci nas i przyszłych pokoleń. Rodzinie, wszystkim bliskim, przyjaciołom, zmarłego składam najserdeczniejsze wyrazy współczucia. Cześć Jego pamięci.”

Dr Marcin KRUPA, prezydent Katowic

„Szanowna Małżonko, droga Rodzino, wielce szanowni goście, którzy przyjechaliście tutaj, żeby pożegnać zmarłego Kazimierza Kutza z całej Polski. Gromadzimy się, żeby pożegnać zmarłego Kazimierza Kutza – honorowego obywatela miasta Katowice. Chcemy dzisiaj oddać hołd prawdziwemu mistrzowi, który zapisał się złotymi zgłoskami, nie tylko w historii Katowice i Śląska, ale i całego naszego kraju. Nie da się znaleźć odpowiednich słów, by wyrazić jak wielką stratę wywołało Jego odejście, przede wszystkim dla Jego żony, dzieci, dla jego bliskich, którym składam wyrazy głębokiego współczucia, ale także dla całej naszej społeczności, przede wszystkim środowisk twórczych. Objęcie próby podsumowania życia Mistrza w kilku zdaniach nie jest możliwe. Należy jednak zwrócić  uwagę na to, że w każdej Jego aktywności zawodowej i społecznej pokazywał, że ma w duszy naszą polską ziemię. Kazimierz Kutz w swojej twórczości bardzo często opowiadał o życiu ludzi pracy, którzy z ledwością potrafili wiązać koniec z końcem. Pokazywał Śląsk takim, jakim był. To właśnie Mistrz Kazimierz Kutz przybliżył nam Polakom trud pracy górników, a jego dzieło „Śmierć jak kromka chleba”, opowiadające o bestialskiej pacyfikacji kopalni „Wujek” stało się najważniejszym filmem nawiązującym do stanu wojennego. Twórczość Kazimierza Kutza była zawsze realistyczna i niezwykle wiarygodna. Być może dlatego, że Mistrz urodził się i dorastał w Szopienicach, które dziś są dzielnicą naszego miasta. Poznał więc od podszewki wszystkie blaski i cienie życia zwykłych ludzi, folklor, język, troski i  radości. Kazimierz Kutz powiedział pewnego razu „Nie wierzę w olśnienie, wierzę w realną pracę.” Te słowa zapewne zawsze towarzyszyły Jego twórczości i pozwoliły zrealizować Mu jedne z największych arcydzieł w polskiej kinematografii. Był znany z tego, że mówił to, co myślał, nie owijał w bawełnę, potrafił patrzeć krytycznie, a jak wiemy bez krytyki zastanego stanu rzeczy nie ma postępu, dlatego też Kazimierz Kutz zaangażował się w działalność społeczną – najpierw w ramach opozycji antykomunistycznej, a później już w wolnej Polsce dzielił się swoją wiedzą i doświadczeniem jako senator i poseł RP. Choć niestety Kazimierz Kutza nie ma już wśród nas to Jego wyjątkowa spuścizna pozostanie nie tylko na klatkach filmów i na scenach teatrów, ale i w naszych sercach. Pozwólcie, że pożegnam naszego Mistrza po naszemu, po śląsku, w tej formie, której on zawsze używał w tego typu smutnych sytuacjach „Mistrzu, Ty ślōnski pieronie, jużeś poszoł, a nŏm został ino żŏl”.

 

Wiesława PIĄTKOWSKA  –  STEPANIAK, prorektor Uniwersytetu Opolskiego d.s. promocji i rozwoju uczelni

 „Uniwersytet Opolski żegna swojego doktora honoris causa, wielkiego Polaka na Śląsku i wielkiego Ślązaka w Polsce, człowieka, który wyznaczał drogowskazy, które są, a one mówiły  i on mówił: „Tolerancja dla kultury”. On mówił: „Tolerancja dla innych”, on mówił podczas celebry w 1997 roku kiedy otrzymywał honoris causa: „Trzeba być otwartym, trzeba mocno trwać przy tym, co jest Twoje, to o czym Ty myślisz.” Był wielkim orędownikiem Śląska, ale mówił też tak, zapytany prowokacyjnie, w dniu kiedy mieliśmy tak piękną celebrę: „Przed czym uciekł Kazimierz Kutz ze Śląska?”, on odpowiedział: „Uciekłem ze Śląska, ale nie uciekłem od Śląska, ja Śląsk mam w sercu (…). To jest jakby nasza święta ziemia”. I jeszcze dodał takie piękne słowa: „Ktokolwiek będzie kupczył Śląskiem, komukolwiek by przyszło do głowy kłócić Śląsk to nic. Damy radę i nikt, dopóki my tu chcemy żyć, dopóki chcemy władać tą ziemią, nikt nie jest w stanie odebrać nam tej drogi, którą mamy wytyczoną, drogi do Europy, drogi do trwania.” (…) To był jeden z drogowskazów, które nam wytyczył Kazimierz Kutz. Pewnie dzisiaj przekornie by zapytał czy my odczytujemy ten drogowskaz. Umiał kochać ten artysta wyjątkowo. Jeśli mogę dzisiaj dziękować w imieniu Uniwersytetu Opolskiego to za dar, że jest naszym doktorem honoris causa. Jeżeli mogę jeszcze dodać, że kochał zuchwale Śląską Ziemię, kochał zuchwale Polskę, ale kochał do końca. W imieniu Uniwersytetu Opolskiego i całego naszego grona dziękuję.”

Piotr MIKUCKI, Dziekan Wydziału Reżyserii łódzkiej filmówki

„Szanowni Państwo, mówię w imieniu mojej uczelni i własnym. Gdy się jest młodym człowiekiem poszukuje się drogi. Gdy mija czas i oddzielamy ziarno od plew, gdy osoby, na których chcielibyśmy się wzorować nie wytrzymują często próby czasu, ukazują się tylko złymi mocami; jedynym, który przetrwał moją próbę czasu jest Kazimierz Kutz. Artysta, obywatel, człowiek. Miałem zaszczyt jako dziekan Wydziału Reżyserii Szkoły Filmowej wygłosić laudację na cześć Kazimierz Kutza, doktora honoris causa. Owa laudacja, wyraz szacunku i miłości skierowana była bezpośrednio do Niego w czasie teraźniejszym. Dziś czas ten zamienia się w czas przeszły, ale ja odmawiam używania go, bo chcę by był Pan z nami. Powiedział Pan: „Kiedy umrę będę maleńki jak neutrino. A zamknę w sobie cały Kosmos, bo on od mojej maleńkości się wziął, a moja nadświadomość z niego się wzięła. Siłę mojego myślenia podporządkowałem sobie, ukazałem obraz za pomocą mojej wyobraźni i taki jaki go pokazałem, pozostanie na zawsze (…) Dałem mu swoją osobowość, która jest maleńka jak neutrino. Bo taki jestem maleńki”. Maleńki? Życie spędził Pan czyniąc dobro, pracował Pan dla pożytku innych, nie dla swojej sławy wyłącznie. Kochał Pan i w swoich pracach ukazywał Pan wyłącznie piękno. Nie żurnalowe, które jest na styku ciała i ducha. Zmienił pan życie wielu ludzi na lepsze. Nie sprzeniewierzył się Pan wartościom przekazanym przez Pana rodziców, nauczycieli, pobratymców. Nie jest Pan maleńki jak neutrino. Jest Pan ostatnim z wielkich. Jest Pan naszym nauczycielem. Dziękuje Panu za to, Panie Kazimierzu. (…) Jeśli chcę Panu, Panie Kazimierzu, za coś osobiście podziękować to przede wszystkim za to, co Pan robił dla Śląska, dla polskich Ślązaków i śląskich Polaków, a co wpisuje się w znacznie szerszy – polski, demokratyczny, ludzki wymiar. Podkreślam tę śląsko – polską dwoistość, bycie mniejszością nie odbiera praw i obowiązków.”

Prof. Leszek BALCEROWICZ

„Poznałem najpierw filmy Kazimierza Kutza. Pamiętam, że zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Nigdy nie zapomnę sceny, gdy górnik grany przez Olgierda Łukaszewicza wraca do domu. Żona kładzie mu obiad na stół (…) Nie wiedziałem, że poznam tego twórcę. (…) Pamiętam jak pobierałem u Mistrza Kazimierza Kutza lekcje jak się nie bać telewizji, Nie było łatwo. (…) Potem pamiętam wizyty u Niego w domu, w Warszawie. Kiedy w 1997 roku na początku namawiałem Go, pełniąc wtedy funkcję przewodniczącego Unii Wolności: „Zgodzisz się wystartować jak kandydat na senatora?”  (…) To się udało. Kutz wprowadził mnie również w Śląsk (…) Gdy żegnamy bliskich nam ludzi to odczuwamy żal. (…) Wiemy, że Kazimierz Kutz zostawił dla nas bardzo wiele. Zostawił wybitne dzieła teatralne, telewizyjne, ale także wybitną literaturę, która powinna być jeszcze bardziej doceniania, i zostawił pamięć o sobie jako o niezwykłym człowieku, barwnym pełnym poczucia humoru, bardzo wyczulonym na brzydotę, zarówno estetyczną, jak i moralną.”

Adam MICHNIK, redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”

„Ostatni już raz spotykają się wokół Kazimierza Kutza Jego przyjaciele, uczniowie, widzowie, czytelnicy. Ci wszyscy, którzy mogą o sobie powiedzieć „my wszyscy z Kutza”. Zawsze był niezwykłym, oryginalnym, niepowtarzalnym artystą. Gdy szukał własnych dróg w filmie czy wtedy kiedy zbudował całą serię opowieści o Śląsku. Jeśli dziś spoglądamy na Śląsk, spoglądamy na filmy Kazimierza Kutza możemy stwierdzić, że to, co dzisiaj oglądamy z radością i dumą, jeśli znamy Śląsk to dzięki temu, co stworzył, wyreżyserował, napisał Kazimierz Kutz (…) niósł na plecach ten szczerbaty śląski los, los ludzi nierozumianych bądź przerozumianych i zawsze był po stronie Polski demokratycznej, wolnej od nietolerancji, od zaściankowości, od pewnego szowinizmu. Śląsk to była cudowna śląska perła w koronie polskiej kultury. Kazimierz Kutz o sobie powiadał, że jest chrześcijaninem, wolnym od tego nalotu tępoty, nienawiści, nietolerancji tak ciągle obecnych w polskim katolicyzmie. Opowiadał się kategorycznie za Polską otwartą w tym sensie, że był chrześcijaninem, bez stosów Inkwizycji. (…) Na końcu chcę powiedzieć coś bardzo osobistego. Należałem do ludzi, których Kazik obrażał z sympatią i życzliwością. To on uczył mnie Śląska. Kiedy myślę dziś, kiedy Go już nie ma, nie umiem się z tym pogodzić (…) Przyjacielem był wspaniałym, lojalnym, nie zostawiał w tarapatach. Do swoich przyjaciół napisał: „Dla tej przyjaźni warto było się urodzić”. Ja właśnie tak myślę o Tobie, Kaziku.”

Olgierd ŁUKASZEWICZ, aktor, przedstawiciel Związku Artystów Scen Polskich

„Był jak starszy brat, jak ojciec, a dzisiaj żegnam Go w imieniu tysięcy polskich artystów skupionych w Związku Artystów Scen Polskich, Stowarzyszeniu Filmowców Polskich, w imieniu Towarzystwa Przyjaciół Śląska w Warszawie. Żegnamy Go w miejscu dla Niego istotnym, nieopodal siedziby Sejmu Śląskiego. Jesteśmy o kilka kroków od pomnika Wojciecha Korfantego, którym fascynował się od dawna i jego wizjami Śląska jako perły w koronie. Kazimierz Kutz należał do pokolenia zranionego przez wojnę, doświadczonego. Powojenne stosunki społeczne umożliwiły Mu pójście za głosem powołania w środowisko sztuki, wcześniej nieosiągalnym dla rodzin robotników śląskich. Związał się z grupą ambitnej młodzieży artystycznej, która wydobyła polski film z ciasnoty komercyjnych recept i wypowiedź filmową w Polsce podniosła do rangi sztuki mimo istniejącej cenzury. Młodzi wizjonerzy wywalczyli osobistą odpowiedzialność stwarzając sobie przestrzeń wzajemnej rywalizacji, stając się przy tym wynalazcami form języka filmowego. Na tym polu pierwsze dokonania Kazimierza Kutza odznaczały się konsekwencją, odpowiedzialnością, własnym stylem i były szeroko komentowane. To pokolenie Kutza stworzyło znaną w świecie szkołę polską. Wcześnie znalazł się wśród Mistrzów zawodu reżysera filmowego, wyraziście wszedł do teatru, osiągnął szczyty w produkcjach filmowych. Na swojej drodze dokonywał wyborów ważnych, istotnych. W pracy cechował Go upór (…) Miał opinię reżysera, który wszystko zaplanował, przewidział, dlatego aktorzy chętnie powierzali Mu siebie z poczuciem bezpieczeństwa. (…) Radził: „Opowiadaj o sobie w konkretnej sytuacji. Odpowiedzialność za idee pozostaw reżyserowi.” Kutz nigdy nie był sędzią dla swoich bohaterów, przyglądał się im z  uwagą, wyrozumiałością. Wikłając swoich bohaterów w różne zależności cieszył jak Niebieski Stwórca obserwując ich zmagania, z życzliwością doceniając patos i egzystencję Każdy z nas w kontakcie z Nim stawał się materiałem do Jego prywatnej anegdoty, czasem śmiesznej, czasem zabarwionej złośliwością, sentymentalnej, ale zawsze literackiej. Przyjaźniąc się z nami wypuszczał istotę odpowiedzialnego wątpienia. Żadna z Jego postaci nie miała racji absolutnej choć każda jednocześnie miała rację świętą. (…) Jego warsztat analiz społecznych umocował w nawiązaniu do naszego życia społecznego. Ci, którzy Go internowali w stanie wojennym  bali się Jego słowa. Pojęcie patriotyzmu, bohaterstwa, poświęcenia konfrontował ze zwykłym człowiekiem. Obcy Mu był egzaltowany polski romantyzm, nie dopuszczał kalkulacji w kategorii ofiar. Paradoksalnie był autorem pism poświęconych romantykom (…) Jako wychowawca zachęcał młodszych do brania za nią, za Polskę odpowiedzialności. Kiedy podróżowaliśmy pokazując odnowiony Jego najbardziej osobisty film „Sól ziemi czarnej” pytał mnie czy młode pokolenie jest w stanie stanąć w obronie demokracji (…) Pytał czy pokolenie kina moralnego niepokoju, czyli około siedemdziesiątki, może liczyć na kolejną generację tych polskich artystów. (…) Kazimierz pomagał mi jako prezesowi ZASP Mówił: „Nie bój się, idź prostą drogą”. Wiem, że trzeba wyjaśnić do jakiej kreacji zmierza ten bunt. (…) Kaziu, mógłbyś to wyjaśnić, ale właśnie Ciebie zabrakło. Uczynimy wszystko co w naszej mocy, aby ten rok nie zniszczył tego, co już, m. in. dzięki Tobie, Kaziu, udało się w Polsce osiągnąć. Cześć i chwała Twojej pamięci.”

 

Jerzy TRELA, zabrał głos w imieniu aktorów scen krakowskich

„(…) Nasza rozmowa zaczynała się: „Co tam w Krakowie?” Pięć lat poświęciłeś temu miastu – wykładałeś w Szkole Teatralnej na Wydziale Reżyserii, reżyserowałeś w Teatrze Starym (…) Uczyłeś nas, a co najważniejsze stworzyłeś wspaniały, unikalny teatr telewizji (…) połączyłeś materię filmową z telewizyjną (…) Odwiedziłem Cię w Waszym domku w górach i poszliśmy na taras. Usiedliśmy na tym tarasie, siedzieliśmy i milczeliśmy Ja nie wiedziałem, co powiedzieć, a Ty milczałeś, ale w pewnym momencie zapytałeś: „Jurek, co tam w Krakowie?” Ja zacząłem opowiadać. W pewnym momencie odwróciłem się do Ciebie i zobaczyłem Twoją twarz – łzy w oczach, a później uśmiech. Takiego Cię, Kaziu, będę pamiętał zawsze – człowieka czułego, wrażliwego, ale i twardego – wspaniały artysto i bardzo dobry człowieku. Żegnaj Kaziu. Do zobaczenia. Jak się spotkamy to opowiem Ci co tam w Krakowie.”

Daniel OLBRYCHSKI pożegnał w imieniu artystów warszawskich

„Polscy widzowie kina, teatru, telewizji mają prawo być w ciągu pięćdziesięciu – sześćdziesięciu lat naprawdę dumni (…) Polska wydała tak wielu różnorodnych, odrębnych, unikalnych reżyserów, że trudno wymieniać. Hass, Kawalerowicz, Morgernstern, Kieślowski już ich nie ma. Odeszli. Żyją jeszcze inni Mistrzowie. Nie będę ich wymieniał. Niech żyją jak najdłużej. Od kilku dni w czasie przeszłym mówimy o Kaziku Kutzu. Przy tych wszystkich różnorodnościach reżyserów, których dzieła podziwialiśmy w ostatnich dziesięcioleciach Kazimierz Kutz był niezwykły jako człowiek i jako artysta. Wydaje mi się, że wszystko tutaj zostało powiedziane. (…) Otrzymałem epizod w filmie „Sól ziemi czarnej” – „Krzykniesz ognia, machniesz ręką i się zdziwisz, że tak szybko nie zżyjesz” Ja to zagrałem. „No to fajnie, masz jutro jeden dzień zdjęciowy. Możesz się napić z Franciszkiem Pieczką”> „Jak to nie gram?” „Jest przecież scena w której gram” „Będziesz leżał w otwartej trumnie, a Ślązaczki będą Ci śpiewały patriotyczne pieśni.” I taki był Kazio. Napisałem w księdze pamiątkowej jedno zdanie: „Mówienie, że nie ma ludzi niezastąpionych jest haniebnym błędem. Kazika nie zastąpi nikt.”

Małgorzata KIDAWA – BŁOŃSKA, Wicemarszałek Sejmu

„Mieliśmy szczęście oglądać Pana filmy, wzruszać się na Pana filmach, płakać, odkrywać Śląsk, odkrywać Pana bohaterów. Mieliśmy szczęście czytać Pana książki. Mieliśmy szczęście śmiać się ze zdań, które Pan wypowiadał. A my parlamentarzyści mieliśmy szczęście z Panem pracować. Przez wiele lat pracowaliśmy w Komisji Kultury. Pan Kazimierz był wielkim orędownikiem kultury (…) Uczył nas, że nie można się bać, trzeba mówić, co się myśli, jeśli nawet ponosi się za to konsekwencje i trzeba patrzeć na świat pogodnie i być wiecznie młodym. Kazimierz Kutz był zawsze młody, miał najwięcej energii. Za to dziękuję, że mogliśmy z Panem pracować, oglądać Pana filmy. Mam nadzieję, że spotkamy się w innym wymiarze i też będzie to szczęście.”

Marek PLURA, europarlamenatarzysta

 „Panie Kazimierzu, jŏ Wŏs szukŏm, pytŏm się Wŏs kajście sōm. Poszliście se na ta piōnto strona świata, tam kaj je nasze ślōnskie niebo, żółte a modre, kaj wszyscy po ślōnsku gŏdajōm a po naszymu żyjōm. A nŏs żeście ȏstawili sam na tyj czŏrnyj ziemi. Kaście sōm? Kej nŏm Wŏs sam trzeba. Fto się upomni o tyn luft, kerym dychomy a ȏd kerego umiyrŏmy, ȏ naszŏ ślōnskŏ godka a ślōnskŏ nacyjŏ. Kajście sōm? Nic niy gŏdŏcie. Moglibyście wszyjsko pedzieć we tyj polityce a we ksiōnżkach. Za to Wŏm piyknie dziynkuja ȏd cŏłki naszyj ślōnskij nacyje Ino terŏz my sami muszymy to zrozumieć co by Ślōnsk żył dalij jak chcecie. I to Wŏm sam ślubuja – Panie Kazimierzu, poradzymy.”

Gabriel KUTZ, syn reżysera

„Drogi Ojcze, dziękuję za długie, szczere rozmowy o Śląsku, o sztuce, o bieżącej sytuacji, za Twoje genialne śniadania i obiady, dyskusji o formie Lewego i Messiego nie zapomnę nigdy. (…) dziękuję Ci za tysiące małych i dużych rzeczy, które wspólnie z Tobą robiliśmy, przeżywaliśmy (…) Dziękuję ci za to, że pokazałeś, że w życiu warto być pracowitym i zawsze robić swoje. Po prostu być przyzwoitym człowiekiem, a szczególnie dziękuję Ci za nauczenie mnie poszanowania słowa oraz miłości do języka, do tej wielkiej sztuki nawiązywania komunikacji z drugim człowiekiem. Jestem bardzo dumny, że się tego od Ciebie nauczyłem. Dla sprostowania – nigdy nie mówiłem, że kląłeś. Potrafiłeś bardzo poetycko i odważnie wykorzystywać możliwości języka. Poszanowanie przeciwnika i wykorzystanie języka jest dzisiejszych czasach niezwykle istotnym doświadczeniem. Żyjemy w czasach, w jakich żyjemy. Na szczęście dobrze wiemy z lekcji historii, czasami jedno zdanie, jedno słowo wypowiedziane w stosownym momencie potrafi zmienić nasz świat na lepszy, wyzwolić dobrą energię, która się kumuluje i wraca z jeszcze większą siłą wcześniej czy później. Ty, Tato, potrafiłeś w genialny sposób to robić. Cudownie na bieżąco komentowałeś rzeczywistość i zmieniałeś Śląsk, świat. Chciałbym bardzo, żebyśmy zawsze o tym pamiętali. Nigdzie nie odchodzisz, jesteś głęboko w nas zakorzeniony. Na zawsze.”

 

Andrea CERRI, zięć Kazimierz Kutza

„Poznałem Kazia dwanaście i pół roku temu. Wtedy po raz pierwszy przyjechałem do Polski, żeby spędzić trochę czasu z moją kochaną. Dobrze pamiętam naszą pierwszą rozmowy, dotyczyła ona bardzo delikatnej sprawy. Poszedłem do jego pokoju i zapytałem: „Przepraszam Pana, czy mogę dzisiaj spać w pokoju Pana córki?” On na mnie spojrzał i zdziwiony odpowiedział: „Tak, to wasza sprawa”. Jak usłyszałem odpowiedź poczułem się częścią rodziny. Na szczęście od tego czasu mieliśmy okazję rozmawiać wiele razy. Zawsze podziwiałem Jego ogromną wiedzę. Dowiedziałem się, że jest nie tylko artystą kina, ale też w kuchni. Zakochałem się w Jego kluskach śląskich z sosem, za którymi będę bardzo tęsknił. Świetnie gotował z jedną wspólną cechą – na moim talerzu nigdy nic nie zostawało. Trzy tygodnie temu, kiedy byłem u Niego w szpitalu, dostałem wiadomość od przyjaciela z Włoch. Chciał mi powiedzieć, że w Rzymie był pokaz filmów mojego teścia „Sól ziemi czarnej”. Prawie 50 lat po premierze Jego film został wybrany jako jeden z najważniejszych polskich filmów wszechczasów i Włosi oglądali go w kinie. Dla mnie to niesamowite, bo znaczy, że mimo tego, że Jego czas na ziemi się skończył, to Jego arcydzieła zostaną z nami na zawsze.”

Tymoteusz KUTZ, syn Kazimierza Kutza

„Obudziłem się dzisiaj o 5 nad ranem i od razu pomyślałem o Kaziu, nie dlatego, że w ostatnich dniach o Nim bardzo dużo myślę, ale przede wszystkim dlatego, że z ojcem najbardziej łączyły mnie wczesne poranki. To na nie umawialiśmy się wieczorem, by w kuchni o świcie spotkać się przy jajecznicy, gdy cały dom jeszcze spał. (…) to tej godzinie, jako dzieciak biegałem do jego łóżka, żeby pogadać i powylegiwać się przed śniadaniem. Kiedyś, właśnie podczas jakiejś imprezy, podszedł do mnie facet i zapytał: „Jak to jest być synem Mistrza?” Rozbawiło mnie to i przypomniała mi się pewna anegdota. Kiedy byłem mały poszliśmy z Kaziem do McDonaldsa na nuggetsy. On uwielbiał te nuggetsy w sosie słodko – kwaśnym. I jak wyszliśmy z McDonaldsa ojciec zorientował się, że zapomniał czapki. Pewnie większość z was ją kojarzy. Kiedy zawróciliśmy do knajpy, chwiejnym krokiem wyszedł z niej bezdomny. Spojrzałem na ojca, ojciec spojrzał na czapkę tego bezdomnego. Po chwili Kazik powiedział: „A ch… z tym. Niech mu będzie.”  i w tym właśnie było dla mnie ucieleśnienie Mistrza. Był on dla mnie przede wszystkim dobrym facetem, kimś na kogo zawsze mogłem liczyć, kto się o mnie troszczył, kto dzwonił do mnie 5 razy dziennie zapytać co jadłem na obiad i czy kupiłem wreszcie wygodne łóżko, kimś kto tańczył z nami do piosenki „Zasiali górale żyto”, kimś kto z taką samą pasją robił filmy, jak i kluski śląskiej, kto żył i odszedł na własnych warunkach. I teraz te wczesne poranki stały się dla mnie ciche jak nigdy przedtem, bo nie mam z kim spędzać tych 2-3 godzin zanim rozbudzi się świat.”

Mirosław NEINERT, dyrektor Teatru „Korez”, prowadzący w GCK ceremonię pogrzebową powiedział: „Panie Kazimierzu, żyjesz nie tylko w swoich wspaniałych dziełach, ale również w swojej wspaniałej rodzinie, a my wszyscy teraz odprowadzimy Cię w ostatnią drogę. Już nigdy nie spotkamy się z Tobą. Chciałbym podziękować Pani Krystynie, która zajęła się organizacją tego pożegnania, pogrzebu. To była wielka, ogromna praca. W imieniu wszystkich dziękuję.

Mirella DĄBEK