ŻYDOWSKIE KERCHOFY NA GŌRNYM ŚLŌNSKU - HISTORIA ŚLĄSKA WIDZIANA INACZEJ – ŻYDOWSKIE NEKROPOLIE NA GÓRNYM ŚLĄSKU -

maj 14 2018

 HISTORIA ŚLĄSKA WIDZIANA INACZEJ – ŻYDOWSKIE NEKROPOLIE NA GÓRNYM ŚLĄSKU

Niedzielny dzień, 13 maja, spędziliśmy odwiedzając żydowskie nekropolie. Wycieczkę po 4 cmentarzach: gliwickim, zabrzańskim, katowickim i mysłowickim zorganizowała red. Stanisława WARMBRAND w ramach projektu „Historia Śląska widziana inaczej”. W wycieczce wzięło udział kilkadziesiąt osób, w tym członkowie i sympatycy Ślōnskij Ferajny.

GLIWICE – NEKROPOLIA ZASYMILOWANYCH ŻYDÓW

Historię gliwickiej nekropolii przybliżyła kierownik Domu Pamięci Żydów Górnośląskich, będącego Oddziałem Muzeum w Gliwicach – Karolina JAKOWEŃKO.            „ – Pierwszy cmentarz żydowski powstał Na Piasku. Po pewnym czasie był już za mały, dlatego miasto przeznaczyło tutaj miejsce na cmentarz. Funkcjonował poza miastem. Dom przedpogrzebowy wybudował Max Fleischer, m. in. współautor wiedeńskiego ratusza.  Cmentarz został zaprojektowany z kwaterami. Nekropolia była bardzo zasymilowana, stąd te wszystkie rodzinne grobowce -  kobiety są pochowane z mężczyznami. Spotkamy tutaj bardzo duże, spektakularne pomniki. Też nie obowiązuje symbolika jak na takich starszych, tradycyjnych cmentarzach. Napisy są w języku niemieckim, potem znajdziemy w języku polskim. Te pierwsze dotyczą Żydów niemieckich, a te drugie tych, którzy osiedlili się tutaj po 1945 roku. Na wprost, w centralnym miejscu cmentarza znajduje się pomnik z 1930 roku upamiętniający Żydów walczących w I wojnie światowej. Tam są nazwiska nie tylko z Gliwic. Znajdziemy tutaj również masowy grób ofiar marszu śmierci z 1945 roku. Nie wiadomo ile osób jest pochowanych. Na tej nekropolii spoczywa dziadek pierwszej damy – Agaty Kornhauser – Dudy, czwarta alejka po prawej stronie. Ojciec poety Juliana Kornhausera.”

ZABRZE – POCZĄTKI NEKROPOLII

W Zabrzu na żydowskiej nekropolii spotkaliśmy się z Dariuszem WALERJAŃSKIM – wybitnym znawcą kultury żydowskiej.  „- Historia Żydów związanych z Zabrzem sięga XVIII wieku. Pierwsze wzmianki pochodzą z tego okresu. W I poł. XIX wieku powstała tutaj filia gminy żydowskiej z Bytomia, ale Żydów zaczęło przybywać w Zabrzu, bo rozwijał się przemysł. Chociaż Żydzi w kopalniach czy w hutach nie pracowali. Kiedy Żydów w Zabrzu było już dużo to stwierdzili >po co będziemy jeździć do Bytomia, każdy z nas dobrze zarabia. Możemy stworzyć własną gminę, założyć cmentarz, wybudować synagogę>. I tak w 1872 roku, czyli według kalendarza żydowskiego 5632 roku od stworzenia świata, powstała Gmina Wyznania Mojżeszowego w Zabrzu. W tym czasie już mieli parcelę pod cmentarz. Rozpoczęli budowę synagogi, szkoły żydowskiej, łaźni, a więc wszystkie to, co do funkcjonowania gminy żydowskiej jest niezbędne. Jeśli gdzieś widzicie cmentarz żydowski to możecie śmiało powiedzieć, że w tej miejscowości funkcjonowała zorganizowana społeczność żydowska. Wyjątkiem była gmina w Rudzie Śląskiej, mało znana. W Wirku funkcjonowała synagoga. Mieli wszystko, z wyjątkiem cmentarza, dlatego byli chowani tutaj w Zabrzu. Zachowała się Księga Zmarłych, dlatego można „wyłapać” Żydów z innych miejscowości, którzy tutaj spoczęli. Każdy cmentarz to miejsce bardzo ważne, miejsce nieczyste. Jest taka zasada, że jako miejsce nieczyste, powinno znajdować się poza terenem zabudowanym, więc patrząc na XIX – wieczny układ przestrzenny miasta Zabrze znajdujemy się gdzieś 15 minut pieszo od centrum miasta. Teren był niezabudowany, parcele podarował ówczesny właściciel większych części  Zabrza – Guido Henckel von Donnersmarck. Rodzina Donnersmarcków bardzo sprzyjała osadnictwu Żydów na swoich terenach. (…) Pod koniec XIX wieku, kiedy uregulowano kwestię drogi, dokupiono niewielką parcelę żeby tu wybudować w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku dom przedpogrzebowy. Bardzo ważny budynek, skromniejszy niż ten w Gliwicach, ale też powstał w innych czasach. Ten w Gliwicach wybudowano na początku XX wieku. W Zabrzu zaczęto chować dzieci. Była wtedy bardzo duża umieralność dzieci. Rodzice o tym wiedzieli, dlatego jak się studiuje dzieje rodzin żydowskich to była tendencja – dziesięcioro – szesnaścioro dzieci. Jak ktoś miał jedno-troje dzieci, to były bardzo rzadkie przypadki.

W języku hebrajskim jest kilka określeń na cmentarz – jedno z najpiękniejszych określeń, wszystkie pochodzą z Biblii Hebrajskiej lub Starego Testamentu – Bet Chaim, czyli Dom życia, albo dłuższe tłumaczenie „Dobre miejsca dla wszystkich żywych”. Wiem, że to się kłóci – cmentarz to śmierć, to smutek, a jednak dobre miejsce dla wszystkich żywych. Żydzi uważają cmentarz za miejsce przechowania swojego ciała, które ma statut świętego, bo jednak Bóg tchnął w nie życie. Człowiek składa się z ciała i duszy. Ciało jest jak gdyby – w filozofii żydowskiej – takim naczyniem, w którym ta świętość jest przechowywana. Zmarli na każdym cmentarzu czekają na HaSzem, bo Żydzi zgodnie z XIII artykułem wiary – według Majmonidesa – wierzą w zmartwychwstanie całym ciałem. Dlatego te cmentarze są takie ważne, bo zmarli w ciszy, spokoju powinni tutaj oczekiwać na ten moment. Oczywiście oprócz XIII zasad wiary Żydów obowiązuje jeszcze ponad 600 przykazań, każdy je musi znać na pamięć – 365 nakazów i 248 zakazów. Zgodnie z 563 nakazem pochówek jest bardzo ważny. To spełnienie dobrego warunku religijnego, by pochować na terenie poświęconym. Każdy cmentarz, który zakładała gmina żydowska, miał statut miejsc nienaruszalnych, mających przetrwać do przyjścia HaSzem. Władze polityczne różnie do tego podchodziły. Cmentarze te likwidowały władze nazistowskie lub władze komunistyczne po 1945 roku, ale nie ekshumowano ciał. I czasami dochodzi do takich drastycznych sytuacji. Przyjeżdża grupa Żydów i kładzie kamienie, świeczki na przykład na boisku. Zgodnie z literą prawa obecnie wszystkie cmentarze w Polsce mają status miejsc nienaruszalnych. Dzisiaj jest to politycznie niemożliwe, żeby zlikwidować cmentarz żydowski. Państwo polskie honoruje zasadę ich nienaruszalności od lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Nawet jeśli cmentarz posiada status miejsca zamkniętego do celów grzebalnych. W Bytomiu, Zabrzu i Katowicach to są czynne nekropolie. Wszystkie są stare, powstały w minionych wiekach.

Na cmentarzu w Zabrzu pochowanych jest ok. 1200 Żydów zabrzańskich. Do dnia dzisiejszego zachowało się ponad 700 nagrobków. Cmentarz jest podzielony na 13 kwater, oprócz nagrobków jest tu niezwykła przyroda. Najstarszy nagrobek nie jest wymieniony nawet w żadnej Księdze Umarłych, która się zachowała. Jest tam pochowana dziewczynka. Sześć wersów, każdy kończy się cytatem z Księgi Samuela. Napis >Tu spoczywa Bejla, córka czcigodnego Pana Szimona Szilera, zmarła drugiego dnia miesiąca kiszle 632 według sprawdzonej rachuby czasu<. Ktoś powie zmarła w 632 roku to kiedy to musiało być? Ale Żydzi w większości podają bez tysiącleci. Dzisiaj jest to szokujące, ale jak stawiano nagrobek to uważano, że każdy będzie wiedzieć, ile trzeba dodać lat. Dodajemy 5 tys. lat, wychodzi w 5632 roku od stworzenia świata. Kiedy policzymy to wyjdzie, że zmarła w 1872 roku. To zasada obowiązująca na wszystkich nekropoliach żydowskich. Na wszystkich epitafiach, daty urodzin i śmierci, podaje się od stworzenia świata. Żydzi sobie wyliczyli na podstawie Biblii Hebrajskiej kiedy Bóg stworzył świat – było to 7 października 3761 p.n.e. Są rabini, którzy mówią – Panie Darku – to było o godz. 9.30 rano. Nie wiem jak do tego doszli, ale tak dokładnie potrafią określić godzinę. Myślę, że dla Boga nie miało to znaczenia. Wasz wycieczka ma miejsce 27 dnia miesiąca jar 5778 roku.

Cmentarz jest zaplanowany na niewielkim wzniesieniu – 230 m n.p.m. Ma główną aleje, z której rozchodzą się alejki do poszczególnych kwater. Ta aleja została obsadzona robinią – to takie święte drzewo, z którego kiedyś wykonywano Aron ha-kodesz (przyp. aut. szafa ołtarzowa w synagodze, służąca do przechowywania zwojów Tory). W Zabrzu zrodziła się taka legenda, niemająca nic z prawdziwości, ale powtarzana o dziesięcioleci. Mieszkańcy uważają, że to są akacje afrykańskie. Może dlatego, że są tak pięknie, romantycznie powykręcane. Każda pochowana tutaj osoba ma jakiś ciekawy życiorys, ale skupię się na tych najważniejszych. (…) Cmentarz nie jest miejscem łez, ale - życia, skąd wędrujemy do doczesności, do wieczności. Staramy się czyścić te nagrobki, niestety mają one patynę czasów. Jak widać inskrypcje na tym cmentarzu są dwujęzyczne – po hebrajsku i z tyłu po niemiecku. Nie zawsze to, co po niemiecku odpowiada temu, co po hebrajsku. Każdy ze zmarłych ma tutaj imię biblijne. To też była zasada. Oczywiście pozytywne imię biblijne pozytywne - kogoś, kto dobrze się kojarzy.

JEDYNA HEBRAJSKA NAZWA ZABRZA

Dawid Bamberger - zanim pojawił się rabin w Zabrzu to właśnie Dawid był człowiekiem, który spajał w całość gminę żydowską w Zabrzu. Zajmował się nie tylko zorganizowaniem uroczystości religijnych, on także dbał o koszerne jedzenie. Na nagrobku napisano mu >Tu pochowano Dawida Bambergera, członka Świętej Gminy w Zabrzu<.  To jest jedyny nagrobek, na którym napisano po hebrajsku nazwę miasta Zabrze. Jak ktoś był zasłużony, albo rodzina chciała bardziej kogoś upamiętnić to dosyć dużo umieszczano na płycie. Czytamy od strony prawej do lewej. Na jednym z nagrobków jest napis >Twój sztandar to chorągiew miłosierdzia, miłości, a ci jej nie brakowało wraz z dobroczynnością. Dawidzie, mądry i prawy człowieku niech wieczna pamięć Twoja będzie błogosławiona<. Tak ułożono w języku hebrajskim ten pochwalny wierszyk, żeby teraz czytając z góry na dół każdy pierwszy wers dawał jego imię. I to nie koniec takich ciekawostek. Dawid zmarł 20 dnia miesiąca adar jeden. Kalendarz żydowski  ma 12 miesięcy, ale jest to kalendarz słoneczno-księżycowy i żeby wyrównać ten kalendarz co 19 lat dokłada się 13 miesiąc mający również 30 dni. I właśnie on zmarł w roku przestępnym, w tym dodatkowym miesiącu. Nie ma takiej literki hebrajskiej, tutaj jest tzw. akrostych, czyli powiedziano kamieniarzowi >Napisz, że zmarł 20 dnia miesiąca adar<, ale kamieniarz stwierdził >Zabrakło mi jeszcze tyle tablicy<. >Weź po pierwszej literce z każdego zdania<. >To też mi jeszcze zabrakło<. >To je jakoś tak ściśnij<. I to są trzy litery jako jeden znak, więc to oznacza – według skróconej rachuby czasu.

Żydzi czasami sami sobie utrudniali, bo zdarzają się nagrobki, takich tutaj w Zabrzu nie mamy, ale z mojego doświadczenia – czytamy, kto jest pochowany, jaki wspaniały był jego ojciec, a później jest napisane – data śmierci ukryta w tekście. I wtedy patrzycie – to się wyróżnia, to się wyróżnia, dodajemy, sumujemy, dzielimy i nam wyjdzie. To się wzięło stąd, że alfabet hebrajski ma 22 litery. Litery są zarazem cyframi. Stąd też Kabała. Możemy to przeczytać jako ciąg cyfr, dodając, a w języku hebrajskim liczy się specyficznie, liczy się od 1 do 10. Mamy jeden zbiór to są dziesiątki, czyli 10, 20,30, 40, 50, 60, 70, 80, 90. I mamy kolejny zbiór setki – od 100 do 400. Robimy sobie kombinację – chcemy 11 – biorę pierwszą literę alfabetu – alef i chce mieć 11, więc szukam literę, która odpowiada 10. Biorę sobie tę literę 10, jalef i każdy wie, że to jest 11. Tak powstała Kabała. Ludzie potrafią czytać Biblię Hebrajską w formie zapisu cyfrowego i stąd się dowiadują.”

Jednym z większych nagrobków na zabrzańskim cmentarzu jest ten należący do rodziny Böhme. Dariusz WALERJAŃSKI przybliżył postać Maxa Böhme. „- Był filantropem i rentierem, czyli żył z tego co miał na koncie. Zasłynął z tego, że rozdawał pieniądze. Każdy, kto miał jakiś problem, potrzebował, przychodził do Maxa, mówił o swoich problemach. Nie musiał oddawać, tylko sobie zapisywał, dlatego kiedy umarł w styczniu, na jego pogrzeb przyszło ponad tysiąc osób.”

CZASZKA ZA TYSIĄC ZŁOTYCH

Dariusz WALERJAŃSKI opowiedział również o problemach cmentarzy żydowskich, czyli kradzieżach, aktach wandalizmu „ – Te nekropolie, które są jeszcze czynne, jak ludzie widzą, że jest ruch, że się coś dzieje, to nie atakują, ale jak widzą, że to takie miejsce, gdzie się ktoś dopiero spostrzeże za miesiąc to potrafią różne rzeczy robić. Na szczęście zakończyło się przekopywanie cmentarzy w poszukiwaniach kosztowności i … kości, bo dzisiaj można sobie sprowadzić dobrą kopię układu szkieletowego. Można było nieźle na tym zarobić. Myślę, że studenci medycyny płacili nawet jakieś tysiąc zł.

Cmentarze żydowskie słyną też z tego, że najstarsze nagrobki tradycyjne, właśnie takie możecie zobaczyć w Mysłowicach, są przyozdobione symbolami – księga otwarta, świece przygaszone, menory, zwierzęta, lwy, ptaki. Wśród tej symboliki dwa są najważniejsze – ręce w geście błogosławieństwa na nagrobkach kapłanów, czyli potomkach arcykapłana Aarona. By błogosławić kapłanom potrzebni są lewici, którzy obmywają im ręce. Jeśli ktoś pochodził z rodu kapłanów czy lewitów to dzisiaj w synagodze rabin, gdy zawoła, że zaprasza do czytania to lewitów i kapłanów puszcza się od razu. Tradycyjną formą nagrobka żydowskiego od czasów starożytnych jest prosty kamień zwieńczony półkoliście, trójkątnie. Taki kamień to macewa. Rzadko używa się określenia „znak duszy”. Na nagrobkach pojawia się ręka Absaloma. Absalom miał dużo synów, niestety wszyscy zginęli. Nie miał go kto pochować i Absalom własnymi rękami wybudował sobie grób. Stoi do dzisiaj. Gdy chodziłem w Izraelu do szkoły to jak czasami uciekałem na wagary do Jerozolimy, to było miejsce, gdzie było inaczej.                     

Bluszcz, który porasta cmentarz w Zabrzu, jest chroniony jako zabytek przyrodniczy. Jest to Hedera helix, bluszcz rodzaju męsko - żeńskiego. Bluszcz jest albo męski, albo żeński. Ten w Zabrzu świetnie się rozwija, nawet zimą rośnie pod śniegiem. Żyją tu trzy rodzaje pająków, niestety jadowite. W tym jeden azjatycki, którego ktoś tu wypuścił i wypiera te nasze polskie. Jest żółto-zielony.

Na cmentarzu jest pochowany Isaak Polack, który wyjechał do wód do Czech i tam zmarł.  Z nekrologu, który został zamieszczony w gazecie można się dowiedzieć, że pociąg z jego ciałem zatrzymał się w Zabrzu o godz. 13.15. Isaak miał żonę, która mu zmarła. Już nigdy się nie ożenił, to było rzadkością i świadczy jak bardzo ją kochał. Zgodnie z prawem religijnym powinien zostać pochowany na najbliższym – od miejsca śmierci – cmentarzu, ale zabrzańscy Żydzi byli liberalni z tendencją do reformacji. To nie byli tacy ortodoksyjni Żydzi, jak ci ze wschodniej Polski, czy jak Jankiel, którego znamy z „Pana Tadeusza”.

KONIEC HISTORII NIEMIECKICH ŻYDOW W ZABRZU

Im bliżej XIX wieku to gminy bardzo się reformowały. To nie przeszkadzało Niemcom, którzy rozprawili się z Żydami w tej części Śląska jeszcze przed wybuchem II wojny światowej, wprowadzając różnego rodzaju nakazy, zakazy, bojkot sklepów żydowskich, żydowskich lekarzy czy prawników. To potem przypieczętowały ustawy norymberskie. Na początku były takie plany >weźmy tych wszystkich Żydów i gdzieś wywieźmy – niech sobie razem mieszkają<. Polska nawet miała dobre układy z III Rzeszą. W planach był nawet Madagaskar. Polscy posłowie z Sejmu wraz z komisją niemiecką pojechali tam, żeby zobaczyć w jakich warunkach będą mieszkać Żydzi. Wszystko to znajdziemy w archiwum sejmowym. Trwało to do momentu, kiedy polska polityka zagraniczna nie chciała iść z nazistami na komunistów. 20 stycznia 1942 roku w jednej z dzielnic Berlina, w takiej pięknej willi nad jeziorem, zebrało się 11 najważniejszych ludzi Rzeszy. Podczas tego spotkania postanowiono o rozwiązaniu kwestii żydowskiej. Od 1942 roku nie było zmiłuj się. Po „Nocy Kryształowej” (z 9 na 10 listopada 1938 roku) Żydzi wyjeżdżali do Australii, Singapuru, Ameryki Łacińskiej.

Zabrze było ulubionym miastem Adolfa Hitlera. W Zabrzu pierwsze oddziały NSDAP powstały w 1922 roku. Adolf Hitler wiedział, że tu są ci najwierniejsi. Przyjechał tu nawet  w czasie kampanii wyborczej. Wiele legitymacji było 300 ileś, 500 ileś. Każda kamienica miała członka NSDAP, była specjalna tablica kto sprząta klatkę, co słychać. Było nawet przedszkole, w którym dzieci rozpoczynały modlitwą nie do Pana Boga, ale do Adolfa. Zabrze ma niechlubną łatkę z NSDAP. Teraz w opracowaniach naukowych to się pojawia. Żydom zabrzańskim było podwójnie źle. Cmentarz był takim miejscem, gdzie odnajdywali spokój.

WSTRZĄSAJĄCE HISTORIE

              Poznałem w Izraelu pana, o którym film nakręciła Agnieszka Holland. Tak się chciał uratować, że wstąpił do armii niemieckiej, ukrywał obrzezanie, walczył. Starał się nie zabijać. Poznałem go przy obiedzie. Spotykał się z wyrzutami >nasi bracia i siostry ginęli, a ty walczyłeś w armii niemieckiej<. Bardzo go to bolało. W ogóle wiele wstrząsających rzeczy można usłyszeć jak się rozmawia z ludźmi, którzy przeżyli Holocaust. Historia nigdy nie jest czarno-biała. Poznałem też Żyda, który przebywał w Płaszowie. Zawdzięcza życie komendantowi, temu świrniętemu komendantowi, którzy przed śniadaniem musiał zabić kilku Żydów. Wychodził na ten sławny balkon i sobie tak strzelał. I tak patrzy na tego Żyda, którego poznałem. Zabrakło nabojów, najczęściej spokojnie przeładowywał broń. I strzelał. A tym razem komendant stwierdził, że ten Żyd musi żyć. On w tym pasiaku był wolny. Ten mój znajomy wiedział, że komendant i tak go zabije kiedy zobaczy, że dzieli go krok od wolności. Przeżył, powiedział >ja mu życie zawdzięczam<. Podałem bardzo skrajny przypadek. Poznałem też Żydówkę ze Zduńskiej Woli, niezwykła kobieta. Uciekła z getta, na cmentarzu mieszkała w grobowcu, jadła poziomki, trawę. Ale po dwóch tygodniach życia pośród trumien stwierdziła, że zwariuje. Wróciła do getta, w którym była jej rodzina. Strażnicy jej nie pobili, chociaż się z tym liczyła. Powiedzieli jej pojedzie do Auschwitz. Przyjechali wieczorem do Auschwitz. Oni spoceni, zasikani, wyszli z wagonów. Powiedziała mi, że jak zobaczyła Auschwitz to poczuła się jak w Hollywood. Ci esesmani pachnący, ubrani, powiedziała mi >wyglądali jak anioły<. Przeżyła Oświęcim. Wykończył ją 1968 rok. Zmarła dwa lata temu.

Na grobowcu rodziny Hoffmann jest taki napis w języku niemieckim >Kto w pamięci bliskich żyje, ten nie umarł, jest tylko daleko<. To świadczy jak bardzo ważna jest pamięć, ponieważ w judaizmie ta pamięć o śmierci przechodzi na żyjących. Człowiek po śmierci idzie do szeolu – jest w takim stanie, że nie słyszy, nie widzi, nie myśli, jest jak taka roślina na wietrze i czeka na przyjście Mesjasza. Jak długo nasza pamięć będzie istniała tak długo będzie żył. 

DUCHY NA ZABRZAŃSKIM CMENTARZU

Na cmentarzu pochowano również żołnierzy z I wojny światowej. Są to cztery takie same nagrobki, było ich pięć. Przywieziono ich do Zabrza i pochowano. Ernest Steinitz zmarł w 1918 roku. Historia z ludzką twarzą. Przyszły tu dwie dziewczyny na cmentarz. Chciały zrobić zdjęcia macewy Steinitza, aparat nie działał, więc w końcu wymieniły baterie. Aparat robił zdjęcia, ale przestawiła się data na 1900 rok. W sumie wyszły im 3 zdjęcia, przyszły do domu, podłączały niby sprawny aparat. Zauważyły, że na zdjęciu mają trzecią postać. Przeźroczystą. Kiedy sprawa ujrzała światło dzienne to najpierw przyszły z tym do mnie. Rozmawiałem z nimi przez 4 godziny, żeby stwierdzić, czy mówią prawdę. Poprosiłem o kartę z tego aparatu cyfrowego, zaniosłem ją do kolegów informatyków, bo chciałem mieć pewność, że w żaden sposób w nią nie ingerowano. Każde zdjęcie cyfrowe ma bowiem taki ukryty plik, jeśli coś się przy zdjęciu pokombinuje to zapisuje się to w tym pliku.  Koledzy wyciągnęli plik i stwierdzili, że wszystko jest oryginalne. Dziewczyny znowu zaczęły przychodzić, że się źle dzieje, coś chodzi w domu, chłopak się źle zachowuje. Kościół Katolicki się w to włączył. Trzeba było odprawić egzorcyzmy. Sprawa trwała z jakieś 2,5 roku. Skończyła się dobrze, ducha udało się wyciągnąć. Zdjęcia możecie państwo zobaczyć w Internecie. Krąży nawet jakiś film. Często opowiadam o Steinitzu, świecie duchów, który w judaizmie, tak jak w islamie, jest bardzo rozbudowany.

Duchy mają imiona, przeznaczenia. Niektóre są straszne jak Dybuk, znany w Polsce duch. Przykład film „Dybuk”. Film dostał pierwszą nagrodę, żona poszła po męża – reżysera, a on się powiesił na drzwiach. Koledzy, którzy grali w tym filmie, opowiadali, że w trakcie zdjęć działy się dziwne rzeczy. Tym dziewczynom udało się sfotografować ducha. Przypuszczam, że ten młody człowiek, student, czegoś nie dokończył i te ziemskie, niedokończone rzeczy trzymały go na ziemi. Czekał na dobre duszyczki, nie może sam wyjść, wszedł w te dziewczyny i z nimi wyszedł z tego cmentarza. Po tej opowieści jeszcze trzy razy się zdarzyły, że zdjęcia były brzydko zniekształcone, albo zdjęcia ze świecącą kulą. Kiedy sprawa ujrzała światło dzienne to zjeżdżali się tutaj badacze światów paranormalnych, ustawiali czujniki, kamery. I nagrywali te duchy. Pamiętam kiedyś o godz. 13.30 zadzwonili do mnie z fundacji „Nautilius” >niech pan przyjedzie. Mamy dużo zdjęć duchów<. Puścili film i one tu są w postaci świecących kul. Przychodzę na cmentarz od lat osiemdziesiątych. Mam około 25 tys. zdjęć, wierzę w świat duchów, na żadnym zdjęciu nie mam ducha. Czasami się zdarza, że jak tak siedzę i spisuję te nagrobki to wydaje mi się, że ktoś jest obok. Odwracam się, a to kot mi się przypatruje.

Na końcu cmentarza jest 5 nagrobków. Przetrwały tylko dwa nagrobki z nazwiskami brzmiącymi po rosyjsku. To żołnierze z I wojny światowej. Przez wiele lat opowiadałem, że to są jeńcy żydowscy, którzy zmarli w którymś z obozów w Zabrzu. Ale prawda wyglądała inaczej. Dwa lata temu udało się znaleźć dokumenty poświadczające, że to byli prawosławni. Zmarło ich ok. 50. Żaden kościół w Zabrzu, łącznie z gminą żydowską, nie chciał ich pochować. Leżeli w lodówkach, powoli rozpoczynały się procesy rozkładu. Władze miasta zawołały księży katolickich, pastorów i rabina, zarządziły podział zmarłych, którzy w ten sposób zostali pochowani na kilkunastu, różnych zabrzańskich cmentarzach.”

KATOWICCY ŻYDZI – DAWCY POSTĘPU MIASTA

Po katowickiej nekropolii oprowadzał Robert BRZOSTOWSKI „ - To ważne miejsce dla Katowic. Przez długi czas zapomniane. Na szczęście te słusznie minione epoki komunistyczne już minęły. Żydzi katowiccy byli zaangażowani nie tylko na rzecz swojej gminy wyznaniowej, ale również całego miasta. Byli radnymi, radcami miejskimi, co najmniej dwóch burmistrzów było żydowskiego pochodzenia. Przewodniczącym Rady Miasta był Hugo Grünfeldt. W momencie powstania miasta połowę magistratu i Rady Miejskiej stanowili Żydzi. Richard Holtze mówił o nich, że są dawcami postępu Katowic. 1865-66 powstała gmina synagogalna i miasto. Stary cmentarz powstał w 1869 roku. Pierwszy nagrobek to nagrobek 4-letniego dziecka. Do gminy żydowskiej należeli Hugon i Ignatz Grünfeldt – budowniczowie kamienic mieszkalnych i gmachów użyteczności publicznej. Hugo był wieloletnim przewodniczącym Rady Miejskiej, wiceprzewodniczącym gminy synagogalnej, posłem do Śląskiego Parlamentu Prowincjonalnego we Wrocławiu. Ignatz Grünfeldt wybudował kamienicę, w której obecnie mieści się „Kryształowa. Warto wspomnieć o rodzinie Altman. Altman, w roku powstania miasta, założył firmę, co zdarzało się dosyć często. Była to firma techniczna, która oferowała wszystko – od sprzętu gospodarstwa domowego po sprzęt dla wielkich zakładów przemysłowych. Altman był przewodniczącym gminy żydowskiej do 1939 roku. W 1884 roku zorganizowano w Katowicach Konferencję Katowicką, która zapoczątkowała ideę powstania państwa izraelskiego. Byli tu delegaci z całej Europy – z Rosji i z Europy Zachodniej.”

 

LUSTIG – DZIĘKI NIEMU MYSŁOWICOM PRZYWRÓCONO PRAWA MIEJSKIE

            Historię mysłowickiego cmentarza przybliżył Bogusław POLAK, który kilka lat zainicjował akcję sprzątania tego miejsca. To dzięki niemu i kilkunastu społecznikom nie tylko uporządkowano cmentarz, ale również postawiono poprzewracane macewy.                „ - Pierwszy cmentarz powstał w 1752 roku. Ponieważ zaczęło brakować miejsca, jeden z Żydów wykupił działkę i podarował ją na cmentarz. W 1945 roku nekropolia została wywłaszczona, czyli stała się własnością Skarbu Państwa. Jest tutaj bardzo dużo Żydów pochodzenia niemieckiego. Na nowym cmentarzu, tuż przy wejściu stał dom przedpogrzebowy. Żydom nie wolno było trzymać zwłok w domu, ani wprowadzać do synagogi. Pochówek musiał się odbyć 24 godziny od momentu śmierci. Jedynym odstępstwem był szabas i święta. Wtedy przesuwano pochówek do przodu lub do tyłu. Tutaj odbywało się oczyszczanie i cała ceremonia pogrzebowa. Potem trumnę zanoszono na cmentarz i zakopywano. Trumna była niezdobiona, niemalowana, surowe deski. Do tej pory tak jest. Wcześniej chowano zmarłych tylko w całunach. Była zasada jak największego styku z ziemią, dlatego też w trumnach wiercono dziury od spodu. Rabin nie miał prawa wstępu na cmentarz. Jedynie w momencie, gdy umarł ktoś z jego rodziny. Istniało i istnieje odpowiednie bractwo, które zajmuje się pochówkiem. W języku niemieckim napisy na nagrobkach informują tylko, że ktoś był mężem czy żoną, kiedy się urodził i umarł. W języku hebrajskim dowiadujemy się kim był, co robił, na co zmarł.  Nie wolno chować dwóch osób w jednym grobie. Kiedyś kwatery mężczyzn były po lewej stronie, a kobiet – po prawej stronie, nawet jeśli byli małżeństwem. Z przodu chowano dzieci, rabinów. Na mysłowickim cmentarzu jest inaczej, bo to byli postępowi Żydzi. Małżeństwa leżą razem, po prawej i lewej stronie. Nie ma rozgraniczenia. Najmłodszy nagrobek pochodzi z 1863 roku. U Żydów dokonywano pochówków od końca cmentarza. Ta część dzielnicy Mysłowic nie nazywała się Piosek, tylko Kwadrzysko. Chowano tu ludzi z Mysłowic, Wesołej, Kosztów, Krasów, Roździenia, Szopienic, Lędzin. Kiedyś ten cmentarz nie miał drzew. Cmentarz nie powinien mieć drzew, dlatego, że jest problem z kopaniem grobów. To wszystko są samosiejki. Tu jest pochowany jeden z najsławniejszych mysłowiczan Jacob Lustig – historyk, przywrócił prawa miejskie Mysłowicom. Na początku XIX wieku Mysłowice nie miały praw miejskich. Zostały odebrane, ponieważ nie spełniały warunków. Lustig tak długo jeździł do Rejencji Opolskiej, że załatwił przywrócenie praw miejskich. Był też pierwszym przewodniczącym mysłowickiej Rady Miejskiej. Do 2014 roku nie wiedziano, że leży tu Lustig i jego żona. Gros informacji o historii Mysłowic Lustig nie znalazł na Śląsku, tylko w Czeladzi w „Żółtej Księdze”, która zostały wywiezione w czasie okupacji. Jeśli udałoby się odzyskać cały ten księgozbiór, który podarował miastu to jesteśmy w domu z historią Mysłowic. W sierpniu przyjedzie rodzina Jacoba Lustiga ze Stanów Zjednoczonych. Na mysłowickiej nekropolii pochowany jest Danzinger – brat właściciela kopalni. Właściciela kopalni możemy szukać na starym cmentarzu, na rogach którego wybudowano bloki.”

Żydowskie cmentarze odwiedziła: Mirella DĄBEK