„ŻEBYŚMY MOGLI ŻYĆ OBOK SIEBIE W POKOJU …”

wrz. 17 2017

„ŻEBYŚMY MOGLI ŻYĆ OBOK SIEBIE W POKOJU …”

„ - Żebyśmy mogli żyć obok siebie w pokoju, wzajemnym poszanowaniu i wspólnej modlitwie, którą zanosimy do naszego wspólnego Ojca” – zaapelował w wygłoszonej homilii, podczas uroczystości upamiętniających ofiary jaworznickiego Centralnego Obozu Pracy, ks. bp Włodzimierz JUSZCZAK – ordynariusz eparchii wrocławsko – gdańskiej Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. W tym roku obchody miały szczególną wymowę. 70 lat temu rozpoczęła się akcja „Wisła”, która miała doprowadzić do ostatecznego rozwiązania problemu ukraińskiego w Polsce. Jej głównym zadaniem była całkowita likwidacja oddziałów UPA, a także wysiedlenie tysięcy Ukraińców z południowo – wschodniej Polski na Ziemie Zachodnie i Północne. Akcją objęto również Łemków i mieszane rodziny polsko – ukraińskie.

W sobotnich uroczystościach uczestniczyli:  ambasador Ukrainy w Polsce – Andriej DESZCZYCIA, władze Jaworzna – Prezydent Paweł SILBERT i sekretarz miasta – Ewa SIDEŁKO – PALECZNY, przedstawiciel Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara – Andrzej STEFAŃSKI, a także regionalne stowarzyszenia – Towarzystwo Społeczno – Kulturalne Niemców Województwa Śląskiego z Przewodniczącym Martinem LIPPA i Wiceprzewodniczącym – Eugeniuszem NAGEL. W tym gronie nie zabrakło również Ślōnskij Ferajny.

Bardzo wymowna, a jednocześnie przypominająca historię obozu, była homilia ks. bp Włodzimierza JUSZCZAKA. Duchowny powiedział: „Gdy zapytać Ukraińca w Polsce co mu się kojarzy z miastem Jaworzno to bez wątpienia każdy odpowiedział, że Centralny Obóz Pracy. Inaczej, że jest to przejściowy obóz pracy dla podejrzanych Ukraińców. Utworzony został na gruncie wcześniejszego niemieckiego obozu koncentracyjnego. Zabezpieczony w 1945 roku niemiecki obóz został wykorzystany do osadzania w nim jeńców wojennych, ale praktycznie osadzono w nim również cywilów, w tym dzieci, kobiety, starców, osoby niewygodne dla władz komunistycznych. Tutaj byli osadzeni Niemcy, Ślązacy, obywatele państwa polskiego oraz volksdeutsche. Normą było to, że osadzeni byli bez sankcji prokuratorskich, bez wyroku sądowego. W tym obozie straciło ogólnie życie 7 tys. ludzi. To stawia go na niechlubnym pierwszym miejscu wśród wszystkich komunistycznych obozów w Polsce, ale szczególnie pamiętamy o tym, że był to obóz dla Ukraińców. Pierwsi osadzeni Ukraińcy znaleźli się na początku maja 1947 roku, czyli tydzień po rozpoczęciu akcji „Wisła”. Razem do 1947 roku osadzono tu 815 kobiet spośród których ok. 80 było w ciąży, a także kilkanaścioro dzieci oraz ponad stu starców. Do obozu w Jaworznie trafiło również 22 księży greckokatolickich oraz 5 księży prawosławnych. Byli tutaj chłopi ukraińscy, byli przedstawiciele inteligencji, byli tutaj żołnierze Wojska Polskiego oraz uczestnicy wojny obronnej 1939 roku, wcześniej więzieni w obozach niemieckich i sowieckich. Nie zabrakło byłych żołnierzy Armii Czerwonej, a po zakończeniu w lipcu 1947 roku akcji „Wisłą” do obozu kierowano również schwytanych Ukraińców, którzy powracali z Ziem Zachodnich i Północnych na swoje gospodarstwa aby przeprowadzić żniwa czy zabrać pozostawiony tam majątek. Wiadomo, że wyjechali praktycznie z niczym. Tam nie mieli na Ziemiach Północnych i Zachodnich zasianych pól i starali się uniknąć głodu. Trafiali na koniec do obozu w Jaworznie. Wszyscy więźniowie Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie byli poddawani różnym wymyślnym, sadystycznym torturom, o których nie wypada dzisiaj mówić przy okazji naszej uroczystości. Głodowe racje żywnościowe i warunki bytowe sprzyjały rozwojowi chorób, szczególnie duru brzusznego i tyfusu. Z tego też powodu spośród ukraińskich więźniów obozu nie przeżyły obozu 162 osoby, w tym księża – Cyprian Krynicki.  Ciała chowano w tym lesie w anonimowych mogiłach. Nie wiemy ile ostatecznie osób zmarło jeszcze po zwolnieniu z obozu na skutek utraty zdrowia w czasie osadzenia w Centralnym Obozie Pracy. Ostatni ukraińscy więźniowie wyszli stąd w styczniu 1949 roku. Była też grupa 6 księży. W czasie osadzenia były brutalne śledztwa prowadzone przez aparat śledczy. Wiele osób w czasie tego brutalnego śledztwa przyznało się do współpracy z ukraińskim podziemiem. Ostatecznie 93 osoby skazano na karę śmierci. Ponad 450 na karę więzienia. Jednakże większość była więziona bez udowodnienia winy, bez wyroku, bez osądzenia. Natomiast gdy ludzie zostali stąd zwolnieni i wracali do miejsc zamieszkania ich rodzin na Ziemiach Zachodnich czy Północnych musieli milczeć o tym wszystkim, co się stało, co było. Gehenna nie zakończyła się po przekroczeniu przez więźniów bramy obozu w Jaworznie. Musieli żyć w Polsce z piętnem wroga narodu. Nie mieli też możliwości dochodzenia prawdy, nie mieli też możliwości domagania się odszkodowania i praw kombatanckich. Nie mieli prawa mówienia, że byli w tym obozie. Dopiero po upadku komunizmu w 1989 roku społeczność ukraińska w Polsce reprezentowana przez Związek Ukraińców w Polsce oraz przez Zjednoczenie Łemków mogła mówić otwarcie o bólu jakim była niezagojona rana obozu w Jaworznie. Domagano się m.in. uznania za zbrodniczą decyzję o utworzeniu obozu dla Ukraińców, uznania tej zbrodni za nieulegającą przedawnieniu, nadania byłym więźniom uprawnień kombatanckich i upamiętnienia tego miejsca krzyżem i tablicami z nazwiskami ofiar. Starania były długie, ale tylko nieliczna grupa doczekała roku 2004 kiedy zdecydowano się o przyznaniu byłym ukraińskim więźniom Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie świadczenia finansowego w formie rent specjalnych w wysokości najniższej emerytury dla osób niepobierających emerytury czy renty oraz w wysokości połowy tej kwoty dla pozostałych osób. Warunkiem też było to żeby te osoby nie były skazane za działalność przeciwko państwu polskiemu. Ostatecznie jaworzniacy nie doczekali się przyznania im uprawnień przysługujących osobom represjonowanym w okresie stalinowskim. Prawdopodobnie czas rozwiąże tę sprawę sam kiedy odejdą ostatni jeszcze żyjący więźniowie Centralnego Obozu Pracy. Ale żeby była jasność - dla przeciwwagi tego co było – dla Ukraińców w Polsce Jaworzno niekorzystnie kojarzy się tylko z latami powojennymi i represjami z okresu stalinowskiego. Mamy w pamięci bardzo wiele światłych, napawających optymizmem kart z naszej nieodległej historii. W 1992 roku na otwarciu wystawy o Ukraińcach w Jaworznie autorstwa Anety Fedak zorganizowanej w Centrum Kultury Miasta Jaworzno, ówczesny prezydent miasta – Andrzej Węglarz powiedział wzruszające słowa:         „Kto rozumie cokolwiek z ludzkiej natury domyśli, że ukraińska świadomość uznała cierpienia w Jaworznie za niezasłużone, z niczyjej winy”. Jaworzno stało się dla Ukraińców symbolem krzywdy. O ukraińskich grobach  na naszej ziemi Ukraińcy nigdy nie zapomnieli. Nam, Polakom, jaworzniakom, także nie można zapomnieć. Należy podkreślić, że każdego roku władze Jaworzna – z obecnym tu prezydentem Pawłem Silbertem – włączają się bardzo aktywnie w przygotowanie uroczystości ku czci byłych więźniów w Jaworznie, którzy spoczywają w tym miejscu. W samych superlatywach o współpracy z miastem, szczególnie z reprezentującą Prezydenta – Panią Ewą Sidełko – Paleczny – sekretarzem miasta, mówił  proboszcz parafii greckokatolickiej w Katowicach – o. Szymon Jankowski. On już dzisiaj Panią sekretarz przedstawiał, chwalił, ale również mnie to mówił wcześniej i bardzo ceni sobie tę współpracę. Ich pracę możemy docenić dzisiaj i podziękować władzom, że rozumieją nasz ból, nasze przeżycie, naszą bolesną pamięć i że są z nami dzisiaj, tutaj w czasie tej modlitwy na tym miejscu, które jest bolesne dla nas. Dzisiaj to miejsce upamiętnia pomnik odsłonięty 28 maja 1998 roku przez prezydentów Polski i Ukrainy: Aleksandra Kwaśniewskiego i Leonida Kuczmę. Mogłoby się wydawać, że wspominamy dzisiaj dawno minione wydarzenia, które razem ze swą bezwzględnością, nienawiścią, brakiem poszanowania dla godności i życia osoby ludzkiej odeszły do historii. W rzeczywistości to wszystko nie wydarzyło się tak bardzo dawno temu, bo żyją jeszcze, są pośród nas naoczni świadkowie tamtych wydarzeń, czyli to nie są czasy prehistorii. Rzeczywistość, o której codziennie informują nas media, uświadamia nam, że w każdej chwili może nastąpić powtórka z historii. Nacjonalizmy rodzą się dzisiaj w każdej szerokości i długości geograficznej, a wojna chociażby na wschodzie Ukrainy trwa i jest dosłownie w zasięgu naszej ręki. We Lwowie, niedaleko stąd, cmentarz rozrasta się przyjmując ciała tych, którzy giną, młodych Ukraińców broniących swojej ojczyzny na wschodzie. Paradoksalnie historia kpi sobie z ludzkich planów  oraz podjętych kroków, decyzji władz wspieranych przez siły wojskowe, polityczne. W granicach powojennej Polski pozostało ok. 700 tys. rdzennych Ukraińców. Władze komunistyczne zdecydowały, że Polska powinna być jednorodna pod względem narodowościowym. Wtedy po latach 1944-46 wysiedlono na Wschód, na teren Ukrainy radzieckiej ponad pół milion Ukraińców. Pozostałych – ok. 150 tys. osób wysiedlono na Ziemie Zachodnie i Północne w celu ich szybkiej, pełnej asymilacji narodowej. Jak wspomniałem paradoksalnie dzisiaj, 70 lat po akcji „Wisła” w Polsce jest ok. 1 mln 300 tys. Ukraińców. Dwa razy więcej jak zaraz po wojnie. Jesteśmy na siebie skazani. Nasze społeczeństwa powinny również zrozumieć, że agresja względem siebie, nawet ta na ulicach naszych miast nie prowadzi do dobrej przyszłości, tylko wyzwala demony przeszłości, które mogą nas wszystkich zniszczyć, pozbawić życia, a także ludzkiej, chrześcijańskiej godności.

Ambasador Ukrainy w Polsce – Andriej DESZCZYCIA powiedział:  „ - Chciałbym podziękować za pamięć, współprace, opiekę, ponieważ tylko wspólnie pamiętając o naszej wspólnej historii, trudnej historii możemy budować naszą  przyszłość. Jestem przekonany, że właśnie przyszłość nasza powinna się rozwijać w duchu dobrosąsiedztwa i przyjaźni.”

Natomiast w wystąpieniu Prezydenta Jaworzna – Pawła SILBERTA nie zabrakło osobistych akcentów.  „- Bez woli jaworznian powstał obóz dwóch totalitaryzmów, bez woli Państwa - byliście i wasi bliscy tutaj więzieni. Dzisiaj jak się patrzy z perspektywy 70 lat to kompletnie bez sensu. Zupełnie niewiele brakowało, a mnie by tutaj dzisiaj też nie było, bowiem moja babcia w 1945 roku trafiła z zsyłki na Syberię prostu do dawnego miejsca, gdzie mieszkała, gdzie akurat niestety Ukraińcy dokonywali rzezi na Polakach. Dzięki duchownemu – księdzu – przeżyła razem ze swoim niespełna 5-letnim synem. Uciekła stamtąd na Ziemie Odzyskane, bo nie miała tam czego szukać. Bez woli tych ludzi, bez woli Państwa byliśmy w jakimś sensie poniewierani przez dwa straszne, zbrodnicze totalitaryzmy – hitlerowski i stalinowski. Dokonywały się rzeczy straszne, ale na tej ziemi uświęconej cierpieniem i krwią, a w końcu życiem niewinnych ludzi – Ukraińców, Polaków jest nadzieja, że ta ofiara nie była bezsensowna. Może to, że jesteśmy tutaj dzisiaj razem i stajemy w tym miejscu wobec trudnej prawdy będzie nadzieją na to, że to się nigdy więcej nie powtórzy. W mądrych słowach homilii ks. biskupa, w mądrych słowach ambasadora słyszeliśmy o tym, że nacjonalizm i ruchy polityczne, które skłaniają ludzi do nienawiści są najzwyczajniej złe. Może lepiej byłoby zachowywać te 10 przykazań i dwa przykazania miłości. Byłoby zupełnie inaczej. Jestem pełen nadziei, że to się już nigdy nie powtórzy. Dzisiaj Ukraina staje wobec niezwykle trudnej próby. Nie mam wątpliwości, że to próba czy Ukraina przetrwa i trzymam kciuki chyba jak większość Polaków żeby tak było, żeby po setkach lat w końcu osiągniętą państwowość Ukrainy trwała. Żebyśmy mogli być ambasadorami tego, że warto się szanować, znać, kochać niż nienawidzić. Myślę, że z takim przesłaniem warto stąd wyjechać. Pewnie spotkamy się tutaj niejeden raz, niech pamięć o wszystkich niewinienie cierpiących tutaj trwa po wsze czasy.”

 

Mirella DĄBEK