„WIELOKULTUROWOŚĆ KATOWIC – PRAWDA CZY MIT?” – PANEL DYSKUSYJNY

cz. 1 2018

„WIELOKULTUROWOŚĆ KATOWIC – PRAWDA CZY MIT?” – PANEL DYSKUSYJNY

 

„Wielokulturowość Katowic – prawda czy mit?” - tak zatytułowany był panel dyskusyjny, w którym – po uroczystym wręczeniu nagrody „Górnośląskiego Tacyta” im. Augustina Weltzla, wzięli udział tegoroczni laureaci – prof. dr hab. Grażyna SZEWCZYK i Remigiusz LIS, laudatorzy – prof. dr hab. Zbigniew KADŁUBEK i prof. dr hab. Ryszard KACZMAREK. Dyskusję  poprowadził dr Tomasz SŁUPIK.

Prof. dr hab. Zbigniew KADŁUBEK „- Chciałbym sobie na nowo zadać to pytanie, by systematycznie wszystko poukładać. Dla mnie słowo >wielokulturowość< jest podejrzane. Spinamy to jednym słowem, ale wygląda to wszystko tak jak byłoby obok siebie, nie widząc siebie, nie rozpoznając siebie, jednocześnie w jakiejś izolacji. To jest niezbyt dobre słowo, które coraz rzadziej występuje. Słowo >wielokulturowość< się wytarło. Szukamy pewnie nowej metafory, innego nazwania. >Wielokulturowym< nazywamy coś co stężało, jest w konsystencji stałej, nie porusza się. Czy my musimy tego słowa >wielokulturowość< również w kontekście  Katowic używać? Mówienie dzisiaj o >wielokulturowości< jest bezsensowną metaforą.”

Prof. dr hab. Grażyna SZEWCZYK „- Słowo, metafora >wielokulturowość< pojawiła się w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. To był pewien dyskurs, w którym socjologowie próbowali rozmawiać na temat wielokulturowości z etnografami, antropologami, kulturoznawcami, ale gdybyśmy tylko sięgnęli do tekstów literackich z przełomu XIX i XX wieku i tych, które powstały w późniejszych dziesięcioleciach, to słowo >wielokulturowość< tam się nie pojawia. A jeśli pojawia się jakieś słowo to bardziej >wieloetniczność< czy >pogranicze>. Raczej z tym >pograniczem< starali się jakoś uporać pisarze. Natomiast współcześni Niemcy, bo przecież żyją Niemcy urodzeni na Górnym Śląsku, którzy pisali czy nadal piszą też tego słowa nie używają. To słowo to pewien wytrych. Gdybyśmy porównali naszą ziemię – Górny Śląsk z Gdańskiem, Pomorzem czy Mazurami to nawet we współczesnej literaturze niemieckiej czy polskiej to >wielokulturowość< w ostatnich latach przestała istnieć. Natomiast zastanawia mnie inne słowo, które pojawia się we wszystkich debatach, ja go za bardzo nie rozumiem  >współdziedziczenie, dziedzictwo<.”

Remigiusz LIS „ - W swoim życiu miałem do czynienia z różnymi kulturami, z różnymi pomysłami na świat. Mam przeczucie, że słowo >wielokulturowość< jest mocno związane z pewnymi poglądami, dosyć mocno podsyconymi ideologią. Jest bardzo bliskie słowu >multi – kulti< co narzuca pewną ramę – że jest wiele kultur, jest pewną sztuką żeby one w miarę pokojowo się zachowywały, żeby sobie nie szkodziły. Moim zdaniem jest to pewien konstrukt, dlatego, że mam pewne osobiste doświadczenie. Jestem spoza tego regionu i nie mam w związku z tym żadnych >okularów regionalnych<. Jak tu zawitałem i zacząłem się przyglądać osobom związanym ze Śląskiem, którzy definiują się jako Ślązacy to czasami staje mi przed oczami taka rzeźba „Grupa Laokona”. To są ci Ślązacy, którzy mocują się ze swoją tożsamością. Ja odbieram koloryt socjologiczny tego regionu zupełnie bezwysiłkowo. W tym sensie, że nigdy nie usłyszałem jako 100% gorol >Ty gorolu<. Jeśli przychodzisz tutaj, podzielasz pewne wartości, działasz, wchodzisz w pewną umowę społeczną to jesteś szanowany. Mnie Śląsk przypomina Amerykę. W Stanach Zjednoczonych wszyscy są skądś, musieli nauczyć się żyć razem. Co więcej mieli pewne doświadczenia kulturowe, które nauczyły ich razem współpracować ze względu na różnice. Niektórzy socjologowie twierdzą, że budowa kolei nauczyła Amerykanów współpracy. Bez względu czy jesteś katolikiem, protestantem czy Żydem to musimy te tory położyć, żeby to działało, żeby nam wszystkim było dobrze. I to jest moje doświadczenie Śląska. Miałem też doświadczenia lubelskie. Reszta kraju ma skłonność do postępowania plemiennego. Moje zdziwienie na Śląsku było ogromne, że ludzie mogą mieć absolutnie inne poglądy polityczne, ale podawać sobie rękę, uśmiechać się i razem coś robić. Myślę, że to jest główny kapitał Śląska – możliwość kooperacji. To jest kapitał zaufania. To jest niesamowite, to jest takie amerykańskie. To jest piękne, bo to – zdaniem ekonomistów – obniża koszty współpracy. Nie trzeba wielkich umów i zatrudniać prawników, bo możemy się dogadać. Taki projekt jak Biblioteka Cyfrowa nie byłby możliwy gdzie indziej. W Lublinie jest 5 bibliotek cyfrowych. Zawsze mówię i podkreślam – nie jestem Ślązakiem. Zawsze daje mi to pewną przewagę jakby oglądania Ślązaków od zewnątrz. Zawsze dziwiłem się temu wysiłkowi tożsamościowemu. Dlaczego to jest takie trudne, wysiłkowe. Macie, mamy kapitał, potrafimy budować niesamowite rzeczy. ŚBC zostało wyeksportowane, inne ośrodki zaczęły korzystać. Ludzie potrafią współpracować. Gdybym miał jako dyletant socjologiczny zdefiniować śląskość to powiedziałbym, że to są  nadnarodowości albo nadpaństwowości, bez względu czy jesteś Polak, Niemiec, katolik czy ewangelik.

Prof. dr hab. Ryszard KACZMAREK „- Mam wrażenie, że co jakiś czas pojawia się pojęcie, które ma tłumaczyć śląskość. One są różne. Wszyscy je znamy. Co najmniej trzy teraz mi się kojarzą - >wielokulturowość<, >mosty<. W latach dziewięćdziesiątych było tylko o mostach. Potem >pogranicze<. Mamy kilkadziesiąt kilometrów do pogranicza, ale byliśmy pograniczem. Myślę, że tak na dobrą sprawę to nic nie tłumaczy. Proszę pokazać mi miasto w Polsce, które nie jest wielokulturowe? Czy Warszawa nie jest wielokulturowa? Jesteśmy w takim miejscu Europy. Może jak byśmy byli w Laponii to byłoby inaczej. Ona jest przypisana temu miejscu na Ziemi. Nasilenie kapitału ludzkiego jest większe lub mniejsze. Kiedy są takie momenty w historii Górnego Śląska, gdy tę otwartość wykorzystujemy to wtedy faktycznie mamy okres prosperity. Były tutaj znacznie gorsze czasy, wszyscy o tym wiemy. Może to jest ostatnia z takich szans.”

Dr Tomasz SŁUPIK „– To jeśli Katowice nie są wielokulturowe, to jakie są?”

Prof. dr hab. Zbigniew KADŁUBEK „- To, co powiedział Pan Remigiusz to dokładnie napisał te słowa w 1937 roku w swoim debiucie „Aspekt Śląska” Haupt, stanął 15 m stąd i powiedział >Jestem w Ameryce<. Ameryka nie jest dla mnie jakimś miejscem wyśnionym, wyjątkowym, ale to, co mówimy o pewnym zaufaniu, myśleniu o wspólnocie jak o projekcie, to się działo tutaj i dzieje znowu.”

Prof. dr hab. Grażyna SZEWCZYK „– W bardzo wielu tekstach XIX – wiecznych porównuje się Katowice z Nowym Jorkiem. To porównanie jest wszędzie, ale to porównanie nie ma związku z ludźmi, tak jak Pan to widział, z jakąś wspólnotą. Chodzi o rozwój cywilizacyjny, dynamikę pewnych przeobrażeń dziejących się w szybkim tempie, ale nie ma tam refleksji jak zmienia się wspólnota. Często było tak, że ludzie byli biedni, a wznoszono nowoczesne, piękne obiekty. Raczej nie było przełożenia Ameryki na zachowania ludzkie, bardziej mamy postęp technologiczny i cywilizacyjny.”

Remigiusz LIS „- Nie rozdzielałbym tych sfer rzeczywistości – skomplikowana technologia a ludzie. Wydaje mi się, że ludzie bez pewnych właściwości nie są w stanie tworzyć skomplikowanych technologii. Tak samo ludzie, którzy nie potrafią się dogadać, nie mają własności komunikacyjnej nie są w stanie zbudować wieżowców, nie są w stanie uruchomić maszyny parowej ani huty. Takie zamierzenia budują umiejętność komunikowania się między ludźmi, ale muszą bazować na takiej gotowości do komunikacji. To skomplikowany splot warunków socjologicznych, religijnych. Najbardziej intensywnym, skutecznym z punktu widzenia treningiem cywilizacyjnym – tak naprawdę – jest religia. Albo ma charakter bardziej indywidualistyczny albo skłania do współdziałania, buduje środowisko zaufania albo zatapia człowieka w nomadzie izolowanej. Mówię to w kategorii osobistych doświadczeń popartych jakąś lekturą.”

 

Dyskusji wysłuchała: Mirella DĄBEK