ŚWIĘTO ZMARŁYCH W GÓRNOŚLĄSKIEJ TRADYCJI I LEGENDZIE

paź. 30 2016

ŚWIĘTO ZMARŁYCH W GÓRNOŚLĄSKIEJ TRADYCJI I LEGENDZIE

Nasze śląskie nekrologi są bardzo syntetyczne. Natomiast te z innych części Polski – opowiadają o całym życiu człowieka. Można się z nich dowiedzieć czym się zmarły zajmował i co osiągnął. U nas wszystko zawiera się w prostej kresce między datą urodzenia a datą śmierci. To tylko jedna z ciekawostek, o których opowiedział Bernard SZCZECH podczas wykładu „Święto zmarłych w górnośląskiej tradycji i legendzie”. Spotkanie odbyło się w Mysłowickim Ośrodku Kultury w ramach cyklu „Historia Śląska widziana inaczej”, którego organizatorem jest red. Stanisława WARMBRAND.

            Na wsiach bardzo popularne były drewniane lub żeliwne krzyże. Natomiast w miastach krzyże stawiano tym zmarłym, którzy pochodzili ze wsi. W Dzień Wszystkich Świętych na cmentarzu odbywają się nabożeństwa, które kończą się pod cmentarnym krzyżem. Pobyt na nekropoliach przedłużał się do późnych godzin wieczornych. Dlaczego palimy na grobach znicze? Po to żeby dusze miały się przy czym ogrzać. Kiedyś na mogiłach pozostawiano jeszcze resztki jedzenia. W dwudziestoleciu międzywojennym – na stole lub na oknie. Zwyczaj pozostawiania pokarmu przetrwał do dzisiaj jeszcze wśród Romów. Wierzono również, że w nocy z 01 na 02 listopada zmarli spotykają się w kościele, gdzie zmarły proboszcz celebruje mszę. Żywi nie mogli podglądać nabożeństwa, ponieważ groziło to śmiercią. Wszystkie okrycia ołtarza musiały być ściągnięte. Zwyczajem było również obdarowywanie ubogich drobnymi kwotami pieniężnymi żeby modlili się za zmarłych. Aby godnie przywitać dusze w dzień poprzedzający Wszystkich Świętych bielono piece wapnem. Tradycją było również zamawianie intencji mszalnych tzw. wymianki. Ważne było by nazwiska zmarłych wyczytać przed Dniem Zadusznym. Dzięki wymiankom dusze przebywające w czyśćcu miały szansę na odpuszczenie części grzechów. Dzień Zaduszny został wprowadzony przez opata Odilona z Cluny. W średniowieczu papieże wstawili się za biedakami. Jeden z synodów zagroził duchownym surowymi karami jeśli żądali za pochówek zbyt dużo pieniędzy. Nawet kazał grzebać nędzarzy na koszt księży. Zwyczajem było – już po pogrzebaniu zmarłego – że żałobnicy rzucali grudkę ziemi na trumnę. Nie mogła jednak tego robić rodzina. Nie wolno było również otwierać okien, gdy ktoś umarł w sąsiedztwie, bo mógł kogoś zabrać do grobu.

Mirella DĄBEK